THE GENERATORS – Earn your stripes
Randale 2016

Przyznam się od razu, że bardzo cenię sobie The Generators. Są oni dla mnie wręcz wzorcowym przykładem punk rockowego zespołu z południowej Kalifornii. Muzycznie bardzo melodyjnym i przebojowym z dużą dozą melancholii i wyraźnymi wpływami starych zespołów ze swojego regionu z Adolescents, Social Distortion, Chanel 3 czy Bad Religion na czele. W kwestiach poza muzycznych są natomiast zespołem szalenie autentycznym. Członkowie kapeli nie są wymuskanymi smarkaczami, którzy postanowili pobawić się w punk rocka, a ludźmi z krwi i kości, których życiowe historie są pogmatwane i często nie najszczęśliwsze. Od członkostwa w gangu, przez problemy z prawem i narkotykami aż po niemal spełniony amerykański sen, który jednak okazał się zbyt ciężkim brzemieniem, z którego w końcu nic nie wyszło (Poprzednie zespół filarów Generators, Dougha i Mikea – Schleprock na fali popularności pop punka w latach 90′ był bliski zrobienia poważnej kariery. Niestety sukces przerósł muzyków i powydaniu albumu dla Warnera zespół przestał istnieć).

Powyższe fakty wpływają na to, że zawsze wyczekuję kolejnej płyty tej załogi. Podobnie było z „Earn your stripes”, choć mój entuzjazm osłabł gdy dowiedziałem się, że ma to  być kompilacja starszych utworów. Na szczęście poza archiwalnymi nagraniami zespół umieścił cztery nowe kompozycje, dzięki czemu mamy właściwie epkę z bunusowym „best of”.

Pierwszy z nowych kawałków „Throw away the key” jest zaskakująco ostry i agresywny w porównaniu z tym do czego zespół zdążył do tej pory przyzwyczaić. Jest prosto, szybko i rytmicznie. Mnie kojarzy się ten utwór z twórczością UK Subs. Punk rock sensu stricte.
Kolejne trzy nowości to już powrót na stare śmiecie i kwintesencja stylu kapeli. Jest hiciarsko, melodyjnie i trochę nostalgicznie. Kawałki nie odstają jakością od reszty twórczości i trzymają jej wysoki poziom.

Reszta z 21 indeksów na płycie to zbiór piosenek, które nie powinny być zaskoczeniem dla żadnego fana kapeli choć nie jest to pełen przekrój z twórczości Generators. Brakuje kompozycji znanych z czterech płyt wydanych dla People Like You Records. Wpływ na ten fakt ma zapewne kwestia praw autorskich. Słaba sytuacja, szczególnie, że te wydawnictwa to kawał świetnego punk rocka.

Według mnie cztery premierowe kawałki to wystarczający powód by zaopatrzyć się w „Earn your scars”, ale ja będąc fanem zespołu mogę być mało obiektywny. Wy musicie sami zdecydować czy zestaw „epka + best of” z połowy okresu działalności grupy to dla was dobry dill. Mnie słucha się tej płyty przednio.

Wiktor Rykaczewski