BLOWINS to czterech polskich desperados na stałe rezydujących w Dublinie, którzy korzystając z najlepszych punkowych wzorców jako nazwę swojego zespołu przyjęli używane w Irlandii pogardliwe określenie osoby napływowej, mieszkającej poza swoim miejscem urodzenia. Całkiem błyskotliwa nazwa dla imigranckiej kapeli, prawda? Zespół do tej pory wydał samodzielnie bardzo udane demo na kasecie magnetofonowej oraz zagrał kilka koncertów w swoim mieście. Poniżej wywiad. Na pytania odpowiadają: Artur – gary, Tomek – wokal, Rudy – gitara.

Cześć. Jest to chyba pierwszy wywiad z waszym zespołem więc zaczniemy standardowo. Kto? Jak? Gdzie? Kiedy i po co?

A: Cze. Tu Artur Topczewski – ksywa Los, lat 39. Napierdalam na perce w Blowins/Zona Zla i współtworzę część ich tekstów. Współzałożyciel i oryginalny członek zacnych bandów. Opowiem jak to wszystko było. Chcę pokazać mocno towarzyski, koleżeński, samonakręcający się i spontaniczny wymiar zjawiska „polonijnej sceny dublińskiej” od czasu mojego w niej udziału (wcześniejsze jej losy zna dobrze Rudy, tudzież Andrzej Tadko aka Mąż Zły).
Latem 2011r. po kilkuletnim pobycie w Brazylii wracam do Dublina, gdzie już wcześniej żyłem przez jakiś czas. Zgadujemy się z mieszkającym tu mym starym ziomem Marcinem Równym że pogramy wspólnie muzykę. Mamy o tym zerowe pojęcie, zero umiejętności, przy tym zero kompleksów i dużo samozaparcia. On chwyta za bas, ja za pałki i tworzymy sekcję rytmiczną totalnych amatorów. Poznaję przez Równego ekipę lubelską -Bela, Skubiego, Igora i Rudego, gdzie dwaj ostatni zapisują się wyraźnie w naszym muzycznym CV. Igor zgadza się założyć z nami kapelę. Gramy na dwa basy i gary tworząc efemerydalny twór – OSTATNI TANIEC Z TERESĄ. Na wokalu pomógł nam Tomek Sosna (aktualnie wokal Blowins). Teresa nagrała 4 niepublikowane nigdzie kawałki w klimacie new wave/post punk.
Niebawem Igor wraca do Polski, zespół przestaje istnieć, ja z Równym szukamy drogi wyjścia z tej sytuacji.
Zapraszamy do współpracy Rudego, który zgadza się i zdejmuje ze ściany zakurzoną gitarę. To prapoczątki Blowins. Gramy regularne próby, powoli powstają piosenki. Dochodzi do nas Jenny na wokal. Przyjmujemy nazwę Sonda i gramy w tym składzie trzy koncerty. Nikt z nas oprócz Rudego nigdy nie stal na scenie. Wkrótce Jenny przestaje być częścią bandu.
Zaczynamy grac regularne próby w Karate Klub, na których regularnie pojawiają się wspólni znajomi. Zapraszamy Kamila Ziarnickiego i Tomka Sosnę (patrz -OSTATNI TANIEC Z TERESA) na wokal. Dużo energii i pomysłów dostarcza Ziarek i Andrzej Tadko. Decydujemy sie na nazwę Blowins, nagrywamy demo w studiu, Tomek sankcjonuje swoje stanowisko wokalisty. Andrzej na jednej z pijackich prób łapie w amoku za mikrofon (pamiętam, że skorzystał z tekstu Moskwy) i w wieku ledwie przedemerytalnym ujawnia charyzmę frontmana.
Chwytamy ten moment w żagle i tak rodzi sie bliźniacza siostra Blowins – Żona Zła. Ci sami muzycy – inny wokalista.
Za chwile decyzje o przenosinach do Brazylii deklaruje Równy. To spory cios dla nas. Podobnie jak ja – kiepski muzyk i amator samouk, ale za to niezastąpiona osobowość, współzałożyciel obu kapel, dobry duch naszych spotkań. Blowins i Żona zostają osierocone. Bez basu nie ma hałasu.
Od czego są koledzy. Tomek Sosna chwyta za bas na potrzeby Żony. Znajomy Piotrek dochodzi do Blowins.
W takim stanie osobowym gramy do dziś. Mamy za sobą trzy koncerty.
Mam silne wrażenie, że Blowins/Żona Zła (dla mnie to jedna ekipa, jedna akcja) jest samorzutnym, impulsywnym konglomeratem koleżeńskim. Samonakręcającym się towarzystwem wzajemnej adoracji. Warto dodać, że oprócz Rudego (który jest architektem naszej muzyki) i Tomka (który trochę wcześniej śpiewał) jesteśmy amatorami, którzy grubo po 30ce tudzież 40ce chwycili za instrumenty i mikrofony, aby wspólnie współtworzyć kulturę, która współtworzy nas.
Z kolegami, przez kolegów, dla kolegów. Dla nas.
Blowins/Żona Zła

12744017_1017512838302270_4482731005288585481_n

Muzyką nie zainteresowaliście się na emigracji, chyba wszyscy mieliście wcześniej swoje zespoły w Polsce. Przedstawicie proszę pokrótce waszą muzyczną historię.

Rudy: Gitara. To wszystko prehistoria, zamierzchłe już czasy. Świetne i wspaniałe, gdzie poznało się zajebistych zawodników, wydało się kilka płyt, współpracowało z zajebistym gościem (pozdro Filip Trująca Fala) ale to se ne vrati. Pozwolono mi potrzymać sprzęt ze dwa razy w łapie, Filip Sierściuch z Antichrist (wielkie dzięki i pozdróweksy dla tego pana!) wyciągnął mnie z garażu, Skubi pokazał mi kilka chwytów i poszło… Silence, Gas Chamber Melodies, The Bold and The Beautiful, Knife in The Leg, Burnchurch… i kilka innych projektów które miały mniejsze lub większe powodzenie. Chłopaki tez szaleli, Artura ponosiła fantazja i w Brazylii improwizował w efemerydzie Adolf Hit – już wtedy zaczynał czytać dużo o drugiej wojnie światowej chyba, Tomek tez wspierał w latach 90tych aktywnie trójmiejską scenę… ale jemu gloria i chwała, niech się wypowiada.
T: Bujałem się z kumplami po gdańskich blokowiskach, na dzielnicy grały Konwent A, Dzieci Kapitana Klossa i wiele innych. Trzon części męskiej 7-8 klasy podstawówki słuchał punk rocka. Zamierzchłe czasy, jakoś tak Wolfa poznałem wtedy, przez pewien czas nam się historie przeplatały. Tak się złożyło ze napisałem pankowy tekst pt. „Smalec” i kumpel z White Indians mówi że zakładamy kapele – no to zacząłem ryczeć i brzdąkać na basie w efemerycznym tworze o nazwie Napierdalator. Potem równolegle zaciągnęli mnie do White Indians, później kilkuletni romans z Noise Grass, chwila z zespołem Perelandra i przed wyjazdem z Polski punk’n’rollowe Zero Zero. Wyjechałem i złożyłem broń. Na chwilę. Zacząłem szarpać struny potem na chwilę, adekwatnie do nazwy pojawił się Ostatni Taniec z Teresą (który później kontynuował swój krótki żywot w Lublinie).

Jakiś czas temu Fakir z Castetu komentując składankę dołączoną do ostatniego numeru Pasażera, na której jest też jeden wasz kawałek, ubolewał, że wszystkie zespoły brzmią smutne i depresyjnie. Takie stwierdzenie pasuje do was jak ulał. Dlaczego postanowiliście grać muzykę w której dominuje melancholia i próżno szukać radości i wesołych dźwięków?

R: Pożyj trochę na obczyźnie w deszczu, mgle, słocie, zimnie to zobaczymy jak będziesz śpiewał. Ubieram sie na czarno, wątroba wysiada, słońca brak, to wesoło nie jest. Zagłada blisko to z czego mam się kierwa cieszyć?
T: Taką mamy koncepcje. Jedna płyta smutna, druga wesoła. Na następnej będą dupy, smarki i kowery big cyca. Ubaw po pachy… Generalne żadne z nas smutasy, staram się nie zanudzać samego siebie własnymi tekstami. Poczytaj teksty Żony Złej. Dół dołu i dno dna.

Chciał bym zapytać o dwa wasze teksty. Pierwszy to „Eric Garner”. Dlaczego zdecydowaliście się na przedstawieniu tej właśnie tragicznej historii? Drugi to „Pan bogaty” – czyżby nawiązanie do śmierci Kulczyka?

R: Historia Garnera jest symptomatyczna dla działań policji w USA (a na różną skalę wszędzie na świecie). Była to jedna z iskier która po Ferguson wywołała zamieszki w Stanach i zwróciła uwagę na problem chłopców w mundurach stanowiących prawo samych dla siebie, których świerzbią paluchy i mają niekontrolowany dostęp do broni. W dodatku gdy jesteś emigrolem, a co gorsza o innym kolorze skory, zapomnij o jakichkolwiek prawach. Netflix puścił teraz serie pt. „Making of a Murderer” gdzie naświetlono sposób w jaki BIAŁY obywatel juesej został wrobiony w morderstwo przez system (policję ramie w ramie z pracownikami sądowymi) i wylądował w więzieniu. Gdyby był innego koloru skóry nikt nie poświęcił by mu 10 godzin taśmy. „Tylko zmieniają się kolory”. 1312.
T: Pan bogaty nie jest nasz. Tekst – Marcin Wrona. Jak najbardziej pasuje do pogrzebu Kulczyka aczkolwiek obawiam się, że gloryfikacja pieniądza i tzw. sukcesu w dzisiejszych czasach może go odnieść nie tylko do wyżej wymienionego.

Na demówce zamieściliście własną wersję kawałka Amenu „Kordon”. Dlaczego właśnie ten numer tego zespołu? Gracie jakieś inne covery?

R: Pozazdrościliśmy R.U.C.I.E. i Bocian flaszkę postawił, to się go uhonorowało. A serio, Amen to kapela kultowa dla mnie, jedna z pierwszych kaset którą kupiłem na lubelskiej czad giełdzie i tekstowo rozpierdala system. „Uważaj żebyś nie został przecięty, bo życie to sznurek a Bóg to nożyczki”, „Normalne jest picie i pierdolenie, normalne jest bicie dzieci, normalne jest chodzenie do kościoła – a to co mnie pociąga to wielka prawdziwa nienormalność!!”. Znajdź mi kapelę która rozpali teraz tak małolata jak oni kiedyś mnie.
A w temacie innych kowerów – ja bym grał same, tyle jest świetnej już nagranej pankowej muzyki. Próbowaliśmy jeden numer KSU i „Living in the Ice Age” Warsaw/Joy Division ale poza nagraniami z prób nie ma żadnych studyjnych wersji tych numerów w naszym wykonaniu…

12714395_1196904130322955_713626430_n

W waszych tekstach można wyczuć trochę wątków emigracyjnych, chciał bym więc pociągnąć temat. Z perspektywy czasu zadowoleni jesteście z wyjazdu na zieloną wyspę? Jak się odnajdujecie w Irlandzkim społeczeństwie? Jest to wasza ziemia obiecana?

R: Zielona wyspa git jest. Nie trzeba się szarpać z Polaczkami ani innymi narodowcami, „Mieciu, wiesz, spokojnie, powolutku, mi się nie śpieszy… popatrz co teraz mam… robotę teraz mam… spać mam…. zjeść co jest… dobrze Mieciu już mam… rodzina.. własny kąt… kobita… dzieci… obiad zawsze w domu!!! żadne stołówy… żadne bary mleczne!!!!”. Mimo utraty kontaktu z lubelską ekipą uważam wyjazd za dobry pomyśl. Stanąłem na własnych nogach, sam siebie określam, z praca nie mam problemu… wyjechałem ponad 8 lat temu wiec zaciera sie w pamięci wspomnienie polskiej rzeczywistości. Powiem tak – powrotu do Katolandu, szczególnie do PisLandu, nie przewiduję.
T: Nie ma czegoś takiego jak ziemia obiecana, nie dogonisz marzeń. Ale warto próbować. Bardziej niż za chlebem wyjechałem by uciec. Od układów, zależności, samego siebie. Z perspektywy dziewięciu lat myślę, że w dużej części mi sie to udało. Nie żałuję, czasami tęsknię. Ale nie wracam póki co, serce zzieleniało.

Irlandia jest małym krajem i polscy emigranci są tam mocno widoczni, podobnie jest chyba na scenie punkowej na której Polacy zaznaczają swoją obecność. Jak to wygląda z waszej perspektywy? Czy polskie punki integrują się z Irlandzką załogą? Jak są odbierani przez lokalsów? Są jakieś tarcia czy wszystko przebiega spokojnie?

R: Scena jest niewielka i jest odzwierciedleniem wszystkiego co dobre i złe w życiu na maleńkiej wysepce – ludzie się znają, języki mówią, każdy każdego kojarzy, nie uciekniesz przed swoją reputacją. Jest polski korner, bo jednak jesteśmy specyficzni, ekipa lokalna jest zżyta i ma inne podejście do życia i mimo akceptacji i współpracy czujemy sie dobrze we własnym towarzystwie. Mental się różni – my tyramy a tu sami pieprzeni artyści na zasiłku ;).
T: Jak wyżej, fajnie że większość się zna i na gig nie trzeba gibać godzinami jak w Lądku. Ot z buta tramwajem, busem blisko. Ale czasami ciężko – muszę to powiedzieć – dzięki Marcin Załuga! Skromny punkrockowiec, współorganizator koncertów, nie pije a nawalonych zawiezie. Cholera wie jak się odwdzięczyć heh. Wariatów ci u nas dostatek. Dzieje się. Co rusz coś fajnego wypłynie. Ale mało ruchliwi ci irole, trza ich zapraszać do tańca.

12714233_1196904116989623_100419433_n

Jesteście związani z Karate Klubem. Powiedzcie kilka słów na temat tego miejsca.

R: KKlub to jedna z kilku pankowych kanciap na mieście – każda ekipa ma swoją. Paranoid Visions i FOAD Musick skupia kilka bendów wokół siebie, JamJar ma trochę feministek, powervajlensowców i stonerowców, Ciaran Parnell daje miejsce kalifornijczykom i moszingom, a Karate Klub pozwala się najebać Polaksom, krastowcom, gej hardkorowcom, def metalowcom i innym odpałom. Udało nam się tam zlądować bo przykładałem łapę w fizycznej konstrukcji miejsca w 2008 roku – to wygłuszenie i szkielet kanciapy samo się nie zrobiły.
T: Karate klub – kuźnia talentów jak mawia z przekąsem Andrzej T. – punki lgną tutaj jak muchy do gówna – zajebista miejscówka przyklejona do miejscowego St. Pauli – Fc Bohemians . Na bramie głównej graffiti – love football , hate racism – mówi wszystko.

Jak wygląda scena hc/punk w Irlandii? Jakie zespoły waszym zdaniem warte są sprawdzenie? Jak często odbywają się koncerty i jak wypadają frekwencyjnie?

R: Jest kilka miast i kilka scen. Cork – oi i ska. Belfast – street punk i odrobinka krasta. Galway było kiedyś bardzo aktywne, mieli wspaniałą miejscówe ogarnianą przez lokalną ekipę, gdzie był sitodruk, robili własne tiszerty, pędzili browary, ale ostatnio przycichli, bo sie ekipa rozjechała. Poza Dublinem to szybciej już wylecę do Londynu albo głównej Europy niż pojadę na koncert gdziekolwiek indziej w Irlandii. Zespołów jest multum i jeszcze trochę. A co Cie kreci? Metal, sladż, hardkor z napiętymi pośladami czy inne emo? Raczej wspieram kanciapowe z KClubu, the Sultans jest git – ponoć gra tam ktoś z RIXE, taki węgierski oi. Strong Boys lubię, Rats Blood, Putrefaction, Sissy, New Gods… mógłbym tak jeszcze trochę jechać…

Waszą demówkę wydaliście tylko na kasecie. Dlaczego wybór padł na ten właśnie format nośnika?

R: Bo nie było hajsu na winyl. Sentyment do taśmy też jest bo pierwsze nagrania pankrokowe na tym nośniku miałem. Poza tym to frajda i całkowita kontrola, bo proces efektu końcowego był w naszych łapach – druk w kserokopiarni, gilotyna, docinaliśmy okładki, sprejowaliśmy też sami…. dobrze sie bawiłem z Andrzejem popijając piwko, słuchając nuty i zawijając taśmy w sreberka. DIY stopro.

Widziałem zapowiedź waszego LP, który ma być wydany przez Pasażera. Na płycie poza kawałkami z demówki mają pojawić się też nowe utwory. Powiedzcie kilka słów o tym wydawnictwie, czego się można po nim spodziewać i kiedy będzie dostępne?

R: Sam się zastanawiam – czego się można spodziewać? Mamy nowego basistę, pojawiło się trochę nowych inspiracji, więc będzie inaczej. Dużo słuchaliśmy NERVOSAS obok starego ESTRANGED przed nagraniem, ale przefiltrowane przez naszą wrażliwość po nagraniu niezbyt słyszę te wpływy. Jest szybciej, sprawniej, bardziej melodyjnie. Przez półtorej roku nauczyliśmy się grać trochę lepiej i mogliśmy podkręcić tempo. Bez lęku, grajndkor to nie jest – ale raczej spokojnych numerów z pierwszego LP Cure’ow czy BLITZ to też nie przypomina. Nagraliśmy 5 nowych songów i raz jeszcze jeden stary bo kupiłem sobie chorusa i chciałem się pochwalić gadżetem ;] Kiedy się ukaże – to nie wielka pardubicka, w końcu będzie…

12651374_990875640992485_320004799908776817_n

Poza Blow-Ins macie jeszcze drugi zespół – Żona Zła. Co to za projekt i dlaczego ta żona taka zła?

A: Podałem tę nazwę Andrzejowi i od razu mu się spodobała. Uważam, że nazwa kapeli powinna być chwytliwa, nośna, powinna dobrze brzmieć. Chciałem by miała drugie i trzecie dno – niedopowiedzenie, przerysowanie, suwerenność interpretacji. Taka jest Żona Zła. Jedni widza tu analogie do żon (tak, niektórzy z nas są żonaci) niechętnie puszczających nas na próby czy skostniałego starokawalerstwa niektórych z nas. Są tacy dla których personifikuje ona niezależne, wyzwolone z okowów kulturowych kagańców kobiety. Ostatnio opowiedziałem komuś baśń z tysiąca i jednej nocy o haremie nadętego pana Zło. Ma on kilka posępnych żon, ubranych w ciemne szaty. Imiona ich to Kłamstwo, Pycha, Zdrada, Obłuda. Każda z nich to żona zła. Któregoś wieczoru zamkną swego męża w ciemnych lochu, zrzucą posępne szaty, ubiorą się kolorowo i wpadną na nasz koncert. Zaczną tańczyć z nami i pozbędą się swych dawnych imion. Sam jestem ciekaw jak jeszcze będzie interpretowana.

Do tej pory graliście koncerty tylko w Irlandii. Jak odbiera was publika? Planujecie jakieś gig w Polsce?

R: Do tej pory grałem z rożnymi moimi bendami gigi w kilkunastu krajach Jewropy i ciśnienia nie mam zbytniego na podróże. Jest to miłe ale z kacem nie jest mi tak łatwo już sobie poradzić więc tylko weekendy wchodzą w grę, a to się najnormalniej w świecie finansowo nie opłaca. Lokalna ekipa ma nas w poszanowaniu i zaczęli się nami interesować lokalni polscy regałowcy, metalowcy i pankowcy – co jest zajebiste ale nie do końca bo któryś na ostatnim gigu który organizowaliśmy zapierdolił mi portfel z kartami i dowodem, tylko za to że go próbowaliśmy wyjebać za agresywną zabawę i dominowanie parkietu.
T: Chciałbym zagrać w Polandzie. Kwestia dogadania, kompromisów, a żona zła.

12636955_10208832552511550_366026017_o

Zauważyłem, że nie macie zespołowego facebooka, i to zarówno jeśli chodzi o Blow-Ins jak i Żonę Złą. Przypadek czy przemyślana strategia?

R: Natchnąłeś nas i założyliśmy. Dzięki!

Dobra, to wszystko. Na koniec powiedzcie kilka słów o planach zespołu na przyszłość. Możecie też dodać coś od siebie.

R: Spodziewałem się pytań o ulubione kapele, inspiracje, sprzęt na jakim gramy, jak lubimy się zniszczyć itepe itede, ale Twoje okazały sie na max lepsze. Pozdrawiam i dziękuje, dozo na gigach!

Rozmawiał Wiktor Rykaczewski

https://www.facebook.com/Blowins-1017418918311662/