THE LAST STAND to zespół powstały na nowojorskim Brooklynie 7 lat temu, ale wciąż u nas mało znany. Właściwie nie byłoby w tym nic dziwnego, bo już od dawna żaden nowy band reprezentujący NYHC nie przebił się do świadomości tzw. przeciętnego słuchacza, jednak tym razem chodzi o zaprawionych w boju weteranów sceny, rzecz jest zatem szczególnie warta uwagi. Kapela składa się w ¾ z muzyków SHUTDOWN, jednego z najważniejszych scenicznych zjawisk lat 90-tych, a w ¼ z muzyka, a konkretnie wokalisty INHUMAN, jednej z najciekawszych i najbardziej niedocenianych kapel tejże sceny, w dodatku wciąż nieprzerwanie istniejącej. W dodatku rzeczony wokalista jest starszym bratem oryginalnego wokalisty SHUTDOWN… także, jak to się mówi, sytuacja niezmiernie ciekawa.

THE LAST STAND właśnie wydali swoją nową ep-kę, co stało się okazją do przeprowadzenia rozmowy z Michaelem Scondotto, wspomnianym wyżej frontmanem obu kapel. Udało się poruszyć wiele ciekawych tematów, od tych oczywistych, dotyczących ostatnich i dawniejszych działań muzycznych jego formacji, po refleksje meteorologiczno-literacko-filmowo-polityczne, jak też te natury bardzo osobistej. Mike to ciekawy, szczery i inteligentny rozmówca, jak też świetny wokalista i człowiek maksymalnie od lat oddany scenie HC. Jest też wielkim fanem THE MISFITS, co bezwzględnie ułatwiło nam porozumienie. Zapraszam do czytania.    

Mike, zacznijmy naszą rozmowę jak przystało na prawdziwych HC gentlemanów: jaka jest ostatnio pogoda w NYC?

Przez ostatnie trzy dni było gorąco, ponad 30ºC! Ale dziś wróciło do normalnej pogody jak na środek czerwca, coś koło 25ºC. Uwielbiam lato i upał, więc przez następne 3 miesiące nie usłyszysz ode mnie żadnych narzekań.

THE LAST STAND

Świetnie, u nas też ostatnio całkiem ciepło. Rozmowa o pogodzie to idealny początek wywiadu o muzyce hardcore, zatem teraz, proszę opowiedz, jako urodzony nowojorczyk, jak się dzisiaj żyje w „Wielkim Jabłku”, szczególnie biorąc pod uwagę liczne zmiany, jakie miały miejsce w tym mieście przez ostatnie 20-30 lat. 

Na Brooklynie i dolnym Manhattanie zaszły ogromne zmiany. Na dolnym Manhattanie działo się kiedyś tak wiele, w CBGB’s, Coney Island High, Wetlands i wielu innych klubach, a teraz żaden z nich nie istenieje. Dziś na Manhattanie mamy Bowery Electric, tuż obok miejsca, w którym kiedyć było CBGB’s, czasem są tam hardcore’owe koncerty. Istnieje też Niagara, gdzie kiedyś mieścił się klub A-7 w czasie pierwszej fali hardcore’a, wiele lat zanim nadszedł mój czas. W Niagarze też od czasu do czasu jest jakiś koncert HC. Ale szczerze mówiąc większość gigów ma miejsce na Brooklynie, poza tymi największymi, takimi jak festiwal Black N Blue Bowl, który odbywa się raz do roku na Manhattanie w dużej sali koncertowej Webster Hall. Brooklyn zajął właściwie miejsce Manhattanu i to właśnie na Brooklynie dzieje się dziś najwięcej. Oczywiście tęsknię za Nowym Jorkiem ostatnich 20 lat XX i początku XXI wieku, ale czas idzie do przodu i wciąż jestem zadowolony, mogąc uczestniczyć w koncertach tak często, jak się da i oczywiście samemu grając je w moim rodzinnym mieście. Na pewno czasem  tęsknię za tym dawnym, niebezpiecznym, emocjonującym Nowym Jorkiem.

Przejdźmy zatem do pierwszego pytania o to, czym się dziś zajmujesz muzycznie. Rozmawiamy z okazji wydania nowej ep-ki twojej kapeli THE LAST STAND. TLS jest jednym z moich ulubionych zespołów od kiedy usłyszałem parę lat temu wasz debiutancki album, jednak u nas w Polsce i, jak mi się wydaje, również w Europie po całości jesteście raczej mało znani. Wasza notka biograficzna dostarcza wszystkich niezbędnych szczegółów, jednak w twoich własnych słowach, czego może oczekiwać ktoś, kto was nigdy nie słyszał?

Szczerze mówiąc nasz debiutancki LP “The Time Is Now” wydany przez Eulogy Recordings miał bardzo słabą europejską dystrybucję i promocję. Właściwie zabrakło jakiejkolwiek reklamy. Nakładem niemieckiego Demons Run Amok ukazała się wersja winylowa, świetna sprawa, ale ogólnie promocja była bardzo słaba. Zarówno INHUMAN, jak i SHUTDOWN miały w Europie swoją publikę, więc wydawać by się mogło, że THE LAST STAND powinien być dobrze promowany, tak się jednak nie stało. Na płycie zaśpiewał mój przyjaciel Lou Koller z SICK OF IT ALL, jak też Dave Franklin z VISION, który niedawno od nas odszedł, a jednak mimo to zabrakło odpowiedniej promocji. Co do tego, czego się należy spodziewać, THE LAST STAND gra stuprocentowy nowojorski hardcore. Według mnie robimy to dzisiaj jak nikt inny, wykorzystując wpływy HC z późnych lat 80-tych, 90-tych i z współczesności. W ostatniej dekadzie nie było zbyt wielu zespołów z Nowego Jorku grających prawdziwy HC, a my jesteśmy jednym z tych nielicznych. Możecie też oczekiwać kawałków i tekstów, które zapiszą się w waszej pamięci.

Ciekawi mnie, dlaczego się właśnie tak nazywacie… czy to tylko fajnie brzmiąca nazwa, czy może naprawdę myślicie, że to wasza „ostatnia bitwa” na scenie HC?

Świetne pytanie. To ciekawa nazwa, jej pomysłodawcą jest Dion, nasz basista i główny autor muzyki. Kiedy ją wymyślił w 2010 r. wydawało mi się, że to świetna nazwa, bo wszyscy byliśmy weteranami sceny, a dziś, 7 lat później jesteśmy jeszcze większymi weteranami, więc ta nazwa nabiera dodatkowego znaczenia! Ale nie, to nie jest moja „ostatnia bitwa” na scenie. To dobre, mocne hasło dla dobrego, mocnego zespołu. To nasza „bitwa” o prawdziwy hardcore.

Nie twierdzę, że “The Time Is Now” jest w jakimkolwiek sensie miękki czy też mainstreamowy, ale “This Is Real” robi wrażenie prostszej i surowszej. Mieliście taki zamiar, kiedy ją tworzyliście i nagrywaliście, czy to się tak po prostu samo zadziało? Generalnie, kiedy twoje zespoły tworzą materiał, czy uważnie planujecie kierunek, w jakim pójdziecie, czy wszystko dzieje się spontanicznie?  

Rzeczywiście, nasze 4 własne kawałki na “This Is Real” są prostsze, po całości bardziej agresywne. Ale to nie było tak naprawdę nic zamierzonego. “The Time Is Now” składał się w połowie z nowych kawałków, jakie wtedy zrobiliśmy i w połowie z odtworzonych numerów z demówek. Patrząc z perspektywy, a właśnie tydzień temu rozmawialiśmy o tym na próbie, to chyba nie był najlepszy pomysł. Zrozumieliśmy, że nie należy ponownie nagrywać kawałków, które już wcześniej wypuściliśmy, chyba że jest ku temu jakiś specjalny powód czy okazja, nawet jeśli ponownie nagrane kawałki z demo brzmią o wiele lepiej na LP. Moim zdaniem jedyne, o czym myślimy tworząc nowy numer jest fakt, czy nam się on podoba jako zespołowi i czy będziemy z niego dumni grając go na koncertach.

Jak już wspominałeś, jednym z gościnnych wokalistów na waszej płycie był Dave z VISION.  Był to jeden z nielicznych zespołów, które grywały w moim kraju wielokrotnie w czasach, kiedy bardzo rzadko docierały tu znane i lubiane kapele z USA. Jak skomentujesz jego przedwczesne odejście?

To straszne i bardzo smutne. Spotkał nas wielki zaszczyt, zaśpiewał na naszej płycie, a wszyscy uwielbiamy VISION. Wiele lat temu SHUTDOWN i VISION były wspólnie na europejskiej trasie. INHUMAN i VISION wielokrotnie grywały ze sobą na jednej scenie. To był wspaniały, pozytywny człowiek, a jego odejście jest wielką stratą dla jego rodziny, przyjaciół i całej sceny.

19554143_1525323287525094_4177351412080085507_n

Dlaczego wybraliście “Big Mouth” GORILLA BISCUITS jako cover? Czy miało to coś z wspólnego z zamieszaniem wokół słów Civa na pewnym festiwalu?

Wiesz co, to nie miało nic wspólnego z tą całą kontrowersją związaną z festiwalem This is Hardcore (śmiech). Graliśmy ten numer na próbach na parę tygodni zanim to miało miejsce i nagraliśmy go na tydzień przed tą aferą, taka jest prawda! Wszyscy jesteśmy wielkimi fanami GB, to jasne i lubimy uczyć się klasycznych hardcore’owych kawałków, które potem można grać na żywo. A skoro o tym mowa, ta cała „afera” jest żałosna, nie znajdziesz bardziej antyrasistowskiej kapeli od GB.

Tyle jeśli chodzi o GB. Żeby być uczciwym, powinniśmy również zapytać skąd pomysł na nagranie drugiego z coverów na nowej ep-ce, „Choose To Be” YOUTH OF TODAY. Skąd pomysł na jego nagranie?

Cover YOT nagraliśmy podczas sesji do „The Time Is Now”, ale nigdy nie ujrzał światła dziennego. Miał się ukazać na splicie 7” z pewną europejską kapelą, która się jednak rozpadła, a której nazwy dziś nie pamiętam. Miał zostać wydany przez Contra Records, ale do tego nie doszło. Uwielbiamy YOT, udało nam się z nimi zagrać parę lat temu i bardzo dobrze to wspominamy. Wydaje mi się, że udało nam się nagrać ten numer po swojemu, zrobić cięższą wersję z innym brzmieniem.

Chyba dlatego nie od razu go poznałem. Mój ulubiony kawałek z „This Is Real” to „Still Bleeding”. Czy możesz nam powiedzieć coś o jej tekście?

„Still Bleeding” to kawałek o byciu uwięzionym w toksycznym, niezdrowym związku, a potem o wydostaniu się z niego i wzniesieniu ponad zgliszcza, jakie za sobą zostawia. Zmiana dla wielu osób jest czymś trudnym, nawet zmiana polegająca na pozostawieniu za sobą tego, co złe. Jednak przychodzi taki moment, kiedy masz już dość, jesteś wolny i idziesz przed siebie.

W jaki sposób doszło do waszej współpracy z Irish Voodoo Recs? Co myślisz o zespołach wydawanych przez tą wytwórnię? Którą z kapel wydawaną przez nich poleciłbyś szczególnie?

Kolejne dobre pytanie. Tak naprawdę znaleźliśmy ich na dwa sposoby. Wokalista ONE CHOICE, jednego z zespołów przez nich wydawanych, to nasz stary znajomy. Z Vic’em Galindo znam się od prawie 20 lat, od kiedy grał w zespole COLLISION, z którym zarówno SHUTDOWN, jak i INHUMAN grały koncerty w Kalifornii, a COLLISION grało też w Nowym Jorku. Vic, tak jak my wszyscy, to ktoś związany ze sceną przez całe życie i to od niego dowiedzieliśmy się o Irish Voodoo. Drugi sposób to kontakt przez mojego starego kumpla Joe Fostera, pierwszego gitarzystę IGNITE. Przesłałem mu nowe numery, które mu się bardzo spodobały i to on powiedział, że powinniśmy porozmawiać z Joe Fitzgeraldem, właścicielem Irish Voodoo. Foster mocno się za nami wstawił, a kiedy porozmawiałem telefonicznie z Joe z Irish Voodoo wszystko ułożyło się tak, jak trzeba, bo on też jest związany z HC przez całe życie! Prowadzi swoje wydawnictwo dlatego, że kocha HC i to jest fantastyczne, poza tym wydał nas na wszystkich dostępnych formatach, co nas bardzo ucieszyło. Wszystkie zobowiązania ze strony Irish Voodoo zostały wypełnione, w kilku przypadkach zgodzili się też na nasze sugestie, a to się chwali. Jeśli chodzi o inne zespoły wydawane przez naszą wytwórnię, zajebiste są ONE CHOICE, LINE BRAWL i CONCRETE.

19429938_1525323414191748_2915021741151644522_n

Irish Voodoo to kalifornijska wytwórnia. Nie ma już żadnych dobrych wydawców na wschodnim wybrzeżu USA? Można odnieść wrażenie, że całość hardcore’owej gry przeniosła się ostanio na zachód – zgodzisz się z takim twierdzeniem?

Cóż, zaproponowaliśmy współpracę kliku wydawcom ze wschodu, ale chcieli wydać nas tylko w wersji cyfrowej, a nawet i to nie wszyscy. Czymś takim nie byliśmy zainteresowani. Inny wydawca proponował wydanie cyfrowe, ale tylko jeśli zapłacimy za wydanie płyty na winylu i CD – co też dla nas było nie do przyjęcia. Irish Voodoo, label prowadzony przez 2 osoby, zaproponował nam najlepszą opcję. Jeśli chodzi o przejście HC na zachód, nie do końca się zgodzę. Nowy Jork i wschodnie wybrzeże ciągle są całkiem silne.

THE LAST STAND to zespół stworzony przez muzyków dwóch znanych zespołów NYHC z lat 90-tych XX wieku. Czymś, co wyróżnia was od innych jest fakt, że grasz dzisiaj z ludźmi z zespołu twojego młodszego brata. Jakie to uczucie?  

To wspaniałe uczucie. Dion, Jim i Steve są jak moi trzej bracia. Są ze sobą bardzo zgrani, a razem dobrze się dogadujemy. Kiedy zaproponowali mi stworzenie z nimi zespołu, najpierw się trochę wahałem, ale faktycznie postarałem się o błogosławieństwo od mojego brata Marka, bo nie chciałem, żeby to był jakiś problem. Jest szansa, że SHUTDOWN zagra kilka koncertów w 2017 albo 2017, a ja oczywiście wciąż mam INHUMAN.

Co słychać u Marka? Skoro mówisz, że SHUTDOWN ma znowu grać, to chyba nie odpuścił sobie zupełnie hardcore’a?

Mark przeprowadził się na Florydę w 2001, kiedy SHUTDOWN się właściwie rozpadło i od tego czasu tam mieszka. Nie odpuścił zupełnie HC, SHUTDOWN grało już koncerty w 2003, 2006 i 2011. Ma tam rodzinę, więc zespół, co jasne, nie jest priorytetem. Ale dobrze sobie radzi i wciąż kocha HC i chodzi u siebie na koncerty kiedy tylko może.

Super, pozdrów go od nas, jak będziesz miał okazję. Wróćmy jednak do Ciebie. Zacząłeś przygodę ze sceną HC w latach 80-tych ubiegłego stulecia. Wielu uważa, że twoim pierwszym zespołem było CONFUSION, ja jednak wiem, że było inaczej. Opowiedz nam o swoich muzycznych początkach…

Moimi pierwszymi zespołami były DIRECT APPROACH i CLOSE CALL, oba założone w 1988.  DIRECT APPROACH znalazło się na składance „New Breed”, a ja grałem w obu kapelach na basie. Skończyłem właśnie 15 lat, kiedy DIRECT APPROACH nagrywało sesję do tej składanki, możliwe że byłem jedną z najmłodszych, jeśli nie najmłodszą osobą na tej płycie. W DA grał też Chris Bozeth, pierwszy gitarzysta MERAUDER. W CLOSE CALL grał mój stary kumpel John LaMacchia z zespołu CANDIRIA. Nasze brzmienie przypominało połączenie TOKEN ENTRY i BREAKDOWN, nagraliśmy dwie demówki i koncert z cyklu „Crucial Chaos” dla stacji radiowej WNYU. Uważam, że byliśmy świetnym zespołem i gdyby nie fakt, że byliśmy tacy młodzi i nie mieliśmy odpowiednich znajomości na scenie, zaszlibyśmy o wiele dalej. Nasze demówki są dostępne w sieci. Poszukajcie ich!

4419122

Również zachęcamy. Twoja następna kapela, w jakiej byłeś basistą, CONFUSION, była zespołem z dużymi wpływami metalu, a może nawet po prostu metalowym. Należysz do tych nielicznych ludzi ze sceny NYHC, którzy otwarcie przyznają się do metalowych korzeni i fascynacji tym gatunkiem. Moje początki są podobne, ja również nigdy nie rozumiałem, dlaczego nie można jednocześnie być fanem metalu, hardcore’a i punka (nie wspomnę tu o wielu innych gatunkach). Jako „pokrewana dusza”, jestem ciekaw twojej opinii o tym, dlaczego tak oczywiste związki między tymi gatunkami są dla niektórych tak trudne to pojęcia, nawet dzisiaj.

Tak, byłem metalowcem zanim zostałem hardcore’owcem, ale tym ostatnim stałem się w młodym wieku, poszedłem na pierwszy koncert mając 14 lat. Uwielbiałem SLAYER, ANTHRAX, METALLICA, MEGADETH, NUCLEAR ASSAULT zanim pierwszy raz usłyszałem BAD BRAINS, SOIA czy MINOR THREAT. Zespołem, dzięki któremu połączyłem obie fascynacje było THE MISFITS. Zacząłem ich słuchać, bo METALLICA ciągle chodziła w ich koszulkach, więc musiałem ich poznać (śmiech). Jeśli chodzi o punka, to musiałem sam go odkryć, bo dzieciaki z mojej dzielnicy, dzięki którym zacząłem słuchać HC nienawidziły punka i powtarzały „Punk is dead” (śmiech). Ale w 1988 w NYC rządził hardcore, a bycie „punkiem” nie było ‘cool’ i niech nikt wam nie wmówi, że było inaczej. Później pokochałem mnóstwo punkowych kapel, ale zajęło to trochę czasu, bo byłem zafascynowany hardcore’m. Wracając do metalu, tak, jestem jego wielkim fanem. Przez krótki okres, kiedy zacząłem słuchać HC, niczego więcej nie słuchałem i, prawdę mówiąc, znienawidziłem metal (śmiech). Ale to potrwało nie dłużej niż rok. Potem poznałem KREATORA i SEPULTURĘ i znowu zakochałem się w SLAYERZE i zacząłem lubić hardcore i metal jednocześnie.

Jasne, KREATOR i wczesna SEPULTURA rządzą. Po CONFUSION pojawił się INHUMAN, pierwszy zespół, w jakim byłeś wokalistą. Opowiedz nam o waszych początkach.

Kiedy wracam do moich wczesnych lat w roli basisty, stwierdzam, że zawsze po cichu chciałem śpiewać. Nie byłem  „świetnym” basistą, ale byłem dobry. Znałem swoje możliwości. Wiedziałem też, że mogę być o wiele lepszym wokalistą i chciałem w zespole pełnić rolę frontmana. Na początku 1994 wiedzieliśmy już, że pod koniec tego roku CONFUSION zakończy działalność. W połowie roku wymyśliłem nazwę „Inhuman” („Nieludzki”), ale nie byłem pewien, jaki rodzaj muzyki chciałbym grać, siedziałem wtedy głęboko w death, grind i black metalu, ale wciąż uwielbiałem hardcore. Życiowo  przechodziłem ciężkie chwile. Od wielu lat cierpię na stany lękowe i depresję. Nazwa „Inhuman” nawiązuje właśnie do tego uczucia – bycia oderwanym, innym niż pozostali, innym, niż reszta rodzaju ludzkiego. W tym czasie zaczytywałem się w książkach Henry’ego Millera, a w jego powieści „Zwrotnik raka” długi fragment jest poświęcony byciu kimś „nieludzkim”, co bardzo do mnie przemówiło. Na naszej pierwszej płycie,  “Evolver” cytujemy właśnie ten fragment w kawałku „Dwell”.

10599458_787869994603764_7233000418749812214_n

To również da mnie jeden z najważniejszych pisarz. Niezwykłe, że ktoś tworzący tak wiele lat temu przemawiał tak mocno do ludzi w tak różnych miejscach na świecie. INHUMAN wciąż istnieje, wciąż gracie, jesteście aktywni. Co twoim zdaniem jest najważniejsze w tak długim funkcjonowaniu zespołów takich, jak wasz? 

Dziwna sprawa, czas mija bardzo szybko kiedy się nie zwraca na to uwagi i o tym nie myśli. 22 lata to kupa czasu, a my nigdy się nie rozpadliśmy, mieliśmy tylko okresy przestoju. Najważniejsze jest to, żeby robić to dlatego, że ci na tym zależy. To zabrzmi trochę egoistycznie, ale INHUMAN jest zespołem undergroundowym i bez kontraktu z dużą wytwórnią, więc jesteśmy odpowiedzialni wyłącznie wobec samych siebie. Poza tym dobrze się ze sobą dogadujemy. Uwielbiam Joe, Hanka i Steve’a, to wspaniali muzycy. Wszyscy uwielbiamy ze sobą imprezować (śmiech). Pod względem muzycznym INHUMAN to jedna z najlepszych i najbardziej zgranych kapel w NYC, zresztą podobnie jak THE LAST STAND.

Trudno się z tym nie zgodzić. To wywiad z THE LAST STAND, nie chcę więc za bardzo się w to zagłębiać, ale jakiś czas temu rozmawiałem z innym wokalistą związanym ze  sceną NYHC i zgodził się ze mną, że INHUMAN to jedna z najbardziej niedocenianych kapel. Ty też się z tym zgodzisz? Jeśli tak, jakie są tego przyczyny?

No cóż, nie wiem jak to zabrzmi, ale owszem, zgadzam się, jesteśmy niedocenieni i pomijani. Jakie są tego przyczyny? To pytanie za milion dolarów, nie sądzisz? Nigdy nie byliśmy kapelą „modną” ani „na czasie”. W latach 90-tych i na początku XXI wieku dawaliśmy z siebie wszystko i cały czas graliśmy, nawiązaliśmy dobre kontakty, ale zagraliśmy ledwie kilka tras, w tym jedną europejską w 2003. Wydawcy, z którymi współpracowaliśmy albo skończyli działalność albo nie wiedzieli, co z nami robić. INHUMAN to zespół HC, ale wyjątkowy. Uważam, że było wielu takich, którzy nas nie rozumieli, ponieważ czasem próbowaliśmy iść w niestandardowym kierunku. Mogę powiedzieć, że mamy fanów, którzy nas doceniają, jak też fanów wśród naszych znajomych, wśród innych kapel, w tym tych o wiele bardziej znanych, którzy przyznają, że uwielbiają to, co robimy. Bardzo wiele to dla nas znaczy. Nawet członkowie nowszych hardcore’owych kapel przyznają, że bardzo lubią INHUMAN, że jesteśmy dla nich inspiracją. To znaczy dla nas więcej, niż jakakolwiek gówniana „moda”.

Kończąc wątek INHUMAN: macie jakieś plany koncertowo-wydawnicze?

Możliwe, że będziemy mieli nowy materiał, mam już trzy teksty do nowych kawałków i muzykę do jednego z nich. Jeśli chodzi o granie tras, to nigdy nic nie wiadomo, ale zanim to zrobimy chcielibyśmy mieć nowy materiał, to jedno jest pewne.

Trzymamy kciuki. Wspomniałeś wcześniej, jak ważnym zespołem było dla Ciebie THE MISFITS. Ja też ich kocham i gram w ich cover bandzie. Wiem, że jakiś czas temu graliście koncert złożony z coverów MISFITS, czy to był jednorazowy projekt, czy macie jakieś plany na przyszłość?

Tak, INHUMAN zagrało zestaw kawałków MISFITS i DANZIGA w Halloween w 2006 na Staten Island, ale żaden z nas nie ma z niego nagrań! Zagraliśmy też set MISFITS z okazji otwarcia  Lucky 13 Saloon na Brooklynie w Halloween 2014 roku, bardzo dobrze się tam bawiliśmy. Był to projekt jednorazowy, ale osobiście chciałbym grać w cover bandzie MISFITS. W zeszłym roku w Halloween (2016) zaśpiewałem dwa kawałki MISFITS w ramach poświęconej im imprezy w klubie na Manhattanie i świetnie się bawiłem. Zaśpiewałem „London Dungeon” i “We Are 138”.

Mike - fan MISFITS od dawna

To dwa z moich ulubionych numerów tej kapeli, mam nadzieję, że twoje zamiary się kiedyś spełnią. Szczególnie, że moim zdaniem jesteś jednym z najbardziej charakterystycznych i wszechstronnych wokalistów na scenie NYHC. Jakie masz podejście do śpiewania? Brałeś kiedykolwiek lekcje?

Dziękuję bardzo za komplement. Nie, nigdy nie brałem żadnych lekcji śpiewu. W 1994 zacząłem ćwiczyć, wrzeszcząc do hardcore’owych i death metalowcyh kawałków w moim pokoju i oto jesteśmy teraz w roku 2017. Mój głos jest chyba lepszy dziś, niż był, dajmy na to, na wczesnych nagraniach INHUMAN. Jeśli się dobrze wsłuchać, na demówce z 1996 pod koniec wysiada mi gardło! Wydaje mi się, że potrafię dobrze wrzeszczeć i nieźle śpiewać. Chciałbym stworzyć więcej numerów, w których śpiewam, ale zobaczymy, jak z tym będzie.

Chętnie ich w przyszłości posłuchamy. Wracając do TLS, jakie są wasze najnowsze plany? Przyjedziecie do Europy? 

Najpierw nasza nowa ep-ka musi znaleźć w Europie wydawcę, a mam wielką nadzieję, że tak się stanie. Irish Voodoo to mała wytwórnia, ale mam nadzieję, że pojawimy się w tamtejszych dystrybucjach. Nie możemy się doczekać, żeby zagrać w Europie.

Tak jak i my. Teraz czas na kolejne nie-muzyczne pytanie: jesteś kinomaniakiem, szczególnie jeśli chodzi o horror. Czego szukasz, kiedy oglądasz filmy z tego gatunku? Chodzi bardziej o strach czy o krew?

Lubię filmy z wytwórni Hammer, jak też te w reżyserii Argento, Fulci’ego, Romero, Cronenberga… mógłbym wymieniać cały dzień! Lubię głównie rzeczy zrobione od połowy lat 60-tych do późnych lat 80-tych, ale w ostatniej dekadzie również pojawiło się wiele świetnych horrorów. Jestem jednym z prowadzących w internetowym programie „Necromaniacs Podcast”, zrobiliśmy już 21 odcinków, jeśli interesuje was nasze zdanie o starych i nowych filmach, posłuchajcie. Prowadzę go z moim przyjacielem Mike’m Hillem, wokalistą TOMBS, zajebistej metalowej kapeli.

Podobnie jak ty, jestem wielbicielem powieści „Amerykańscy bogowie” Neila Gaimana. Jak oceniasz najnowszą telewizyjną ekranizację tej książki? Jakie jeszcze seriale mógłbyś polecić?   

Jak dotychczas jestem zachwycony! Przeczytałem tę powieść kiedy została opublikowana w 2001, a wielbicielem Gaimana jestem od lat 90-tych, od komiksu „Sandman”. Miałem przyjemność dwa razy go spotkać, a podczas jednej z tych okazji podpisał dla mnie dwa wydania „Sandmana”  w wersji z twardą okładką i na jednej z nich narysował szkic, który mi zadedykował (na zdjęciu)! Jestem pracownikiem przemysłu telewizyjnego, a co za tym idzie oglądam mnóstwo seriali – Królestwo zwierząt, Zadzwoń do Saula, Fargo, Żywe trupy, Gra o tron, Amerykańscy bogowie, te i wiele innych. Kiedy były na antenie, bardzo lubiłem oglądać Mad Men i Breaking Bad, to świetne seriale.

Wspomniałem wcześniej o skandalu związanym z wypowiedzią Civ’a, który wydawał się mieć wiele wspólnego z coraz większą obecnością na scenie, ale też w wielu innych sferach życia politycznego i kulturowego Ameryki ruchu tzw. „Social Justice Warriors” („Bojowników o sprawiedliwość społeczną”) w skrócie SJW.

Jak już mówiłem, to idiotyczna sytuacja. GB to zespół antyrasistowski, a Civ jest jedną najbardziej lubianych postaci na scenie hardcore. Sęk w tym, że niektórzy „Bojownicy” czasami się mocno mylą i nie dadzą sobie niczego wytłumaczyć. Jeśli już kogoś atakujesz, upewnij się, że atakowana osoba uczyniła coś wartego jej atakowania. Jestem człowiekiem innej epoki. Kiedy ludzie mieli z kimś problem, załatwiano to poprzez rozmowę twarzą w twarz albo walkę, koniec kropka. Nikt nie chował się za komputerem. Uważam po prostu, że dziś łatwo jest obrzucać kogoś gównem, krytykować i bojkotować, bo tak naprawdę nie musisz nic robić, wystarczy kliknąć w klawiaturę, a to jest słabe.

THE LAST STAND LIVE

A skoro już mówimy o polityce. Obecny prezydent USA wywołuje bardzo skrajne reakcje. Czy twoim zdaniem naprawdę „ponownie uczyni Amerykę wielką”?

Ameryka w głębi serca jest już i tak wielkim krajem. Ale dziś mamy do czynienia z silnymi podziałami i to jest przerażające. Największymi podziałami, jakie widziałem przez całe życie. Walka lewicy z prawicą przybrała bardzo realne wymiary i po obu stronach są bardzo skrajnie nastawione osoby, co jest dla mnie bardzo niepokojące. To co prawda zaczęło się zanim Trump został prezydentem, ale przybrało znacznie gorsze rozmiary. Tak jak większość ludzi, chciałbym dla Ameryki tego, co najlepsze, ale szykuję się i często oczekuję tego, co najgorsze.

To smutne, tym bardziej, że mógłbym powiedzieć to samo o mojej części świata. Wróćmy do hardcore’a: zdaniem wielu scena NYHC, czy też ogólnie scena HC koncentruje się dzisiaj na starszych kapelach, na reaktywacjach i festiwalach takich, jak This Is Hardcore czy Black’n’Blue. Mało słychać o nowopowstałych, obiecujących zespołach, a na koncertach brakuje młodzieży. Zgodzisz się z tym?

Uważam, że w pewnym sensie koncentruje się na starszych kapelach, bo są one cały czas najpopularniejsze – AGNOSTIC FRONT, SOIA, MADBALL, TERROR – potrzebujemy więcej kapel wywierających podobny wpływ. Wywarcie tego rodzaju wpływu zabiera jednak  mnóstwo czasu i wymaga ciężkiej pracy. Ale na imprezach organizowanych pod szyldem TIHC i BNB gra wiele młodych kapel i to jest fantastyczne. Patrzę na to inaczej, bo jestem fanem i sam gram w kapeli. Siedzę w tym też przez całe życie i widziałem, jak wielu przyszło i odeszło. Wszystko dzieje się w cyklach.

19553935_1525323284191761_6336248721361451277_n

Jaka jest najistotniejsza różnica między sceną z czasu twoich początków, a tą dzisiejszą?

Uważam, że od późnych lat 80-tych do późnych 90-tych było więcej zróżnicowanych kapel. Dziś każdy gówniany bend chce być „najbrutalniejszy” albo „najtwardszy” albo „najcięższy”. A może by tak zrobić godny zapamiętania kawałek? A może spróbować zrobić coś nowego? Można być HC i trochę się wyróżnić – sam robię to od 29 lat.

Zbliżamy się do końca tej rozmowy, chciałbym teraz zadać Ci bardzo osobiste pytanie. Nie robisz tajemnicy z faktu, że na co dzień walczysz z poważną chorobą, jaką jest depresja. To coś, czego wielu nie rozumie i wielu ukrywa, szczególnie w środowisku pełnym ludzi uważających się za „najtwardszych” i „najsilniejszych”. Co chciałbyś przekazać ludziom, którzy, tak jak Ty muszą się borykać z tak ciężkim problemem?

W tej kwestii chciałbym powiedzieć, że jeśli to tylko możliwe, należy szukać pomocy u innych. Nie ma żadnego powodu, by cierpieć, ponieważ jesteś jednym z milionów, którzy cierpią. Walczę z tym od kiedy byłem nastolatkiem, z depresją i stanami lękowymi. To straszne i wydaje się, że nigdy się nie kończy, ale radzę sobie z tym już bardzo długo, robię, co mogę i idę przed siebie. Mam muzykę, przyjaciół i rodzinę, ale rzecz jasna zdarzają się ciężkie dni i noce. To bardzo ważne, by otrzymać pomoc i nie czuć z tego powodu wstydu. Jestem jednym z was i pomogę każdemu, kto się do mnie zwróci.

Wielkie dzięki za te słowa. Kończąc, czy chciałbyś jeszcze coś dodać konkretnie dla polskich czytelników? Czy w końcu zobaczymy TLS i INHUMAN na żywo? Jeśli tak, to kiedy?

Muszę przyznać, że nasi polscy fani są niesamowici i świetnie reagują na INHUMAN i THE LAST STAND, za co jestem wdzięczy. W NYC znam trochę ludzi ze sceny z polskimi korzeniami i wszyscy wspierają mnie i moją muzykę. Powiem tyle, że niczego bardziej nie pragnę, niż przyjazdu do Europy, zatem zobaczymy, co się wydarzy. Keep The Faith and Take It Easy (to już sobie sami przetłumaczcie – S ;)).

Rozmawiał Maciej Wacław

https://www.facebook.com/thelaststandnyhc/

https://www.thelaststandnyhc.com/