77 SINS – Wa are all sinners CD
Wydawnictwo zespołu 2015

Niech was nie zmyli nazwa, 77 Sins nie mają za wiele wspólnego z punkiem spod znaku dwóch siódemek, więc jeśli spodziewacie się kontynuatorów dzieła Buzzcocks czy The Briefs to nie ten adres. Co zatem gra 77 Sins na debiutanckim krążku? Otóż czterech młodzieńców z miasta maczet i lajkonika wycina całkiem zgrabnego punk rocka o streetowym zacięciu w którym słychać głównie inspiracje polskich tuzów tego gatunku. Niesie to ze sobą pewien bagaż, który czasem jest spoko a czasem nie, ale od początku.

Otwierający płytę kawałek „Zemsta” stawia poprzeczkę całkiem wysoko. Jest melodyjnie i agresywnie za razem – solidny street punk, który kojarzy mi się trochę z dokonaniami szkopów z Volxturm. Po pierwszym pozytywnym strzale pojawiają się jednak wahania formy. O ile jeszcze drugi indeks – „Królowa” jest całkiem OK, to już trzeci numer „I am sinner” trochę irytuje ludyczną melodyjką i koślawym angielskim. Wychodzi z tego takie trochę słabsze Beer Goggles. Kolejny „Jestem sam” też jakoś specjalnie nie rusza a następny kawałek „Czarne serce” znowu kłuje uszy ludyczno-punko polowym klimatem. Sytuację ratuje całkiem fajny numer „Co mamy w sercach?” rozpoczynający się akustycznym intrem które rozkręca się w zgrabnego street punka o trochę wolniejszym niż pozostałe kompozycje tempie. Kolejne kawałki „Wolność” i trochę Analogsowy „Niegrzeczni” nawet dają radę i nie powodują bólu przy słuchaniu. Podobnie „Toast”, który obok „Zemsty” wchodzi mi z tej płyty najlepiej. Krążek zamyka drugi anglojęzyczny utwór „One life, one way” – całkiem niezły agresywny strzał, potwierdzający jednak, że chłopaki powinni jednak zostać przy mowie ojczystej.

Dziewicze wydawnictwo 77 Sins jest dosyć nierówne – obok całkiem fajnych kawałków pojawiają się trącące punko polo takie sobie piosenki. Z drugiej strony z całości bije monotonią jednakowego, szybkiego tempa niemal wszystkich utworów. Przydało by się trochę więcej pomysłu na tę muzykę i urozmaicenia. Mimo to nie jest aż tak źle i zespół zaliczam do obiecujących. Co więcej wydaje mi się, że całkiem spore grono fanów polskiego street punka po linii Zbeera, Skunxa, Bachora czy Pornoskins łyknie tę płytę z zadowoleniem a na koncertach będzie szaleć bez koszulek rozlewając wkoło browar.

Na koniec dodam jeszcze kilka szczegółów technicznych. Płyta ukazała się w schludnym digipacku w niewielkim nakładzie stu sztuk, zatem kto pierwszy ten lepszy. Do dostania w Bad Look Records.

https://www.facebook.com/77sins

Wiktor Rykaczewski