LONG KNIFE – Sewers of Babylon
Beach Impediment 2017

Najnowsza epka tych czterech załogantów z Portland to dla mnie w chwili obecnej jedno z najlepszych wydawnictw w tym formacie jakie ukazało się w 2017 roku. Nie ściemniam, nie przesadzam. Ta epka najnormalniej w świecie wypierdala z glanów czy tam innych kapci. Zresztą to nic nowego, poprzednie wydawnictwa tych gości były równie doskonałe. Wiec jeśli nie słyszeliście wcześniej o Long Knife to zróbcie sobie dobrze i nadróbcie tę zaległość.

Zaczyna się bez zbędnego wstępu i ceregieli. Długi Nóż od pierwszej sekundy tnie ostro i bezlitośnie. Pierwszy numer „Paintng the night” to półtoraminutowy strzał przy którym mam ochotę zdemolować chatę tańcząc opętańcze pogo równocześnie oblewając całe ciało czarnym Specjalem.
Kolejny „The Tower” wyhamowuje trochę tempo i wprowadza więcej melodii i niezłego klimatu pojawiającymi się na chwilę gotyckimi klawiszami.
Następne trzy kawałki to prawilne hardcore punkowe luty prosto w twarz, może nie tak elektryzujące jak dwa opisane powyżej ale i tak kopią jak trzeba. Spośród nich wyróżnia się piosenka „Citadel” zaskakująca motorheadowym feelingiem oraz heavy metalową solówką.

Long Knife to zespół, który ma to mityczne „coś”. Jasne, można się czepiać, że są pod więcej niż dużym wpływem Poison Idea, ale nie zmienia to faktu, że stare patenty potrafią zrecyglingować w naprawdę ekscytujący, świeży i podnoszący ciśnienie sposób. W tym zespole po prostu wszytko gra tak jak należy. Czad doskonale równoważy się z melodią i chwytliwością, solówki tną powietrze gdzie trzeba i jak trzeba a nad wszystkim unosi się zawsze działający magnetycznie klimat niebezpieczeństwa, dekadencji i pewniej nieprzewidywalności. Cośkurwapięknego.

Wiktor Rykaczewski