THE ANALOGS – Wilk
Lou&Rocked Boys/ Oldschool 2018

Trochę nie mogę uwierzyć, jak bardzo mi się podoba ta płyta. W kontekście tego zespołu podobne emocje czułem po raz ostatni w okolicach „Tańca cieni”, a wcześniej tylko „Hlaskovera”. Czyli dawno temu, albo bardzo dawno temu.
Nie ma sensu rozpisywać się na temat roszad w składzie, jakie zespół przechodził w swojej historii. Ani mnie to bulwersuje ani wpływa na ocenę świeżego materiału. Choć trudno oprzeć się wrażeniu, że zespół szukał pomysłu na nową wersję siebie. I wreszcie ją znalazł.

Po pierwsze, brzmienie. Poziom ostatnich produkcji nie zachwycał, delikatnie ujmując. Nowy materiał nie mógł brzmieć gorzej, ale wciąż nie powalać, jak to zdarzało się Analogsom i wcześniej. No więc nie wiem, czy „Wilk” powala, ale zdecydowanie jest to najlepiej brzmiąca płyta tego zespołu, o ile miarą jakości nie są sentymenty odczuwane przy słuchaniu „Oi! Młodzieży”. Podobają mi się gitary, zwłaszcza drugie partie, podoba mi się brzmienie basu (kilka naprawdę fajnych linii) i perkusji. Coś bardzo pozytywnego stało się z Kamilem, który chyba wreszcie odnalazł pomysł na barwę głosu i melodie wokali, które z jednej strony zaczęły w końcu świetnie pasować do Analogs, a z drugiej wciąż pozostają charakterystyczne dla nowego (?) śpiewaka. Brawo! Nagrań dokonano w Studiu Polskiego Radia w Szczecinie, pod czujnym okiem Artura Burskowskiego odpowiedzialnego m.in. za produkcję… „Oi! Młodzieży”. Ciekawa klamra. Cześć mu i chwała za nowy album, także jego mastering.

Teksty. Ich fragmenty krążyły wielokrotnie wśród moich, nie tylko scenowych, znajomych, jako gotowe cytaty na różne okazje. Czasem z puszczeniem oka, czasem bardziej serio. Teksty Pawła lubię tym bardziej, im bardziej są wkurzone lub nietypowe. „Halucynacje” są po dziś chyba ulubionym jego tekstem i choć aż takiej kwasowej poezji tym razem nie ma, to jest na „Wilku” kilka tekstów dobrych lub bardzo dobrych. Z PPS-owskim pozdrowieniem dziękuję Towarzyszowi za (czerwonego) „Wilka”, poświęconą Dąbrowszczakom „Trzynastą” i bardzo czujną wersję „Ballady o Stefanie Okrzei”, warszawskiej piosenki z początków XXw., chyba najbardziej znanej z interpretacji Grzesiuka. Nawet mniej zainteresowanym historią, szczerze polecam zapoznanie się biografią Okrzei. Świetne jest „Podpal to”, także dzięki naprawdę kozackiej melodii wokali. Podoba mi się „Taxi”, uśmiecham się przy „Straży Miejskiej”. Trafia do mnie przekaz (!) tego albumu. Te teksty są celne, momentami celowo proste, momentami to bezpośredni strzał między oczy. Momentami zaś obrazki z biografii ludzi, którym raczej w życiu pod górkę. Oddzielnym tematem jest ukryty bonus track, przy którym naprawdę się uśmiałem i, za który zespół ma dodatkowego plusa. Ciekawe, czy (ex)ksiądz Międlar już się z nim zapoznał?
Jedenaście (+1) piosenek, dobre teksty, fachowe (mocno amerykańskie w moim odczuciu) brzmienie. Szczerze polecam! (Mroku)

P.S. Wstęp do otwierającego płytę „Kiedyś byłeś dzieckiem” bardzo mi się kojarzy z wstępem do pierwszej piosenki na ostatniej płycie Lion’s Law. Fajny patent.