OLD FASHIONED – Hatecontrol
Spook 2016

Old Fashioned to nazwa klasycznego drinka alkoholowego w skład którego wchodzi burbon zmieszany z Angosturą doprawiony skórką pomarańczy. Z drugiej strony można tę nazwę odczytywać również dosłownie jako „staromodny”. Obie interpretacje w tym wypadku wydaja się być prawidłowe gdyż z dobrze poinformowanych źródeł wiem, że członkowie Old Fashioned nie gardzą wyrobami przemysłu spirytusowego a ich muzyka to hardcore zagrany, może nie w najbardziej pierwotny sposób, ale jednak dosyć staromodnie.

Zespół pochodzi z Bydgoszczy i tworzą go weterani lokalnej sceny których możecie kojarzyć z różnych składów Schizmy (ciekawostka: w OF gra trzech byłych basistów tego zespołu!) czy In Spite Of. Muzyka jak już wspomniałem to staroszkolny HC, który jest wypadkową stylów bydgoskiego i nowojorskiego, z mocnym umocowaniem w tradycji grania z przełomu lat 80′ i 90′. Gitary zgrabnie mieszają ciężkie riffy z całkiem chwytliwymi melodiami. Słychać, że panowie mają i warsztat i dobre pomysły, których nie wahają się wykorzystać. Całość chodzi bardzo fajnie i słucha się tego ze sporą przyjemnością – profeska.

Na płycie znajduje się jedenaście kompozycji z czego sześć zaśpiewanych jest w nadwiślańskim (za cholerę nie wiem jak to odmienić z rzeką Brdą) narzeczu a reszta po amerykańsku. Nie jestem jakimś fanatykiem używania języka polskiego przez scenowe kapele i często nawet wolę gdy zespoły śpiewają po angielsku ale muszę przyznać, że w przypadku Old Fashioned kawałki z tekstami po naszemu wchodzą mi dużo bardziej. Z jednej strony to zasługa chwytliwszej muzyki, takie numery jak „Respect” czy „Killing time” to bardziej dosadne, szybkie petardy, a z drugiej naprawdę fajnie napisanych tekstów (no i akcent wokalisty to jednak bardziej Kapuściska niż Bronx). Kawałki takie jak „Szczyt i dno” (z eleganckim riffem w refrenie!), „Nigdy tak wielu”, „Zgiełk” (znany już z solowej płyty SchizMaćka) czy, uwaga, utwór o utraconej miłości „ Czas leczy rany” to naprawdę doskonałe piosenki. Z tych anglojęzycznych równie dobrze wchodzi mi chyba tylko tytułowy „Hate control”.

Drugi materiał Old Fashioned to bardzo klawa płyta, która często towarzyszy mi w podróżach samochodem i wyśmienicie nadaje się jako soundtrack do walki o przetrwanie na warszawskich ulicach. Szkoda trochę, że krążek przeszedł trochę niezauważony ale z drugiej strony na kurczącej się i lekko skostniałej scenie HC AD2016 wszystko przechodzi trochę niezauważone („… jeszcze wczoraj pełna sala/ teraz patrz – pusty klub…”). Może jeszcze nadejdą lepsze czasy. W każdym razie ja polecam „Hatecontrol” z czystym sumieniem w końcu „… nigdy nie było nas zbyt wielu/ lecz paru dobrych ludzi wciąż tu jest…”.

Wiktor Rykaczewski