DIRTY WORK – Out for you
DIY 2017

Smarkaty, załogancki street/pogo punk prosto z ulic kanadyjskiego Toronto. Umiejętności może nie za dużo ale słychać, że serducho do grania mają bo mimo niedoskonałości technicznych i surowej, najpewniej chałupniczej produkcji słucha się tego nie najgorzej.

Na wydanej własnym sumptem płycie znajduje się aż 15 kawałków ale nie ma strachu, chłopaki was nie zamęczą bo całość trwa pół godziny, więc punkowa prawilność została zachowana. Numery są krótkie, dosyć szybkie, melodyjne i atakują takim uroczym punowo-młodzieńczym niechlujstwem i olewactwem. Bez kitu, rozbrajające są te momenty gdy gitarzysta gra solówko-melodyjki, które są totalnie nie równo. Co ciekawe, mimo iż bardzo sobie cenię muzyczny profesjonalizm w punk rocku to uważam, że tego typu granie jakie prezentuje Dirty Work ma swój urok. Bije z tego szczerość i młodzieńcza chęć robienie punkowego hałasu. Szczególnie, że jak przymknąć oko na niedoskonałości warsztatowe i surową jakość nagrań to trzeba przyznać, że kawałki Kanadyjczyków są całkiem niezłe i nawet chwytliwe.

Całość mi się trochę kojarzy z zespołem Cut Throat, który lata temu na kasecie wydał Carry on Oi! ale generalnie można uznać, że ich muza to coś pomiędzy wczesnym Anti Heros a Blanks 77. Myślę, że gdybym miał teraz mniej niż 20 lat to ta płyta była by idealnym soundtrackiem do picia browarów z załogą. Ale, że jestem starszy a i pice nie jest już moim hobby to mogę tylko stwierdzić, że „Out for you” to po prostu sympatyczna płyta dosyć jeszcze nieoszlifowanego zespołu z potencjałem. Czas pokaże czy z tej mąki będzie chleb.

Wiktor Rykaczewski