Czołem! Dzisiaj chciałbym wam polecić cztery warte moim zdaniem sprawdzenia street punkowo/oi!owe epki.W skrócie 5 kapel, 4 kraje, dużo dobrego hałasu!

split

FATSKINS/ FEAR CITY split Ep
Rebellion/Crowd Control Media 2016

Wspólnym wysiłkiem holenderkiego Rebellion Records oraz amerykańskiego młodego acz coraz prężniej działającego wydawnictwa Crowd Control Media ukazała się split epka zawierająca po dwa nagrania zespołów prezentujących wręcz książkowy amerykański oi!.
Stronę A swoimi utworami zapełnili weterani z Fatskins, którzy wycierają klubowe deski od 1996 roku. Ich dwa kawałki to charakterystyczne dla nich produkcje – agresywny street punk z rozpoznawalnym wokalem Mike’a, który brzmi jak krzyk wkurwionego goblina, dzięki czemu utwory dostają dodatkową dawkę złości. Obie kompozycje trzymają poziom choć bardziej podoba mi się druga pt.”War of a nation” z fajną trochę viking rockową melodią.
Strona B to reprezentacja Chicago – Fear City. Zespół 9 lat temu wydał całkiem fajną płytę pt.”Our way of life” po czym zniknął na kilka lat ze sceny. Załoga niedawno postanowiła powrócić do koncertowania a split z Fatskins jest ich pierwszym wydawnictwem po comebacku. I jest nieźle. Miasto Strachu prezentuje się również w dwóch odsłonach. Jest dosyć szybko, energetycznie, agresywnie, z chóralnymi zaśpiewami i oszczędnymi solówkami. Wkurwiony i wydziarany grubas wykrzykuje wersy o swojej drodze życia i przynależności do klasy pracującej. Kwintesencja US Oi! -jak jesteś fanem takiego grania to będziesz słuchał tej epki na zapętleniu.

rixe

RIXE – Les Nerfs A Vif
La Vida Es Un Mus 2016

Czas na reprezentację Francji. Zeszłoroczny debiut Rixe zrobił niezłe zamieszanie na scenie i wybił ten zespół na headlinera wielu festiwali oraz pozwolił im pograć w Stanach, Kanadzie, Wielkiej Brytanii  oraz oczywiście na Starym Kontynencie.
Druga epka to kontynuacja stylu, który zespół zaprezentował na „jedynce”. Wiadomo już czego się spodziewać więc tym razem obeszło się bez efektu ‚WOW’ ale i tak jest bardzo dobrze. Coś jest w tym prymitywizmie uprawianym przez Francuzów. Te kawałki brzmią ultra surowo, są proste ja budowa cepa i generalnie odwołują się do przedpotopowych wzorców zarówno w kwestii brzmienia jak i kompozycji ale równocześnie bije z nich świeżość i energia. Czytałem w jakiejś recenzji pierwszej epki zabawne i celne równocześnie porównanie, że Rixe gra tak jak wczesny Nabat gdyby jego członkowie umieli grać na instrumentach. Ja bym do tego dorzucił klimat Blitz, Antisocial, Snix a z bardziej współczesnych Crimina Damage i Syndrome 81.
Oczywiście wszystkie teksty są po francusku, więc nie mam pojęcia o czym ta załoga śpiewa ale dodaje to zdecydowanie uroku i klimatu całości.
Artwork, fotki, skład insertu – to wszystko zrobienie jest również totalnie oldschoolowo i w połączeniu z muzyką tworzy jednolitą formę tak doskonałą że spokojnie mniej ogarniętych w nowościach kolegów możecie wkręcić, że to nieznana perełka z 83 roku.
Ja ten retro klimat kupuję i ciekaw jestem czy Rixe pokusi się kiedyś na longplaya i jak sprawdzi się w dłuższej formie.

sub

THE SUBURBS – Yesterday’s kids/FIFA
Bootboys Cove 2016

Następny singiel w kolejce reprezentuje naszych zachodnich sąsiadów. Z niemieckim oi! punkiem mam tak, że jak zespoły grają po niemiecku i śpiewają we własnym języku to zazwyczaj nie mogę tego słuchać. To jest niesamowite jak wiele bardzo złej muzyki gra i słucha się w kraju currywursta i skórzanych gaci z szelkami. Na szczęście The Suburbs nie są typowym doicze oiem.
Zespół pochodzi z Berlina a w składzie są osoby grające wcześniej w dobrze u nas znanym Tower Blocks. Na koncie mają już jedną epkę oraz album w Contra Records a opisywany singiel to ich najnowsze dzieło.
Na płytce znajdują się dwa kawałki. Pierwszy „Yesterday’s kids” to fajny nostalgiczny utwór o minionych szczeniackich czasach a drugi, „FIFA”, to miłosna ballada, której adresatem jest Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej. Oba kawałki utrzymane są w średnich tempach i zagrane są tak, że nigdy byście nie zgadli, że zespół jest z Niemiec. Brzmi to wszystko bardzo stylowo i słychać, że główną inspiracją zespołu są kapele z pierwszej fali brytyjskiego oi!-music w stylu Cockney Rejects, The Business i Last Resort.
Fajna, zagrana z wyczuciem, uliczna muzyka. Polecam.

glorydays

GLORY DAYS – Chaos rise
Aggrobeat 2016

Na koniec warszawska perełka czyli Glory Days. „Chaos rise” to ich trzecie wydawnictwo i to co na nim wyprawiają to się w głowie nie mieści. Wyrobił się ten zespół strasznie.
Muzyka jest mocarnie ciężka, zagrana z energią ale i z polotem i w zgodzie z oiową tradycją. Gdy wchodzą wokale czuć w tym odpowiednią dawkę zdrowego wkurwu. Wszystko się tu zgadza, nie ma żadnych kompleksów i gdyby tak w większości wyglądał polski street punk to można by go słuchać nie tylko jako guilty pleasure.
Te trzy numery przywodzą mi na myśl trochę twórczość Bishops Green ale pod warunkiem, że Kanadyjczycy najedli by się sterydów i podkręcili przester na wzmacniaczach. Słychać, że chłopaki z Glory Days terminowali wcześniej w hardcore’owych załogach a nie plumkali punko polo po piwnicach.
Osobiście uważam, że ten zespół to jedna z fajniejszych polskich współczesnych ekip a „Chaos rise” jest w ścisłej czołówce tegorocznych wydawnictw z kategorii oi/street. Nie znasz? Sprawdź. Warto!

Wiktor Rykaczewski