WŁOCHATY – Głośniej Od Bomb
Pasażer 2017

Od jakiegoś czasu można zauważyć, że co bardziej długowieczne polskie kapele świętują hucznie kolejne okrągłe rocznice swojego istnienia i ze sztandarem dwudziesto-, dwudziestopięcio- czy trzydziesto-lecia objeżdżają kraj wszerz i wzdłuż. Zaczyna to już trochę wyglądać jak konkurs „kto dłużej pociągnie” ale może jak będę w wieku członków tych zespołów to też stanę się sentymentalny i nagle zachce mi się świętować rocznice.

Jednym z takich „rocznicowych” zespołów jest Włochaty, który w tym roku obchodzi trzydziestolecie działalności. Zespół zamiast pójść na łatwiznę i po prostu trzasnąć serię okolicznościowych gigów wydał również specjalną płytę. Specjalną, gdyż mamy tu swoiste „the best of”, czyli zbiór nagrań  z niemal wszystkich studyjnych płyt, ale też cztery nowe kawałki co zdecydowanie podnosi wartość tego wydawnictwa.

Przyznam się bez bicia, że od czasów „Zmowy” nie śledzę zbyt dokładnie płytowych dokonań Włochaczy. Oczywiście zauważyłem zmianę stylistyczną z typowo conflictowego anarcho punka na bardziej amerykańskie granie w stylu Anti-Flag oraz odnotowałem zmiany w składzie ale żadnej z płyt z lat dwutysięcznych nie mam na półce. Z tym większą ciekawością zapoznałem się z najnowszymi, jeszcze ciepłymi numerami.

Premiery są właściwie trzy „Głośniej od bomb”, „Prawo własności” i „Niepodległości dzień” gdyż kawałek „Często” to na nowo nagrany utwór z „Drogi oporu”. Nowe numery są bardzo zgrabne, melodyjne i całkiem chwytliwe. Fajnie grają gitary  jadąc często na bardzo „amerykańskich” patentach. Włochaty po latach stał się też bardziej zwięzły lirycznie a co za tym idzie również bardziej przystępny nie tracąc przy tym tego całego anarchizującego i zaangażowanego sznytu. Po kilku przesłuchaniach tej płyty śmiało stwierdzam, że jest to na prawdę kawał porządnego punk rocka, który brzmi bardzo świeżo i nie sadzi naftaliną co jak na zespół z trzydziestoletnim bagażem jest całkiem niezłym osiągnięciem.

Jeśli chodzi o część „bestkową” szczecinianie przygotowali 10 przekrojowych kawałków. Nie wiele jak na ilość materiału źródłowego więc pewnie znajdzie się kilka marud kręcących nosem na dobór utworów. Mnie tego zestawu słucha się całkiem nieźle i to mimo iż część z tych numerów trąci lekko myszką i czasem znajdują się w nich mocno kontrowersyjne muzycznie momenty (nie mogę wyjść z podziwu, że zespół z własnej woli zamieścił to dziwne zawodzenie wokalistki pod koniec „Uderzaj teraz”). Pomimo faktu, iż na początku tej recenzji trochę ironizowałem na temat tego punkowego sentymentalizmu to muszę przyznać, że jednak stare wałki Włochatego budzą u mnie pozytywne wspomnienia i gdzieś tam w serduchu odpalają wątłe światełko nostalgii. Szczególnie, że ich koncert w katowickim Mega Clubie w 1995 roku był moim pierwszym poważnym punkowym gigiem w życiu.

Włochaty mimo trzydziestu lat na karku wydaje się być zespołem nadal witalnym i mającym coś do powiedzenia i zagrania. Nowe numery w zestawieniu ze starymi klasykami bardzo dobrze się bronią i myślę, że spodobają się nie tylko die hard fanom grupy. Na koniec mam też dobrą wiadomość dla miłośników czarnej płyty. „Głośniej od bomb” (bez starego materiału) ukaże się niebawem nakładem Black Wednesday Records jako dwunastocalowa epka. Wydawnictwo, niezależnie od nośnika, warte sprawdzenia!

Wiktor Rykaczewski