V/A – Oi! Ain’t Dead 5 – U.S.A. Attack!
Rebellion 2016

Kolejna część składanki dosyć regularnie wydawanej przez Rebellion Records. Tym razem jak wskazuje podtytuł mamy do czynienia z prezentacją części amerykańskiej sceny a wszystko to w ośmiu odsłonach i przy udziale przynajmniej dwóch naprawdę dużych graczy.

Płytę otwierają nowojorscy weterani z Agnostic Front z utworem „Iron Chin”, który na pewno znacie z klasycznej płyty The Bruisers „Cruisin’ for a bruisin”. Zawsze myślałem, że jest to kawałek Al Barra i spółki a tu się okazało, że to numer agnosticów, którego nigdy nie nagrali i podarowali go The Bruisers. Fajna ciekawostka. Wersja nowojorczyków utrzymuje ducha ulicznego hymnu jakim jest ta piosenka a dla podtrzymania starej sztamy w nagraniach uczestniczyli Al oraz Jeff Morris z Bruisers. Mocny początek płyty.

Drugi indeks to również duża i trochę zaskakująca nazwa – Rancid. Zespół raczej średnio oi-owy ale tu prezentuje premierowy utwór „Silence is the only rule”, który nieźle wpisuje się w ramy gatunku nie tracąc rancidowego drive’u. Tekstowo jest trochę gitowsko co na bank spodobało by się wyznawcom hasła „śmierć konfidentom” gdyby tylko słuchali punk rocka. Solidny numer.

Kolejny zespół to Live By The Sword, których obecność na tym wydawnictwie jest trochę problematyczna gdyż jest zespół amerykański jedynie w 1/4 za sprawą wokalisty. Reszta składu to rodowici Holendrzy, ale gra tu szef Rebellion Records więc, kto im zabroni. Między kontynentalna załoga prezentuje się w niezłym skinhead rockowym kawałku „Broken voice” okraszonym trochę patetycznym wokalem.

Stronę A zamykają Concrete Elite z walącym prosto w ryj agresywnym „Above the rest”. Dla mnie jest to zespół typowo koncertowy i w tej odsłonie wchodzi mi najlepiej ale ich składankowy kawałek stawia ich w bardzo dobrym świetle. 100% wkurwienia i nienawiści!

Następni w kolejce są Hard Evidence z St. Louis. Super jest ten zespół i jestem ich fanem odkąd tylko pojawili się na moim radarze. Grają ultra melodyjnie ale ich muzyka nie jest też pozbawiona pewnej szorstkości i brudu a do tego ostatnio mocno skręca w stronę klimatu Stiff Little Fingers. Szkoda tylko, że na tę składankę nie przygotowali żadnej premierowej piosenki a jedynie udostępnili numer „Drums of war” pochodzący z ich ostatniego, zajebistego longplaya.

Szósty kawałek na płycie należy do D.D.C. Nigdy jakoś specjalnie nie interesowałem się tym bandem ale tu prezentują się elegancko. Klasyczny, nieco ciężki i agresywny US Oi! z mocnym, chóralnie odśpiewanym refrenem i długą rockową solówką. Jestem na tak!

Oxley’s Midnight Runners to zespół w którym na gitarze udziela się Lars z Rancida i OFC a wokalistą jest z kolei Mike z Fatskins. Zespół wydał do tej pory cztery niezłe epki i działa raczej jako typowy projekt poboczny. Ich numer „American made” dupy nie urywa ale to i tak całkiem solidny amerykański oi punk.

Płytę kończy zaskakujący utwór od No Resistance. Bardzo lubię ten zespół za nieszablonowe podejście do ulicznej muzyki ale wyskakujący jak filip z konopi syntezator może niejednego skina przyprawić o zawał. Na szczęście ich „Just a little bit” przechodzi szybko w zgrabny post punkowo/ nowofalowy numer. Fanom drugiej płyty Blitz na bank podejdzie a i mnie się podoba.

Całkiem fajna jest składanka, kapele prezentują się bardzo dobrze i mocno zróżnicowanie. Minusem jest wg mnie mała ilość wykonawców w stosunku do możliwości współczesnej amerykańskiej sceny. Gdyby ta płyta miała na celu prezentację tej sceny to spokojnie mógłby to być wypełniony po brzegi dwupłytowy album. A tak to dostajemy tylko wycinek. Bardzo dobry wycinek.

 Wiktor Rykaczewski