LAZY CLASS – First 3 years
Oldschool Records 2016

Jako człowiek, u którego co w sercu, to w czynie, szef Atheist Clothing dał mi do recenzji płytę własnego zespołu dzień przed Wigilią i obarczył kuriozalnym terminem typu trzy dni. „Prawa pracownicze od dawna są tu niczym”. Samo to, że wręczono mi płytę z założeniem, że opiszę ją na pewno pozytywnie, jest postPZPNowskim sposobem myślenia. Tyle na temat koterii w Warszawie, bo, że współdzielimy wokalistę (i autora większości piosenek, jak głosi tył okładki) raczej wiadomo.

Znam te piosenki z poprzednich wydawnictw, na żywo wypadają równie dobrze, co na nośniku, natomiast niewątpliwą zaletą tej płyty jest pragmatyczność. Jeżeli masz nastrój na całą dyskografię Lazy Class, albo chociaż jeden wybrany numer, którego akurat nie ma w internecie, ta płyta bardzo ułatwia życie, bo do minimum ogranicza szperanie po szufladach w poszukiwaniu winyla, albo cd, albo kasety, bo tacy różnorodni są koledzy z LC. Od strony edytorskiej oraz graficznej płyta bez szału, natomiast stwierdzam to bez specjalnego żalu, tym bardziej, że nie wszystkie poprzednie okładki LC ustępowały płycie z Oldschoola.

Poznęcajmy się chwilę nad warstwą muzyczną. Lubię Lazy Class, lubię ich rozwiązania muzyczne, lubię melodie wokali (czasami nie lubię), podoba mi się ich konsekwencja i kierunek rozwoju. To (obok znacznie bardziej lejzi Glory Days) pierwszy polski zespół, który funkcjonuje na nowej scenie streetpunk/oi na zasadach równorzędnych z zespołami zagranicznymi. Krejpek wnosi koncertowo dużo solidności i osadzenia, gitary są mądrze ukręcone, Kamil jest zjawiskiem samym w sobie. Tak trzymać, chciałbym jednak żeby Wiktor częściej ośmielił się śpiewać, bo wokal w „Hell of San Domingo” jest bardzo mocnym punktem tego materiału. Najzagorzalsi fani i tak sobie kupią, żeby mieć. Lazy słuchacze też powinni, żeby się nie męczyć z żonglowaniem nośnikami, natomiast płyta jest bardzo fajnym przedstawieniem zespołu dla osób dopiero go poznających. I chyba z myślą o nich została wydana. Na 18 indeksów składają się piosenki, które wcześniej ukazały się na: EP „Better life, MLP (?) „Hell of San Domingo”, splicie z Max Cady i po jednym numerze ze składanek: Warsaw Hardcore Punk Attack vol. 3 i „Ashin in for Christmas vol. 7”. Jako bonus, zupełnie nowe „Realize”, oraz oryginalnie zatytułowane „Fuck You” w wersji live z tegorocznego Rocku na Bagnie.

Maciej Mroczek