DISSIDENT – Hate Blood Rage You Fucking Scum
DIY 2017

Nazwa zespołu pewnie zbyt wiele wam nie powie (choć może akurat jest tu ktoś widział tę hordę na ich kilku polskich koncertach kilka lat temu) więc służę informacją. Dissident to trójka młodzieńców urzędujących na stałe w Nicei, którzy chwycili za gitary by wkurwiać waszych sąsiadów crossoverowo/thrashowym hałasem.

Płyta o uroczym tytule „Hate Blood Rage You Fuckin Scum” to pierwsze duże wydawnictwo tej francuskiej załogi. Krążek zawiera 10 kawałków, które zamykają się w 28 minutach z hakiem – jest zatem jak najbardziej prawilnie.

Muzyka Dissident przywodzi na myśl crossoverowe i thrashowe granie z lat ’90. Jest w tym wszystkim sporo Slayera, Suicidali lecz także Body Count a nawet Exploited z czasów „Fuck the system” i „Beat the bastards”. Riffy są ostre, większość numerów pędzi na złamanie karku a całość brzmi całkiem przyzwoicie.  Generalnie jest nieźle aczkolwiek jest na płycie kilka rzeczy, które mi nie do końca podchodzą. Moim zdaniem zespół niezbyt odnajduje się w wolniejszych momentach. Te spokojniejsze,  czasem mocno inspirowane dokonaniami Ice-T i spółki, numery z jednej strony urozmaicają thrashowe grzanie, z drugiej jednak zamulają i trochę się dłużą powodując chęć szybszego przeskoczenia do kolejnego numeru.

Na dłużą metę nie przekonuje mnie również wokal. Linie wokalne wydają się zbyt jednorodne a barwa mogła by być zdecydowanie ciekawsza.

Dissidentowi na razie nie grozi przebicie się do pierwszej ligi takiego grania. Nie mniej jednak płyta jest obiecująca i dobrze rokuje na przyszłość gdyż poza wymienionymi wyżej mankamentami płyty słucha się całkiem nieźle i zdecydowanie jest na niej kilka dobrych momentów przy których każdy thrasher pomachałby dyńką.

Wiktor Rykaczewski