HUMAN RIGHTS – s/t
Zima/ NoPasaran/ Pasażer/ Black Wednesday

Human  Rights to debiutanci, ale debiutanci dojrzali i doświadczeni. Część składu grała w wieloletnim około warszawskim projekcie IŁ-62 nie ma zatem mowy o charakterystycznej dla niektórych żółtodziobów niepewności czy poszukiwaniach stylu. HR to od pierwszego do ostatniego dźwięku dobrze przemyślany i świadom swojego kierunku hardcore punkowy czad.

Numerów na płycie jest siedem i po bożemu zamykają się one w niespełna trzynastu minutach. Muzyka jest ostra i czadowa jednak nie pozbawiona punkowej melodii i chwytliwości w czym zasługa między innymi łatwo zapadających w pamięć refrenów. Mimo iż są to inne dźwięki niż te którymi parał się wspomniany wyżej IŁ-62 gdzieś tam podskórnie momentami wyczuwam podobny transowy drive, który pamiętam z wydanej lata temu kasety „Niepotrzebuję”. Słucha się tego bardzo dobrze a dla osób żyjących sentymentem za sceną lat ’90 będzie to prawdziwa gratka, gdyż klimat zespołu jest bardzo bliski tym idealistycznym, pełnym twórczego fermentu czasom.

Również pod względem tekstowo-mentalnym zespół stoi okoniem dzisiejszym trendom. W tekstach grupy nie znajdziecie cynizmu, olewactwa czy sarkazmu. Wręcz przeciwnie, liryki mają mocno pozytywny wydźwięk, przepełnione są humanistycznymi wartościami oraz idealizmem. Prawda, że trochę to staroświeckie? Osobiście nie przypominam sobie w tym momencie, żadnego nowego zespołu śpiewającego o wolnym Tybecie.

Obraz całości jest więcej niż zadowalający. Zespołowi, mimo pewniej niedzisiejszości, udało się nagrać interesujący, bardzo dobrze brzmiący (solidna robota studia Serakos) i po prostu fajny materiał, który powinien się spodobać nie tylko fanatykom polskiej sceny niezależnej lat ’90.

Wiktor Rykaczewski