Trzecia odsłona składanki warszawskich zespołów hc i punk rodziła się w prawdziwych bólach przez długi czas – dość powiedzieć, że nie wszystkie występujące tu zespoły dotrwały do dnia premiery, jak choćby Fat Kid’s Revenge. Czasy, kiedy mieliśmy w Warszawie i okolicach zatrzęsienie scenowych załóg niestety minęły, dlatego w większości są to kapele wyjadaczy, którzy z niejednego pieca kabel ciągnęli. Nie brakuje uczestników poprzedniej edycji gdzie zaznaczyli się w innych składach, są też tacy, którzy grają tu w dwóch ekipach na raz. Z tego też powodu skład kapel nie stanowi dla mnie zaskoczenia: większość z nich aktywnie koncertuje, ma na koncie album lub trzy i nie raz mieli szansę pokazania się poza deskami stołecznych koncertowni.

Ze wszystkich poprzednich wydań to jest przynajmniej dla mnie – najlepsze. Słychać, że scena wyrobiła się i okrzepła: wszystkie te nagrania trzymają solidny poziom, nawet jeśli pobrzmiewają w nich echa garażowej produkcji, jak w przypadku Zepsołu czy Oi! Brygady. Wachlarz odmian punka jakie tu znajdziemy, jak na wcześniejszych edycjach jest szeroki i barwny. Mamy młodziutki, zaangażowany hc/punk (Masakraj), doskonały, wytrawny thrash (Braineater), ale i psychobilly (Bombat Belus). Bardzo silna jeszcze przed dwu laty frakcja hardcore dziś na nieszczęście trochę wymiękła. Reprezentują ją tu rewelacyjni Street Lights, grający post hc Shame i Brooks Was Here, najcięższy w zestawie metal core’owy Sailor’s Grave i Wounded Knee, którzy dziś już znajdują się w głębokiej hibernacji. Nie zabrakło towarów eksportowych z nalepką Made in Warsaw, którą bez wstydu eksponują na świecie – mówię tu przede wszystkim o Lazy Class, Poison Heart i Government Flu. Jeśli słuchacie kolejno: street punka, punk’n’rolla i 80′ hardcore musieliście o nich słyszeć. A jeśli nie, to bardzo niedobrze, bo to jedne z najprzedniejszych bandów tej maści, jakie aktualnie mają czelność piłować struny na polskiej ziemi.

Podobno punk is dead, a punk 77 to już na pewno, a tutaj mamy aż trzy zespoły z tego nurtu: Satellites (pogrobowcy PDS i Dumbs) grający melodyjnego ramones punka, Inhalators złożony z muzyków PDS, Nowego Światu i Damrockers oraz kultowy Werwolf 77: tutaj w kowerze klasyka gatunku. Składu dopełniają zimnopunkowe Niestety i Niepotrzebni, która to nazwa do dziś mi niewiele mówi (a numer zacny!) .

To super, że przedsięwzięcie z początku obliczone na jedno-, góra dwurazową prezentację dokonań stołecznej sceny doczekało się kontynuacji. Obszerne wydanie, LP z kompaktem i tluściutką książeczką (każdy wykonawca ma do dyspozycji jedną stronę!) staje się powoli swoistą kroniką muzyczną undergroundu syreniego grodu. Z niecierpliwością czekam na kolejne edycje.
> Stan.