THE BASTARD – Ciężka dola rock’n’rolla
Lou&Rocked Boys/ Oldschool 2017

Zespół The Bastard pochodzi z Myślenic, gra od dziesięciu lat a opisywany krążek o czerstwym tytule „Ciężka dola rock’n’rolla” jest czwartym w dyskografii kapeli. Mimo to nigdy jakoś granie tych chłopaków mnie nie zainteresowało. Najnowsze dzieło grupy raczej tego nie zmieni.

OK, całkiem sprawnie zrobiona jest ta płyta. Brzmienie jest przyzwoite, gitarom zdarza się grać nawet spoko melodie ale generalnie mnie to nie bierze. Trochę za bardzo mi sie to kojarzy z rockowo-punkowym zespołem z przeglądu w domu kultury, którego członkowie jarają się „czadem” od Metallicy po KSU a szczególnie uwielbiają Analogs i Psy Wojny, a który to jakimś cudem przetrwał okres nastoletniego buntu i mimo przeciwności gra nadal i nawet się trochę sprofesjonalizował. No i spoko, sam lubię Analogsów i kiedyś jarałem się Psami Wojny (daaaawno temu) ale nie znaczy to, że chce mi się słuchać ich słabszej kopii. Może nie jest to jednak kopia jeden do jednego wymienionych zespołów bo zdarzają się tu czasem wycieczki w inne rejony, jak w przypadku mocniejszego, bardziej new metalowo-rockowego „Getta” czy rege polowego „Wszystko i nic”, ale jak posłuchacie „Wirtualnego raju” czy „Dziewczyny z prowincji” to na pewno wam się to skojarzy z dokonaniami szczecińskich łobuzów.
Wisienką na torcie jest jednak tutaj dla mnie wokal, niby spoko bo szorstki i z chrypą ale jakiś taki sztywny, spięty i bez charyzmy. No Frank Stabbs to nie jest. Do tego trochę za bardzo przywodzi mi na myśl, tak zgadliście, barwę Harcerza wymieszaną z wyciąganiem fraz a la Falon (szczególnie odrzuca mnie to w utworze tytułowym). Taki miks nie może być dobry. Do tego dochodzą średnie, dosyć słabo napisane teksty z „klasycznymi” rymowankami, które atakują już od pierwszej zwrotki otwierającego płytę kawałka „Nowe wiadomości” („…wiadomości/…radości/…przegranych/…zmarnowanych/…kradnie/…na dnie…” -brr coś strasznego).

The Bastard to nie jest zespół dla mnie choć jestem przekonany, że ma swoją publikę i podoba się zapewne całkiem sporej rzeszy odbiorców polskiego punka. Takie ludyczno-małomiasteczkowe granie zawsze cieszyło się w naszym kraju sporą popularnością. Potwierdzeniem tego jest to, że kapela gra dużo koncertów i ciągle się rozwija. I spoko, mnie podobać się nie musi. Aaa, żeby nie było, że tylko narzekam. Niezła jest oprawa graficzna tego wydawnictwa ale to jednak trochę za mało bym jeszcze kiedyś sięgnął po ten krążek.

Wiktor Rykaczewski