THE SABAŁA BACAŁA – Urodzeni w PRLu
DIY 2016

Czasem będąc nastolatkiem podejmujemy decyzje, których konsekwencje będziemy odczuwać po wielu latach. Może to być przesadne uwielbienie dla substancji zmieniających świadomość, przygodny numerek bez zabezpieczenia lub głupawa nazwa dla swojego punk rockowego zespołu, który wbrew logice i rozsądkowi przetrwał zawirowania związane z wchodzeniem w dorosłość. Tak właśnie stało się w przypadku zespołu The Sabała Bacała, który skutecznie za pomocą swojej nazwy odstraszał mnie od zawiązania z nim bliższej znajomości. Zmieniło się to na skutek wylądowania drugiej płyty tej podkarpackiej załogi w mojej skrzynce pocztowej i jak się okazało nie taki diabeł straszny jak jego imię.

The Sabała Bacała parają się melodyjnym punk rockiem, któremu roboczo przypnę łatkę słowiańskiego bubblegum punka. O ile podstawy tej muzyki solidnie opierają się na twórczości Ramones, The Queers czy Screeching Weasel to wykonanie czasem jest mocno słowiańskie i moje skojarzenia biegną bardziej w stronę dokonań Dumbs, Wiewiórczaków czy nawet Celi Nr 3 niż wcześniej wymienionych amerykanów. Są również momenty, które za sprawą maniery wokalisty kojarzą mi się ze Zbeerem („1985″), ale to skojarzenie nie ma raczej przełożenia na muzykę.

Na płycie znajduje się dziewięć kawałków z których większość to solidne produkcje, dobrze zaaranżowane i fajnie wykonane. Sporo jest melodii i ciekawych gitarowych zagrywek czerpiących dużo z „kalifornijskiego” punk rocka. Fanem barwy wokalisty raczej nie zostanę ale pasuje ona do muzyki więc się nie czepiam. Są chórki typu „łoooo”, są goście wspomagający zespół wokalnie (min. redakcyjny kolega Stan) jest i cover Ramones (niestety, taki sobie). Teksty mimo, że niezobowiązujące to z grubsza nawet nie najgorsze – trochę nostalgii, trochę życiowych rozważań, zero polityki i tzw. zaangażowania. Noga tupie do rytmu, kilka tekstów zostało w głowie – jest naprawdę nieźle.

Najbardziej podobają mi się te utwory w których zespół pokazuje pazur i zaczyna grać mocniej i poważniej jak w „Wara od mych marzeń” i „Pozdrowienia z linii frontu”. Te melodyjniejsze i weselsze kawałki są też całkiem dobre aczkolwiek z jednym wyjątkiem. Kawałek „Jesteś piękna, gdy…” jest tak kurwa straszny, że nie dość, że mam ochotę za karę zabrać chłopakom punkowe legitymacje to jeszcze rozważył bym przypiekanie żywcem na ruszcie. Nie idźcie tą drogą Sabało Bacało, no chyba, że waszym celem jest uderzenie w konkury o uznanie gimnazjalnej publiki z takim tuzami rak panka jak Lej Mi Pół.

Mimo kilku mankamentów druga płyta The Sabała Bacała to całkiem niezła porcja melodyjnego punk rocka, która miłośnikom takiego grania powinna przypaść do gustu. Na uwagę zasługuje również fakt, że zespół wydał „Urodzonych w PRLu” własnym sumptem i zrobił to w bardzo profesjonalny sposób i mimo iż zdjęcia w ramoneskach i ze sztucznymi wąsami to nie do końca mój klimat, to całość wygląda całkiem estetycznie.

Wiktor Rykaczewski