SUICIDEBYCOP – s/t
Melina Crew Records 2016

Toruńscy sułisajdzi coraz śmielej poczynają sobie na polskiej i nie tylko (pierwszy euro trip już za nimi!)scenie. O ile pierwszy materiał zespołu pt. „First four songs” dostępny jest jedynie w wersji cyfrowej to druga opisywana przeze mnie epka dzięki staraniom Melina Crew Records wyszła na konkretnym winylowym nośniku. No i super.

Muzyka pozostała bez zmian w stosunku do zeszłorocznego dema. Załoga cały czas mocno siedzi w korzennym hardcorze początku lat 80. Jest zatem szybko, melodyjnie, krótko, zadziornie i z charakterystycznym dla zespołów tamtej epoki nerwem. Wszystko jest na swoim miejscu i śmiga jak należy, jest w tym oczywiście sporo klisz ale ja nie jestem osobą na siłę szukającą nowych brzmień i dobre rzemiosło, nawet jeśli nie jest  specjalnie odkrywcze sprawia mi sporo przyjemności. I tak właśnie jest z epką torunian.

Generalnie muzyka Suicidebycop kojarzy mi się z dokonaniami Keith Morrisa i nie ważne czy było to wczesne Black Flag, Circle Jerks czy dwudziestopierwszowieczny już OFF!. Do tego można wyczuć inspiracje całą rzeszą bandów z amerykańskiej sceny od Minor Threat po Angry Samoans jak i ich bardziej współczesnych epigonów w stylu Government Warrning czy Direct Control.

Suicidebycop w żaden sposób nie odstają poziomem od podobnych im załóg z zachodu czy stanów mam zatem nadzieję, że zespół nie straci rozpędu i dalej będzie sporo koncertował oraz w niedługim czasie uraczy nas jakimś solidnym 15 minutowym longplayem. Jeśli utrzymają poziom z tej epki to będzie lepiej niż dobrze.

Wiktor Rykaczewski