Tym razem trochę inaczej. Jeden wpis lecz cztery recenzje. Forma taka gdyż teksty jak i opisywane płyty dosyć krótkie. No to zaczynamy:

IMG_20160331_184905

B SQUADRON – Saturday’s soldiers
Rebellion 2015

B Squadron to kwartet pochodzący z Leicester a „Staurday’s soldiers” to ich debiutancka epka. Patrząc na zdjęcie zespołu spokojnie mogę umiejscowić tych gości w klasycznym brytyjskim pubie na rogu ulic z ciągnącymi się po horyzont rzędami  jednakowych małych, ceglanych domków, którzy od rana walą pinty lagera w oczekiwaniu na mecz swojej drużyny.

Zresztą zespół jest w 100% brytyjski także jeśli chodzi o graną muzykę. Cztery kawałki, które prezentują na debiucie brzmią jak nieznane nagrania Last Resort czy Combat 84. Co więcej, brzmienie tych kawałków jest bardzo surowe, brudne i dobrze oddaje klimat angielskiego oi! music z lat 80′. Numery są dosyć ciężkie, mroczne i mimo iż muzyka nie jest szybka to walą między oczy pierwotną plemienną energią.Wokalista wyrzyguje z siebie hymny  klasy robotniczej a wkurwienie w jego głosie sprawia, że gdyby mnie kiedyś spytał komu kibicuję to wolał bym udzielić właściwej odpowiedzi.

Całość chodzi elegancko i spójnie na tyle, że mam ochotę na więcej. Zespół przed wydaniem tej epki co prawda się rozpadł ale już wrócił w odświeżonym składzie, więc jest szansa.

8/10

IMG_20160331_184603

SYNDROME 81 – Desert urbain
Destructure 2015

Ich demo z 2013 roku oraz wydany później split ep z Litovsk nieźle namieszały w punkowym światku. Nie powiem, francuzi kupili również i mnie. Ich przepis na muzykę jest prosty, wziąć  klasyczny francuski oi! w stylu Komintern Sect i Camera Silens, nagrać go tak by brzmiał stylowo i vintageowo i do tego dodać trochę post-punkowych gitar. Efekt jest nad wyraz piorunujący! Wychodzi z tego melancholijne i czasem nawet trochę smutne granie nie pozbawione jednak ulicznego sznytu – trochę jak by Masshysteri lub No Hope For The Kids postanowili grać oi!-a.

Wisienką na torcie jest też to, że na próżno szukać tu choćby zdania po angielsku. Tak jak francuscy klasycy z lat 80′ tak teraz Syndrome 81 śpiewają tylko i wyłącznie w rodzimym języku, co na pewno podnosi atrakcyjność zespołu gdyż moim zdaniem melodyka języka francuskiego doskonale pasuje do tego typu grania.

Super jest ta epka, mogę jej słuchać w kółko i się nie nudzi. Mam zatem nadzieję, że kapela zbierze siły i następne wydawnictwo to będzie już pełny longplay.

9/10

IMG_20160331_185106

FIGHT THEM ALL – s/t
N.I.C., Too Many Skulls, Black Wednesday, DIY Koło 2015

Druga epka Fight Them All nie przynosi rewolucji. Zespół dalej wycina szybkiego i agresywnego hardcorea po linii amerykańskich kapel z pierwszej połowy lat 80′, czyli tak jak tę muzykę wymyślono.

Kawałki są zazwyczaj szybkie, krótkie (jest ich na epce aż 9) i agresywne choć zdarzają się też wolniejsze i bardziej melodyjne momenty („Easy Livin’).

Słucha się tego bardzo dobrze, wszystko jest na swoim miejscu, chodzi jak trzeba i mimo iż kanonu trzyma się aż nad to nie nudzi. Epkę kończy dosyć zaskakujący cover Bad Brains „Stay close to me” zagrany z jajem i na luzie.

Jeśli lubicie starego hc w stylu wczesnych nagrań Black Flag, SSD, Ill Repute, Antidote lub ich bardziej współczesnych naśladowców z Citizens Patrol czy Direct Control to FTA wam się spodoba tak jak i mnie.

8/10

IMG_20160331_185248

GLORY DAYS/ DEAD END STREET – Oi! the international street punk league
Aggrobeat 2016

Niezła oi-owa globalizacja – split kapel z Polski i Włoch wydaje wytwórnia z Holandii, ach ta nowoczesność.

Każdy z zespołów prezentuje się w zaledwie jednej kompozycji. Strona A należy do warszawiaków z Glory Days, którzy zadebiutowali w zeszłym roku bardzo udaną epką. Kawałek „Shortcuts to nowhere” jest kontynuacją drogi obranej przy pierwszym wydawnictwie. Mamy zatem do czynienia z melodyjnym i stylowym street punkiem, który w tym wydaniu kojarzy mi się trochę z twórczością Larsa Fredriksena uskutecznianą w Old Firm Casuals – podobne patenty i motorka utworu. Bardzo fajny kawałek bardzo fajnego zespołu, który powoli zaczyna zdobywać coraz większe uznanie na europejskiej scenie.

Strona B to utwór w wykonaniu Włochów z Dead End Street. Podobnie jak warszawskie trio zespół ma na koncie zaledwie jedną epkę ale niech nie zmylą was pozory, to doświadczeni wyjadacze którzy wcześniej grali w min. w Colonna Infame czy Payback. Ich kawałek „Working man” to klasyczny, utrzymany w średnim tempie,  oi! street punk w amerykańskim stylu plasujący się gdzieś pomiędzy Street Dogs a The Bruisers. Jest zawodowo i bardzo solidnie. Nie ma za to obecnych na pierwszej epce wpływów rock’n’rolla z pod znaku Rose Tattoo, ciekawe czy zespół odszedł od tej stylistyki. Mam nadzieję, że moją dociekliwość zaspokoi niedługo jakieś nowe, bardziej obszerne wydawnictwo kapeli.

Podsumowując – bardzo fajny split który z jednej strony pokazuje równie wysoki poziom obu kapel a z drugiej pozostawia spory niedosyt, co nie znaczy, że nie warto sobie sprawić tego kawałka plastiku. Pewnie, że warto!

8/10

Wiktor Rykaczewski