PLEASURE TRAP
„Hell called Earth” CD
wyd. własne 2017

Pleasure Trap to elegancki tercet złożony z gentelmanów mających przyjemność wcześniej wspólnie realizować się w zespole The Lunatics. Wspominam z kronikarskiego obowiązku, bo wiele podobieństw do poprzedniego projektu nie słyszę.

„Pułapka przyjemności” to pierwszy jaki poznałem krajowy zespół nawiązujący do klimatów modsowskich, które wobec dzisiejszych czasów są jak nonszalancka paleontologia, styl ekscentryków niemodny jak dwurzędowa marynarka ze złotymi guzikami. Miejski rock’n’roll z odległej epoki na długo przed wymyśleniem punka, tak staroświecki, że to co dziś określamy mianem „oldschool” jest przy nim smarkatym gówniarzem. Czego konsekwencją jest niebywała wprost klasa jaką ta muzyka prezentuje; bez eksperymentów, przypadków, zadziorności; gitarowa lekcja dobrych manier u kapelmistrza Królowej Matki. Może przesadzam, bo po otwarciu nie uniósł się aromat naftaliny i zatęchłej konserwy, ale o tym za chwilę.

Cztery kawałki jakie wypełniają tę płytkę odebrały mi kawał życia, bo przesłuchałem ją z przyjemnością wiele, wiele razy. Mimo, że to w zasadzie demówka, wszystko tu jest na swoim miejscu: chwytliwe melodie, dopracowana produkcja i miękkie brzmienie w którym zapada się jak w wygodnym fotelu. Gitary kołyszą, tu i ówdzie lekko i miło przebijają się klawisze, a wokal Eryka (znanego ze street punkowego Lazy Class) zaskakuje na plus swoim łagodniejszym obliczem! Jeśli teraz wyobraziliście sobie mdławy koktajl muzyki środka, The Who i wczesnych Roling Stones, jesteście w błędzie. Pleasure Trap to wprawdzie słodki torcik, ale na mocno gorzkiej czekoladzie, którą stanowią wytrawne teksty, a dokładnie: przekaz. O ile epokę modsów kojarzymy z przywiązaniem do tradycji i gorsetem norm, treści wypełniających „Hell called Earth” nie powstydziłby się żaden wzorowo lewacki band. Pierwszy kawałek nosi tytuł „Hunt for hunters” i już wiemy, że chłopaki nie głosowali na myśliwych z PiS i PO, a ten tekst równie dobrze mogłaby wykonywać jakaś kapela mili vegan hardcore. Jestem na TAK! Druga piosenka porusza temat dopuszczania do głosu rasistów, kolejna – zapominania w pogoni za pieniędzmi o tym, co naprawdę wartościowe. Ostatni numer, najbardziej refleksyjny i egzystancjalny „Withstand”  to prawdziwy serial killer, przeleciał mi na dzień dobry kilkadziesiąt razy i myślę że jest materiał na mega przebój, wciągający melodią i treścią.

Ta niepozorna płytka już się rozeszła, ale lada moment nadejdzie pełen album: już jesienią zobaczycie go w katalogu Contra Records; jestem pewien, że będzie warto nabyć!

(STAN)