NOVEMBER/ 666 ANIOŁÓW – Eight hits from hell
Black Fox 2018

To było do przewidzenia, że dwa zespoły oddające na co dzień hołd różnym okresom twórczości księcia ciemności z New Jersey spotkają się nie tylko na deskach klubów ale również na wspólnym wydawnictwie. Żeby było ciekawiej na „Eight hits from hell” grupy zamieniły się inspiracjami i tak o to November stoczył bój z wczesno-misfitsowymi hitami a bydgoskie Anioły stanęły w szranki z kompozycjami Danziga.

Oba zespoły wyszły moim zdaniem obronną ręką ze swoich zmagań. Novemberowe wersje „She”, „London dungeon”, „Hollywood babylon” i „Die, die my darling” zabrzmiały na płycie bardzo nowocześnie. Co prawda świetna produkcja przykryła ten dziki, lekko prymitywny sznyt oryginałów ale za to uwydatniła niesamowitą mroczną przebojowość tych piosenek. Myślę, że tak mogły by brzmieć te kawałki gdyby powstały w okresie „American Psycho” i „Famous Monster”. Dobra robota!

666 Aniołów wzięli na warsztat „Long way back from hell”, „Left hand black”, I don’t mind the pain” oraz „Thirteen”. Dwa pierwsze kawałki zostały rytmicznie upunkowione dzięki czemu dostały całkiem sporego energetycznego kopa. Dwa ostatnie zostały za to odegrane w oryginalnych, wolnych tempach ładnie zamykając płytę swoim mrocznym klimatem. Szczególnie do gustu przypadł mi wpadający trochę w dark country „Thirteen”. Maciek, może nie posiada aż takiej głębi wokalnej jak Glen ale za to nadaje tym numerom trochę więcej pazura i swojego charakteru.

Tak jak wspomniałem wcześnie obie kapele stanęły na wysokości zadania. Inaczej właściwie być nie mogło, w końcu są to zawodowcy rozgryzający twórczość Misfits i Danziga od lat. Myślę, że każdy fan powyższych będzie zadowolony z tego wydawnictwa. Szczególnie, że poza doznaniami muzycznymi dostarcza ono również całkiem miłych doznań estetycznych. Płyta została wydana w efektownym opakowaniu przypominającym wielką kartę do gry z bardzo fajną i dopracowaną szatą graficzną. Najs!

Wiktor Rykaczewski