NON SERVIAM – SPERANDA
DIY 2016

No to mamy niezłą archeologiczną nowość. Brzmi  to  trochę jak oksymoron ale  tak właśnie jest. Jest archeologia gdyż materiał został nagrany w 1998 roku, ale jest też nowość ponieważ nigdy wcześniej nie był publikowany. Ot i cała tajemnica.

Non Serviam to zespół, który działał w latach 90 w Chrzanowie, mieście, które kojarzy mi się jedynie z babiczką ze starej reklamy Tyskiego i tym, że kiedyś, w czasach przed GPSowych, jak do niego wjechałem samochodem  to nie mogłem wyjechać. Kapela w 95 roku wydała demówkę w Kornicore po czym po nagraniu „Sperandy” przegrała konfrontację z prozą życia i przeszła w stan niebytu. Po 18 latach ludzie tworzący niegdyś ten zespół postanowili o sobie przypomnieć i własnymi siłami wydali leżący od końca poprzedniego stulecia w szufladzie materiał.

Muzyka, którą znajdziemy na „Sperandzie” to dosyć typowy dla swojego czasu punk rock pomieszany z kawałkami w stylu słowiańskiego ska i reggae. Trąci to dziś trochę myszką i wydaje mi się, że zadowoli jedynie starszych załogantów tęskniących za tamtym klimatem  ale jako, że młodzieniaszkiem już raczej byłem niż jestem to całkiem fajnie mi się tej płyty słucha. Myślę, że nie bez znaczenia jest tu fakt, że w piwnicy mam dziesiątki starych kaset z podobnymi dźwiękami, którymi w swoim czasie katowałem rodzinę i sąsiadów.

Gdybym miał podać jakieś konkretne odniesienia do muzyki Non Serviam to osobiście umieścił bym ich twórczość gdzieś pomiędzy Neuropatią, Łysiną Lenina i Ofiarami Agrafki (kurde, ktoś w ogóle pamięta takie zespoły?). W pewnym momencie w kawałku „Punk youth” kapela zbliża się do Aliansowo-czarownicowych klimatów ale jest to raczej wyjątek niż reguła gdyż większość materiału to motoryczny i głównie utrzymany w średnich tempach punk.
Teksty są z rodzaju nie głupich, lekko poetyckich i raczej smutnych i podobnie jak muzyka raczej niedzisiejszych.

„Speranda” to sympatyczna, ale jednak tylko, historyczna ciekawostka. Muzyka totalnie anachroniczna i odstająca od wszelakich scenowych mód ale dobrze oddająca klimat punkowej sceny końca lat 90. Ci, którzy go pamiętają przyjmą pewnie tę płytę ciepło.

Wiktor Rykaczewski