ZWŁOKI – Zwłoki
Lou & Rocked Boys 2017

No to proszę państwa mamy rekordzistów. Debiut płytowy w zaledwie 37 lat od powstania zespołu. Nieźle. Wiadomo oczywiście, że przez lwią część tego czasu zespół nie istniał, gdyż po rozpadzie w 1982 roku Zwłoki tak naprawdę, mimo zrealizowania kilku nagrań w latach ’90, wróciły do grania dopiero w 2012 roku. Mimo to taki przedział czasu robi wrażenie, w końcu jest to więcej niż, żyję na tym łez padole.

Gdyby ktoś był na bakier z historią dolnośląskiego punk rocka to śpieszę z przypomnieniem, że Zwłoki to zespół z Wrocławia, który istniał przez chwilę na początku lat ’80 zdobywając lokalną sławę. Nawet jeśli nigdy nie słyszeliście archiwalnych nagrań to bardzo możliwe, że część z tych piosenek znacie, gdyż Skuter, nieżyjący już basista, tekściarz i autor większości muzyki grupy wykorzystywał je w innych swoich kapelach a także przekazał je zespołowi Prawda, który to regularnie umieszczał te kawałki na swoich płytach.

Zawsze w przypadku podobnych powrotów mam spore obawy co do poziomu nagrań czy mentalności muzyków. Tym razem na szczęście wszystko wydaje się być ok. Płyta jest ewidentnie punkowa, nie sadzi rokowym syfem a numery zagrane są w fajny, autentyczny i pozbawiony skostnienia sposób. Nie ma wioski!
Sporym atutem jest moim zdaniem realizacja tych nagrań. Z jednej strony mamy tu całkiem nowoczesne brzmienie ale za to gitary posiadają fajny oldschoolowy sound przywodzący trochę na myśl „siódemkowe” zespoły (posłuchajcie początku „Nie jesteś mądry..” – elegancki i dosyć klasyczny punk 77). Może jedynie wokal jest trochę za bardzo do przodu. Magilla ma spore serducho do tego co robi ale wokalistą wybitnym jednak nie jest. Generalnie słucha się tej płyty bardzo przyjemnie. Na tyle, że gdy wpadła mi ona w ręce słuchałem jej kilka dni z rzędu w samochodzie.

Teraz trochę o kompozycjach zawartych na płycie. Jest ich łącznie tutaj tuzin i jak wspomniałem wyżej za teksty oraz większość muzyki odpowiedzialny był Skuter. Można by nawet pokusić się o stwierdzenie, że mamy tutaj do czynienia ze swoistym hołdem dla jego twórczości. Przyznać trzeba, że gość miał talent gdyż są to naprawdę dobre piosenki. Numery takie jak „Nie jesteś mądry, nie jesteś piękny”, „Przyjacielu mój”, „Mesjasz” czy „Za moimi drzwiami” to najprawdziwsze punk rockowe szlagiery. Fajnie mi się też słucha nie znanego mi wcześniej „Incydentu” o dosyć zaskakującym, ulicznym tekście.

Nadspodziewanie dobry jest płytowy debiut Zwłok. Myślę, że starzy zbowidowcy oszaleją ze szczęścia przy tym krążku. Fajnie by było gdyby trafił on też pod strzechy młodszych załogantów, gdyż jest tego wart. Mimo, że materiał wyjściowy jest mocno archiwalny to całość jest na tyle uniwersalna i nie trącąca myszką, że powinna się podobać punkom z różnych kategorii wiekowych. Szkoda jedynie, że szata graficzna tego wydawnictwa jest dosyć uboga. Przydała by się też we wkładce jakaś notka historyczna. Wiem, że to debiutanci ale przecież z historią, nie?

Wiktor Rykaczewski