„Hell Of San Domingo” 10″ EP / CD
(Rebellion Records; RR127) 2015

2015 rok okazał się być dość pracowitym dla warszawskich Leniuchów. Kapela po dobrze przyjętym debiucie nabiera rozpędu i rozstawia się na deskach kilku miast Europy zamykając licznik dwoma wydawnictwami, nieźle.

Dla osób nie mających styczności z tą kapelą (zakładam, że takowi osobnicy jeszcze są) warto nadmienić iż to komando jest swego rodzaju personifikacją Atomówek na gruncie punkowym. W kreskówce profesor Atomus dobierał składniki aby stworzyć idealne dziewczynki, lecz przypadkowo dodał związek X. Podobnie jest z Lazy Class. Ich muzyka to nowoczesna szkoła melodyjnego grania ulicznego. Szufladka oi! jest zbyt wąska dla tych pracusiów, chociaż do takowej często zostają upychani również przez siebie. Gatunek Oi! na przestrzeni lat ewoluował w różne strony, często zatracając swój pierwotny kształt. Do stworzenia Lazy Class użyto składników w różnych proporcjach. Mamy oi!, mamy punk n roll, miejscami czuć hardcorowe szepty i do tego dochodzi związek X, który wszystko to upina klamerką tworząc o dziwo spójną i nie tandetną całość. Jest to coś zupełnie nowego, połączenie wpływów kapel ze starego kontynentu oraz z za oceanu do tej pory nie otrzymało takiej formy. Jeśli nie gardzicie kuchnią fusion w punk rocku, to koniecznie sprawdźcie tę ekipe.

Pierwszym z zeszłorocznych wydawnictw jest epka, czy też sześcio-utworowy minialbum „Hell Of San Domingo”, który podobnie jak poprzednie wydawnictwo ukazuje się na CD i winylu w barwach holenderskiego Rebellion Records. Wersja na polichlorku została zrealizowana na mało typowym dla punk rocka formacie 10 cali w trzech wersjach kolorystycznych, natomiast CD posiada bonusy. Widać, że chłopaki obczajają współczesne trendy obecne na rynku wydawnictw, gdyż taki zabieg to nie pierwszyzna.

„Hell of San Domingo”, w wersji podstawowej to 6 numerów obracających się w melodyjnych klimatach. Każdy numer jest zróżnicowany, lecz bez wyraźnych odchyłów względem pozostałych utworów.

Wszystkie piosenki są in inglisz, co dla paru osób pewnikiem będzie wadą wydawnictwa. Przyznam, że mi również brakuje jakiegoś krajowego akcentu – można to nadrobić jednym numerem z wersji CD ale o tym później.

Tematy przewijające się w tekstach zespołu traktują o znużeniu i zawiedzeniu zastanym porządkiem oraz poziomem egzystencji czy też nastrojach społecznych – i w tym momencie mamy największy przejaw oi! w ich twórczości. Odchyłem od tej reguły jest wyśmienity moim zdaniem tytułowy numer traktujący o najsłynniejszej bitwie Rewolucji Haitańskiej, w którym w rolę śpiewaka wcielił się Wiktor. Najsłabszym dla mnie numerem jest natomiast druga ścieżka – z gościnnym udziałem wokalisty Booze and Glory. Czemu najsłabszym? Po pierwsze primo: nie lubię Booze and Glory za zbytnią schematyczność. Po drugie primo nim dotarłem do partii wokalnej wspomnianego wcześniej gościa, od wokalnego wstępu Eryka i pierwszych nutek miałem wrażenie iż słucham właśnie B&G z tekstem o innej kapeli. Moim ulubieńcem poza tytułowym numerem jest „Voice Of Oi!” z partiami klawiszy, które w teorii pasują jak pięść do nosa, a w praktyce jak pantofelek na stópkę kopciuszka. I niestety, ja bym się nie obraził gdyby takie klawe przygrywki gościły częściej w nagraniach chłopaków. Na płycie są sympatyczne chórki, eleganckie solówki, chwytliwe refreny – cholera, to jest naprawdę dobre! W wersji cd są 3 bonusy. Jeden z nich to powtarzający się w innej wersji numer na który kręcę nosem, czyli „We Are Lazy Class” – nie jest to adekwatna do stylu grupy wizytówka jak już zdążyłem splunąć żółcią. W numerze zaśpiewanym w rodzimym języku – „Stracone Pokolenie” pojawia się w jednej zwrotce gość w postaci Iglaka z Bulbów – i jest on bezapelacyjnie w moim top 3 ze wszystkich numerów, które dane mi było do tej pory słyszeć. Całości dopełnia elegancka okładka. Podsumowując jest to naprawdę solidna produkcja mimo iż jeszcze się taki nie urodził, coby wszystkim dogodził.

BRO