DO GÓRY NOGAMI – s/t CD, wydanie własne 2016  

Nie obiła mi się o uszy wcześniej nawet nazwa tej kapeli, ale słychać, że nie mamy do czynienia z nowicjuszami. Do Góry Nogami grają lekkiego i luzackiego rock’n’rolla, którego jeszcze w latach 90. czasem nazywało się punk rockiem, ale dzisiaj na taką muzę można się nadziać i w radiu, i na juwenaliach. Nie jest to absolutnie żaden zarzut, bo propozycja muzyczna tej przemiłej ekipy jest szczera i przemyślana.

Z pierwszym przesłuchaniem odrzuciło mnie perfekcyjne brzmienie zerkające w stronę odległych czasów i muzyki środka (uwielbiam to wieloznaczne i debilne określenie). Tak właśnie grają kapele których marzeniem jest występ na Woodstocku, a jak wiadomo, mając odpowiednie zaplecze finansowe jest to cel do zrealizowania i więcej w zasadzie nie trzeba. Tymczasem nadeszło drugie przesłuchanie płyty i… dałem się kupić!

Mięciutka pieszczota gitar i oldschoolowe riffy na trzech akordach (jest też o tym piosenka) niosą bardzo sympatyczny i uczciwy przekaz który zdradza niepodległą i świadomą postawę. Do końca krążka pomysły aranżacyjne wydają się być z tego samego worka, ale przebojowość tych piosenek (tak! wreszcie jest band który gra piosenki) sprawiła, że mimowolnie zafundowałem sobie trzeci i czwarty odsłuch. Gdybym dostał tę płytę w wieku 14 lat gdy z punka słuchałem głównie T.Love pewnie zajeździłbym ją na śmierć. Dzisiaj grozi jej co najwyżej lekki OIOM, ale myślę że wszyscy, którzy do teraz słuchają Kolaborantów i starej Pidżamy uznają ten krążek za genialny. W ten sposób punk rocka grają już tylko dinozaury, ale także dlatego jest to zespół wyjątkowy – w dodatku nic sobie z tego nie robi („my płyniemy swoim kursem, malkontenci: chuj wam w dupę”). Mimo pewnej monotonii jest to album dopracowany w szczegółach, co w tak czysto nagranej muzyce jest kluczowe; zero fałszów, amatorki i koślawych zagrywek. Wbrew temu co o sobie śpiewają („teksty pożal się Boże”) napisali naprawdę sensowne wersy po polsku, więc nie jest to bylejaka anglojęzyczna sieczka ani przewidywalny zestaw komunałów. Album został wydany własnym sumptem, ale wydawniczo prezentuje się nadzwyczaj godnie jako digipack zaopatrzony w elegancką i estetyczną szatę graficzną.  <

(STAN)