LION’S LAW – From the storm
Contra records 2016

Burza przyszła nagle. Nie było szumnych zapowiedzi, zaledwie dwa utwory na youtube, które, muszę się przyznać, trochę zlałem i specjalnie się z nimi nie zapoznawałem. Teraz już wiem, że był to błąd. Na szczęście szybko go naprawiłem wkładając do odtwarzacza ten krążek.

„From the storm” to druga duża płyta paryskich skins, którą poprzedził zeszłoroczny mini album „Open your eyes”. Oba wydawnictwa postawiły poprzeczkę bardzo wysoko i wybiły Lion’s Law na pozycję lidera na współczesnej street punkowej scenie więc byłem ciekaw czy na nowym longu zespół sprosta oczekiwaniom. Bez obaw, sprostał.

Płyta jest dosyć długa gdyż zawiera aż 14 kompozycji, co trochę łamie powszechny schemat niespełna półgodzinnych longplayów. To co od razu narzuca się przy słuchaniu „From the storm” to charakterystyczny styl francuzów wypracowany na poprzednich krążkach. Nie sposób pomylić Lion’s Law z innym zespołem, mają swoje brzmienie i swoje patenty na granie, którym pozostają wierni. I dobrze. Myślę, że zarówno zespół jak i jego fani czują się dobrze i komfortowo w obranej stylistyce więc nie ma sensu na siłę kombinować. Muszę jednak przyznać, że najnowsze dziecko francuzów jest płytą mocniejszą, szybszą i bardziej podszytą hardcorem niż poprzedniczki.
Krążek otwiera marszowy hymn „Sons of oi!” nadający ton reszcie utworów. Od samego początku agresja i energia podkręcone są na wysoki poziom, który właściwie nie opada już do końca płyty. Jestem naprawdę pod wrażeniem jak równy a zarazem dobry jest to materiał. Wśród wszystkich kompozycji zawartych na płycie właściwie żadna nie sprawia wrażenia średniego zapychacza.
Lion’s Law budują swoją muzyczną układankę z kilku podstawowych elementów takich jak ostre gitary, liczne chwytliwe melodyjki i solówki gitarowe, wyeksponowany bas grający czasem freemanowskie pochody, mocne chóry i charakterystyczny, nie pozbawiony akcentu, wokal Wattiego. Całość tworzy zwartą bryłę walącą słuchacza między oczy!

Przyznam, że bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie nowa produkcja paryżan. Bałem się wypalenia formuły jaka czasem następuje w przypadku mocnego startu lecz skini z Lion’s Law udowodnili, że są w doskonałej formie i nie zamierzają spoczywać na laurach. „From the storm” to płyta więcej niż solidna, niesie ze sobą potężny ładunek energii i mocy. Jest wręcz przepełniona ulicznymi hymnami które podbijają mi ciśnienie w żyłach w dokładnie taki sam sposób jak lata temu robił to Oxymoron, którego to Francuzi są dla mnie spadkobiercami. Doskonała robota!o

Wiktor Rykaczewski