Wydanie płytowe filmowego dokumentu o niezależnym festiwalu to w polskich realiach rzecz wyjątkowa. Nic mi nie wiadomo jakoby podobne wydawnictwo ujrzało kiedyś światło dzienne, zatem film ten możemy traktować jak unikat. Nie tylko dlatego, że zyskujemy okazję zajrzenia za kulisy największego w kraju festiwalu DIY pod gołym niebem. To mocny głos poparcia dla podobnych prawdziwie undergroundowych inicjatyw. Obywających się bez udziału władz samorządowych, pieniędzy sponsorów, tępych ochroniarzy, smażonego mięsa, komercji i gwiazdeczek z wielkich stajni bookingowych. To po części dokument, ale i trochę reklamówka samego przedsięwzięcia.

Przez 43 minuty przechadzamy się z kamerą wśród punków, która rejestruje wypowiedzi organizatorów, uczestników i muzyków. Festiwal muzyczny to oczywiście przede wszystkim muzyka: tu też między wypowiedziami dostajemy krótkie fragmenty występów kapel z 2014 r., ale moim zdaniem zbyt oszczędne. Chciałoby się zobaczyć choć jeden pelny kawałek koncertujących składów, a tu dostajemy ledwie urywki. Większość filmu wypełniają wywiady. Z opowieści autorów zamieszania wyłania się obraz wręcz idyllicznej krainy powołanej do życia przez garstkę zaangażowanych osób, jak sami podkreślają: bez barierek i ochrony. Publiczność bawi się przednio, organizatorzy nie korzystają z okazji do narzekań, ale najbardziej zadowoleni wydają się być muzycy. Chwalą samą organizację wydarzenia, a niekiedy – jak Patyczak, raczą nas ciekawą refleksją na temat kondycji sceny i podobnych festów. Same superlatywy w jakich wypowiadają się zagadnięci malują jak dla mnie trochę zbyt cukierkową laurkę, ale przyznać trzeba, że entuzjazm jaki się wszystkim udziela jest autentyczny. To radość współtworzenia w epicentrum niczego we wschodniej Polsce enklawy wolności i niezależności: na własnych zasadach i bez zewnętrznych ograniczeń. Ultra Chaos Pikinik przeszedł długą drogę od lokalnego festu do jednego z najważniejszych punktów na mapie muzycznych podróży w klimacie DIY, a film ten pokazuje jak niewiele potrzeba aby stworzyć faktycznie alternatywne miejsce letnich spotkań. Również polecam, z pozycji recenzenta ale i uczestnika. < STAN.