RATRACE – Consumption
Bajkonur 2015

O tej trójmiejskiej załodze zrobiło się głośno na długo przed wydaniem tej płyty, lecz hałas nie dotyczył twórczości zespołu lecz kontrowersji personalnych – jeden z muzyków był z zawodu policjantem. No cóż, mnie też jakoś hc/punk nie do końca idzie w parze z tym zawodem a wręcz dość mocno się gryzie ale, że wspomniany osobnik wyleciał już ze składu Ratrace to uznajmy, że nic się nie stało ;).

„Consumption” to debiutancka płyta na której zespół zawarł dziesięć utworów zamykających się 22 minutach, czyli można założyć, że nie będzie zamulania. I faktycznie tak jest, kawałki są szybkie i kipią wręcz energią – to na prawdę trzeba im przyznać, kaloryczność muzyki jest wysoka.
Hardcore jaki prezentuje trójmiejska ekipa to taka trochę typowa polska szkoła. Jest w tym trochę Schizmy, jest trochę złotowskiego grania a do tego mnie się jeszcze momentami kojarzy z zespołem My First Time, który nigdy nie wybił się poza lokalną toruńsko-bydgoską scenę a w którym grał wcześniej perkusista Ratrace – Fryc oraz JP, który narysował okładkę i gościnnie dośpiewał kilka wersów na płycie.
Patenty którymi chłopaki żonglują na swoim debiucie są na maksa ograne i słyszeliście je już tysiąc razy i ten brak oryginalności trochę rzuca się cieniem na twórczość Ratrace, nie mniej jednak wszystko zgrane i zagrane jest bardzo sprawnie. Sporo jest zmian tempa gdzie szybkie galopady przechodzą w bardziej bujającie i cięższe zwolnienia. Zespół często wykorzystuje też pauzy, które fajnie podbijają dynamikę utworów. Do tego są chórki, gościnne wokale, niezgorszy wokal – ot, solidne rzemiosło.
To co mi się nie podoba w tych nagraniach to brzmienie i niektóre motywy gitary, która zamiast budować ciężar gra jakieś melodyjko-zagrywki, które nie dość, że trącą lekko nu metalem to jeszcze moim zdaniem średnio pasują do całości. To jest hardcore na punkowych resorach i w takiej muzyce często prościej znaczy lepiej, naprawdę!

Nie porwała mnie jakoś specjalnie ta płyta choć zauważyłem, że co jakiś czas wracam do tych nagrań, wiec źle też nie jest. Jest na pewno solidnie i obiecująco, choć jak już wspomniałem wyżej mało oryginalnie. Zespół wydaje się być z tych które potrafią się ogarnąć – grają dużo koncertów i robią wokół siebie trochę szumu (i to nie tylko związanego z profesją grajków ;)) więc myślę, że jeszcze o nich usłyszymy.

Wiktor Rykaczewski