V/A – rePUNKblika – Nieustanne Pogo
Zima 2018

Proszę Państwa! Kolejne polish coverstory!
Niedawno miałem okazję w Dead Pressie recenzować inny tribute to koncept album, poświęcony pamięci GUERNICA Y LUNO, a tu proszę – następne porozumienie nad podziałami!

Szczerze mówiąc, Republiki fanem jestem umiarkowanym, jednocześnie zdając sobie sprawę z ogromnego wkładu w polską muzykę, jaki włożyli toruniacy z nieprzewidywalnym artystą , Grzegorzem Ciechowskim na czele.

Owa nieprzewidywalność  czyniła Republikę nieszablonowym zespołem i chyba tylko ignoranci mogliby nie zauważyć twórczej oryginalności tego zespołu. Osobiście najbardziej przemawia do mnie twórczość Republiki z późniejszego, bardziej art rockowego okresu, niż nowofalowe początki.  Ciechowskiego zaś w domu słucham najczęściej  na solowych albumach, oraz chętnie wracam do  winylowej płyty  z filmu „Stan Strachu”.
Nie za bardzo mam  ochotę na wspominanie niechęci sceny punkowej do Republiki w latach 80-tych i 90-tych, więc pozwólcie że tą kwestię dyplomatycznie pominę.

Więc , oto swoisty HC/punkowy hołd oddany piosenkom Republiki.

Spodziewałem się najbardziej utworów z pierwszej płyty, ale o dziwo, słyszymy przekrój przez całą twórczość. Kowery – jak to kowery, mają to do siebie że gra się je na dwa sposoby – albo robi się wersje zbliżone do oryginałów, albo płynie się w kierunku wariacji bazującej na głównym temacie.
Tak też jest i na tej płycie.  O ile wspomniana już wcześniej Tribute to Guernica wskazuje jak dzisiaj gra dosyć hermetyczna, anarchizująca  scena zwana „DIY”,  ten składak naświetla  to co widać ( a raczej słychać )  w szerszym nurcie polskiego punk rocka.

Może wiec najpierw rzućmy uchem na wersje bliższe oryginałowi . Album zaczyna piła sound – Qlturka w swoim  folkowo/punkowym stylu. Następnie śląski Zbeer i  singlowa wersja „Nie pytaj mnie” (śląska scena okołopunkowa ma sporą reprezentację na płycie). Tradycyjno punkowe są  kolejne covery (  Kompania Karna, punk’n’rollowo Satellites ). Nagle buuuum!  zmiana tropu – pierwsza  z tradycji wyłamuje się malborska Pabieda!   Pabieda w „Masakrze” brzmi z deka faithnomore’owo ( ta kaczka!), a kiedy uaktywnia się wokalista, mam wrażenie jakby zmartwychwstał Amoniak z nieodżałowanego P.E.S.D.i przyłączył się do Pabiedy.

Rozbija bank Inkwizycja. Wersja którą wzięli na warsztat Expert, Drut & co. jest  moim zdaniem, najmocniejszym punktem tego albumu. Pamiętam obawy Druta przed nagraniem tego numeru, które okazały się bezpodstawne ( wybacz Grzesiu! ;) . „Moja krew” jest kolejną udaną interpretacją inkwizycyjnej twórczości innego zespołu i pokazuje  odważną aranżację krakowiaków – thrashowo, punkowo i monumentalnie. Doskonała linia basu!

Dalej jest równie ciekawie – transujący i orientalizujący z letka na gitarach After Laughter, street punkowo Bulbulators, w swoim stylu podkręca tempo ( nieustanne pogo! ;) Castet. Zatrzymuję się bez uprzedzeń na chwilę, przy płockim Farben Lehre. Niestety „Sexy Doll” w wykonaniu weteranów nie wnosi niczego nowego, a szkoda. Potem znów mamy Śląsk – „Psy Pawłowa ” w wersji Venta Quemada, zbliżonej do oryginału, jeno trochę brudniejszej. Z zawodowym warsztatem wykonawczym i dobrą produkcją, rozsiada się na fotelu krakowski Chupacabras ( „My lunatycy”).  Obniża nastrój (i strój gitar), mamrocze i szepcze ( „Odchodząc”) Ropień. Od gdyńskiej berbeluchy  pędzonej na trójmiejskich melinach robi się mdło, gęsto i wisielczo, a przecież to jeszcze nie koniec płyty . Album zamyka inny mocny punkt płyty – Firenze i ich wersja „Śmierci na pięć”, która brzmi jak jakiś jugosłowiański klasyk punkowy. I nagle kolejne zaskoczenie – skojarzenia trafne , bo w składzie Firenze chorwacki perkusista!

Gdybym miał zdolności telepatyczno – programujące, namówiłbym do zarejestrowania swoich wersji Guantanamo Party Program, Martynę Załogę i Nancy Reagan, Janusza Reichla, Abaddon, Jarka z DHC Meinhof  oraz Siksę ;) Album byłby jeszcze bardziej nieprzewidywalny.

Fajna okładka –  staranne wydanie wkładki wewnątrz. Jeśli wierzyć lokalnym dilerom ( Darek Liberation ) płyta sprzedaje się dobrze, i sięgają po nią przeróżni ludzie, nie tylko związani ze sceną punkową. Fani Republiki zaś, nie zawsze zorientowani co piszczy w punkowej Polsce, będą mieli okazję poznać i osobiście przekonać się która pankowa kapela twórczo rozwinęła, bądź zdruzgotała piosenki ich idoli. Zaskakuje  brak republikowych przebojów typu „Śmierć w bikini”, „Arktyka”, czy „Obcy Astronom”. Interesują mnie też wersje które nie ukazały się na płycie, ponieważ the Coiots w opublikowanych przed premierą płyty „Halucynacjach” brzmi całkiem sympatycznie!

Wielkie brawa należą się Ani Sztuczce i Kondiemu – fanom Republiki, pomysłodawcom oraz koordynatorom tej składanki, oraz samemu Zbigniewowi Krzywańskiemu który min. selekcjonował utwory. Tak to właśnie materializują się fajne i nietypowe pomysły!

A tak z ciekawości – słuchając tej płyty – jaki są wasze typy?
(AS)