ALLIANCE – Evil
Rebellion 2016

Co może grać pięciu krótko ostrzyżonych gości odzianych we flayersy, dżinsowe katany i haringtonki? To chyba oczywiste, że nie będzie to peace punk!
Alliance pochodzą z kanadyjskiego Ontario a opisywany mini album to ich drugie, po zeszłorocznej epce, wydawnictwo. Na płycie znajduje się pięć kompozycji zespołu oraz klasyczny cover – „Warriors” z repertuaru Blitz, tu zagrany ciężej i bardziej agresywnie w stosunku do oryginału.

Muzyka Kanadyjczyków to surowy, dosyć ciężki i raczej grubo ciosany oi! music. Anglosasi na tego rodzaju dźwięki używają określenia „brickwall”, które moim zdaniem jak ulał pasuje do twórczości Alliance. Kawałki są proste, zagrane w średnich tempach i pozbawione zbędnych ozdobników. Czasem pojawia się jakieś proste gitarowe solo czy stadionowy chórek ale to wszystko raczej w ilościach śladowych. Dominują za to motoryczne gitary i dosyć jednorodny wokal. I to chyba właśnie brak większej przebojowości jest chyba największą bolączką tego zespołu, gdyż wszystkie utwory zlewają mi się trochę w jedno. Nie zmienia to jednak faktu, że kapela prezentuje solidne rzemiosło i fanom ciężkiego oi!-a na pewno przypadnie do gustu. Zdecydowanie jest to zespół dla koneserów gatunku a nie niedzielnych skinów zajaranych Noi!se czy Bishops Green.

Na koniec wspomnę tylko, że bardzo przypadła mi do gustu oprawa graficzna tego longa. Co prawda motyw rycerskiej rękawicy dzierżącej  morgensztern jest oklepany jak twarz Andrzeja Gołoty ale w tym przypadku razem z kolorystyką,  logotypem i schludnym składem tworzy to całość, która mile łechce moje zmysły.

Wiktor Rykaczewski