DEUTER – Demos 1981-1984
Warsaw Pact 2017

Wydawnictwo Warsaw Pact od kilku lat robi dobrą robotę odkurzając perełki polskiego punk rocka oraz hardcore nadając im fizyczną, winylową formę. Wpisuje się to doskonale w sentymentalną specyfikę polskiej sceny, której kupująca płyty część zamienia się powoli w zbieraczy wykopalisk fonograficznych. Ale pomijając drobne autozłośliwości większości zespołów te płyty należą się jak psu buda.

Tym razem mamy okazje zapoznać się z najbardziej pierwotnymi nagraniami stołecznego Deutera. Zespół jest nadal całkiem rozpoznawalny co zawdzięcza chyba głównie płycie Dezertera sprzed ponad 20 lat która była swoistym tribute albumem z udziałem oryginalnego wokalisty Deutera. Zaliczył też kilka raczej średnio udanych reaktywacji a kilka lat temu wydał nawet premierową płytę, która również przeszła bez większego echa. Zresztą umówmy się, od czasów longplaya „1987” muzycznie z punk rockiem załoga Kelnera miała raczej niewiele wspólnego i eksplorowała zupełnie inne obszary a historia pokazuje, że punkowe zespoły które postanawiają pójść „w rozwój” po kilku latach wracają do korzeni lub przechodzą w niebyt.

Ale wróćmy do opisywanej płyty. Na krążek składają się trzy demówki oraz fragmenty dwóch koncertów. Część materiału pokrywa się z wydaną w 1995 roku kasetą „Ojczyzna dumna”, którą w swoim czasie nieźle katowałem. Kilka kawałków z koncertu z 1982 roku to z kolei dla mnie całkowite novum co udowadnia, że w historii polskiego punk rocka zdarzają się jeszcze nie odkryte karty. Brzmienie całości jest oczywiście surowe i mocno archiwalne ale jak na tego typu produkcję całkiem niezłe i nie przeszkadzające w odbiorze. Łącznie kawałków na płycie jest 16 i dają one niezłe rozeznanie jak zespół kształtował się i rozwijał w pierwszych latach działalności. Słychać, ze ci goście mieli dużą wyobraźnię muzyczną oraz mnóstwo pomysłów co skutkuje sporą różnorodnością kawałków. I choć na płycie dominują dosyć czadowe kompozycje to takie numery jak „Jeden świat”, „Piosenka o mojej generacji” czy „Totalna destrukcja” pokazują, że bardziej melodyjne granie nie było im wtedy obce. Świetnie sprawdza się też w tych kawałkach saksofon obecny na nagraniach z 1984 roku, czyli właściwie całej stronie B tego wydawnictwa.

Pod względem treści Deuter był w tamtych czasach zespołem bezkompromisowym. Teksty miał ostre i walące słuchacza prosto w oczy. Bezpośrednio i bez żadnego kamuflażu atakowały szarą rzeczywistość początku lat 80 z jej beznadzieją, rosnącym napięciem, propagandą oraz polityką. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest, że większość tych liryków spokojnie i bez wielkich wygibasów wpasowuje się w klimat Polski 2017 roku. Dalej nigdy w nic nie uwierzę politykom, otacza mnie świat z milionami barier, demagodzy i sklerotycy sączą te same rzygi a w radio i telewizji bez przerwy mówią o grobach żołnierzy i miłości do ojczyzny. Czyżbyśmy zataczali koło? Zresztą ostatnio Wiadomości jakby bardziej mówią Dziennikiem Telewizyjnym a rząd straszy zagrożeniami z zewnątrz…

Majstersztykiem jest wydanie tej płyty. Okładka to wielki rozkładany plakat. Do tego mamy dwa booklety. W jednym znaleźć można tłumaczenia tekstów, grafiki oraz masę archiwalnych zdjęć. Drugi to natomiast wierna reprodukcja zina rozdawanego przez zespół na koncertach. Całość utrzymana jest w bardzo crassowym stylu graficznym. Nie powiem, robi to ogromne wrażenie. Widać w tym ogrom pracy oraz to, że wydawca nie potraktował tej płyty po macoszemu. Duży szacunek!

Ta płyta to świetny dokument minionych czasów. Dla starych scenersów obcowanie z tym krążkiem będzie powrotem do czasów młodości, dla młodszych, jeśli zdecydują się po niego sięgnąć, kawałem historii rodzimego punk rocka, który powstawał w zupełnie innych realiach. Świetna robota Warsaw Pact!

Wiktor Rykaczewski