Anti-Flag – American Fall
Spinefarm 2017

Z czystym sumieniem mogę napisać, że „Underground Network” zespołu Anti-Flag jest płytą wybitną. Późniejsze albumy są czasami świetne, a czasami przeciętne. Zespół wydaje nowe płyty w miarę regularnie, więc dość rzetelnie można stwierdzić, że aktualna ich forma jest zdecydowanie wysoka, zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że bardzo bliska wspomnianego albumu z 2001 roku. Notabene, zespół w przyszłym roku, będzie obchodził 30-lecie działalności. Trochę niesamowite.

Tomy zostały napisane na temat dylematu, który można sprowadzić do pytania: „Anti-Flag –  komercyjni pozerzy, czy poppunkowy zespół z mocnym przekazem?”. Niżej podpisany zawsze skupiał się raczej na skutkach działalności zespołów politycznych, niż ocenie ich prawdziwości wedle bliżej mu nieznanych kryteriów. Anti-Flag jest zespołem bardzo popularnym. W krajach rozwiniętych, bo u nas na biletowanych koncertach pojawiło się 250 osób. W dwóch miastach. Nie oceniam, stwierdzam. Natomiast zapełniając kilkutysięczne hale od Niemiec po Tajlandię, wciąż śpiewali o tym samym: rasizmie, homofobii, seksizmie, wojennej polityce zagranicznej USA, bezgranicznej głupocie przywódców tego państwa, potrzebie jednoczenia się osób o poglądach wolnościowych, itd. W zasadzie wszystkie tematy i zagadnienia z rezerwowego sztambucha młodego rebelianta. I bardzo dobrze. I bardzo dobrze, że Ci młodzi rebelianci jeszcze istnieją. I bardzo dobrze, że działalność Anti-Flag powoduje, że gdzieś na amerykańskim, polskim, czy brazylijskim wygwizdowie ktoś pomyśli, że lepiej walczyć o utopie, niż stać pod rękę z jej przeciwieństwem. I za propagandową skuteczność, dla tego zespołu wielka piona. Bo niewiele jest rzeczy smutniejszych, niż agitatorzy popularni wyłącznie w kręgu odwiecznych wyznawców propagowanej idelogii.

Anti-Flag oprócz tekstów, ma przede wszystkim muzykę, bez której byliby tylko kolejnym zespołem ze słusznymi poglądami, znanym w kręgu rodziny i najbliższych znajomych. Podoba mi się ich podejście bez specjalnej ekscytacji sprzętem, technikaliami, nowinkami. „Instrument jest dla mnie narzędziem do wyrażania poglądów”, mówi basista Chris#2 i jest w tym coś banalnie odświeżającego.

Zespół dwa lata temu wydał płytę American Spring, i wydaje się, że American Fall jest jej drugą częścią, sequelem. To była bardzo dobra płyta (polecam choćby „Brandenburg gate”, „Set Yourself on Fire”, czy „Break Something”). Nowa jest natomiast doskonała. Świetny otwierający „American Attraction”, równie świetny „Criminals”, jeszcze lepszy ska-punkowy „When The Wall Falls” z cytatami z Angeli Davis. Anti-Flag ostatnio rzadko grali szybkie piosenki punkowe, a tu jest choćby „Liar”. Na świetnym riffie oparty jest zamykający płytę „Casualty”, a prostą mądrością tekstu kupił mnie „Racists”. Oczywiście, na temat wygody życia w uprzedzeniach. Ruchowi Occupy dedykowany jest fantastyczny, niezwykle melodyjny, mój ulubiony na płycie „I came. I saw. I believed”. I tak dalej. 11 piosenek, 0 zapełniaczy.

Jestem zachwycony tym krążkiem. Drażniąca może być jego perfekcyjnie skrojona długość, wynosząca 36 minut, bo czuję, że potencjału na doskonałe piosenki ma ten zespół aktualnie znacznie więcej. Tymczasem, cieszę się tym, co dostałem. Gorąco polecam.
Mroku