THE ANALOGS/ FARBEN LEHRE – 20/30
Old School/ Lou Rocked Boys 2017

Gdyby mi ktoś, powiedzmy 15 lat temu, powiedział, że będę trzymał w ręku winylowy split dzielony pomiędzy Analogs a Farben Lehre wyśmiał bym go i stwierdził, że ma nierówno pod sufitem. Jak się okazuje rzeczywistość bywa czasem dziwniejsza niż fikcja i taka płyta, będąca dla obu zespołów wydawnictwem jubileuszowym a zarazem pieczętującym wspólne koncertowanie, kręci się właśnie na talerzu mojego gramofonu.

Na pierwszy ogień idą szczecińscy street punkowcy. Zespół o którym powiedziano już chyba wszystko więc nie ma chyba potrzeby jakoś specjalnie grupy przedstawiać. Na swojej stronie longa prezentują sześć nowych kompozycji w swoim charakterystycznym stylu. Umówmy się, od dawna nie specjalnie ekscytuje się nowymi nagraniami Analogs ale mimo to zawsze chętnie po nie sięgam bo wbrew biadoleniu „jedynych prawdziwych”, zespół poniżej pewnego poziomu nie schodzi i wciąż niewielu młodszych kolegów po fachu może im podskoczyć.

Tak też jest w przypadku tych nagrań. Nowe piosenki może nie przyprawiają o ciary na plechach ale słucha się ich bardzo przyjemnie. Nie ma żadnych zaskoczeń, wolt stylistycznych czy udziwnień. Jest po prostu klasyczny Analogs ze swoim melodyjnym street punkiem okraszonym odrobiną rock’n’rolla, w średnich tempach, ze sporą dawką melodii i z tekstami o tym co zawsze. Brakuje mi tu jedynie trochę chórków podbijających refreny i kawałek „Ambicja” strasznie mi się ciągnie i wyjątkowo nie wchodzi ale poza tym większych mankamentów nie widzę.

Na uwagę zasługuje fakt, że są to pierwsze nagrania Analogs z nowym wokalistą po odejściu z zespołu Harcerza. Schedę po oryginalnym front manie przejął gitarzysta Kamil i trzeba przyznać, że daje radę. Barwę ma trochę inną niż Dominik ale jego wokal dobrze pasuje do muzyki Analogsów. Fani gardłowej „tarki” Harrego pewnie będą kręcić nosem ale, że nie jest to pierwsza zmiana na stanowisku wokalisty w historii kapeli to się pewnie prędzej czy później przyzwyczają.

No to teraz czas na moich ulubieńców z Farben Lehre. Szczerze przyznam, że jestem pod wrażeniem kariery jaką zrobił ten zespół i na prawdę to szanuję. Widać w tym dużo ciężkiej pracy i uporu co nie zmienia jednak faktu, że od lat ’90 staram się ograniczać jak mogę kontakt z twórczością tego ansamblu gdyż nawet mój młodzieńczy wtedy umysł wyczuwał, że to trochę festyn. Nie przekonywała mnie muzyka, maniera wokalisty, teksty ani image (Do dziś mam w głowie ich obciachowe foto sprzed lat nastu w kapturach i lenonkach. Obecnie zresztą nie jest lepiej, porównajcie sobie fotki obu zespołów we wkładce tej płyty) i nie zmieniło się to do dziś. Co ciekawe płyta powiązanego z nimi zespołu Strajk pt.”Nie pójdziemy” weszła mi wtedy elegancko i do dziś się moim zdaniem broni. Ale wróćmy do opisywanego krążka.

Podobnie jak Analogsi płocczanie prezentują się w sześciu utworach, które powodują u mnie mocno mieszane odczucia. O ile kawałki „Farben Lehre”, „Oto emigranci” czy „Mimo wszystko” to melodyjne punkowo-rockowe piosenki, które od biedy ujdą i nie kłują jakoś specjalnie w uszy (muzyka dwóch z nich została zapożyczona od Dritte Wahl i Ine Kafe) o tyle pozostała część utworów jest po prostu zła. „Pozytywka” to koszmarek okraszony mandoliną i akordeonem. Czwarta w kolejności „Magia” z gościnnym udziałem wokalnym Gutka dryfuje niebezpiecznie w klimaty grabażowych Strachów Na Lachy i również wzbudza u mnie chęć wyłączenia w pizdu tej płyty. Ale to jeszcze nie było najgorsze. Wisienką na torcie jest zamykający płytę utwór „Futbolówka”, który spokojnie może startować w konkursie na najgorszy punkowy kawałek o piłce nożnej. Za tekst tutaj robi tandetna rymowanka, której poziom literacki biją na głowę marketowe książeczki dla dwulatków. Choć z drugiej strony można uznać, że kawałek świetnie koresponduje z poziomem polskiej ligi. Tak czy siak, zmiany w psychice po przesłuchaniu tej piosenki są nieodwracalne.

Obcowanie ze stroną Farben Lehre utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie jest to kompletnie zespół dla mnie. Czegoś innego oczekuję od punkowej muzyki. Ale wiadomo, nie wszystko jest dla każdego. Na szczęście dla zespołu ma on duże grono wiernych fanów, którzy będą zachwyceni tymi nagraniami i gdzieś będą mieli utyskiwania marudnego punka. I dobrze.

Ten split dla mnie to trochę egzotyka a pomysł na niego uznaję za dosyć karkołomny. O ile do strony Analogsów będę co jakiś czas wracał bo jest niezła, to nagrania Farbenów będę trzymał z daleka od igły mojego gramofonu. Zatem ocena, którą wystawiam dotyczy nagrań szczecinian. Nie czuję się władny by oceniać resztę.

Wiktor Rykaczewski