UNCONSCIOUS MELODY – Trance’n’noise CD
DIY Koło Rec. 2016     

Bardzo odleżała mi się ta płyta, ale przyznaję: bałem się włączyć z obawy przed atakiem ze strony jakiegoś metalowo-sludgeowego potwora. Nie miałem wcześniej kontaktu z tym bandem i trochę nie wiedziałem czego się spodziewać.
To nie będzie zwykła recenzja, bo ta płyta jest naprawdę wyjątkowa. To jedyny taki krążek na mojej półce i pomyślałem, że to dobry moment aby przeprowadzić krótkie Warsztaty Pisania Recenzji. Co zrobić, kiedy do oceny jest album, o którym  nie wiadomo, co napisać…? Tworzymy nowy dokument w Notatniku i jedziemy.

Przed laty biedny recenzent musiał polegać tylko na swojej (ograniczonej) wiedzy, dziś już mamy do dyspozycji google.com. Sprawdzamy i już wiemy! Projekt współtworzą członkowie takich zespołów jak: Chorygen, Jude, 19 Wiosen i jak już się domyślamy (na podstawie informacji które wcześniej warto mieć w głowie) z miasta Łodzi on pochodzi. Zupełnie nie wiem jak zaklasyfikować ten gatunek który ten przemiły zespół prezentuje. Nie jest to ani klasyczny metal, ani typowy hardcore/punk, nawet nie noise w czystym wydaniu. Co teraz? W takich sytuacjach dobrze sprawdza się prefiks „post”. Mamy zatem przed sobą post-metal, post-hardcore albo i post-noise; wpisujemy i gotowe. Nikt nie poczuje się urażony, bo nikt dokładnie nie wie, co to znaczy!
Kapela nie ułatwia nam zadania, wszystkie kawałki są instrumentalne, zero punktów zaczepienia w tekstach. Na kolejny trop zatem naprowadzi nas tytuł, a dokładnie słówko „trans” w tytule. Album wypełnia 5 nienajkrótszych kompozycji opartych na powtarzalnych frazach, więc można wspomnieć o hipnotycznych, transowych suitach i daleko od prawdy nie będziemy. Nie ma tu za wiele gitarowego jazgotu, przestrzeń wypełniają spokojne, zapętlające się hałasy. Przypomina mi to trochę crusta w zwolnionym tempie, ale równie dobrze może stanowić muzyczne towarzystwo na nocne wyjścia do pralasu. Jest to zdecydowanie muzyka natury, a nie miasta – może to ich sposób na ucieczkę od zindustrializowanego świata. Gdzieś w tle przebija się szum fal, pierwotnych świerków, odległy Dzwon Sądu, złowrogi wizg wilczej watahy i krzyk mrocznego Króla Puszczy, przynajmniej ja to tak widzę. W recenzji możemy napisać wszystko co nam podpowie fantazja, bo z recenzentem cieżko się polemizuje (najczęściej to obrażalski mizantrop łasy na darmowe płyty). Opis podsumowujemy błyskotliwą lub nie, refleksją własną, rozpoczynając zdanie koniecznie od: „mi osobiście”. Mi osobiście bardzo takie granie pasuje jako tło do rozmyślań, jako uspokojenie na długie, zimowe wieczory. Albo i noc polarną.

Na koniec ocena, z tym jest najprościej. Jeśli płyta wam się podoba, dajecie więcej niż 5, jeśli nie – niżej (ale nigdy mniej niż dwa, bo się obrażą). Jeśli zespół to koledzy, nigdy nie dawajcie poniżej 6, nawet jeśli grają miernego patataj-punka. Ten album jest naprawdę spoko, a muzyków nie widziałem na oczy, więc wklejam solidne 7 bez wyrzutów sumienia. <

(STAN)

https://www.unconsciousmelody.bandcamp.com/