Gdyby Larry David z „Curb Your Enhtusiasm” był skinheadem, grałby w Hub City Stompers. Ten zespół wnosi sporo słońca do mojej nudnej, szarej i przewidywalnej straightedge’owej egzystencji. Na pytania odpowiedział nam wokalista, Travis aka Rev Sinister.

If Larry David from “Curb Your Enthusiasm” was a skinhead, he would play in Hub City Stompers. This band injects a lot of joy into my boring, grey and predictable straight edge existence. The answers were provided by their singer, Travis aka Rev Sinister.

Patrząc na waszą dzisiejszą aktywność dochodzę do wniosku, że Hub City Stompers mają się ostatnio całkiem nieźle. Wydaliście właśnie nową płytę i wygląda na to, że gracie dość sporo koncertów. Co waszym zdaniem stanowi o sile tego zespołu? Nadal gracie w siedmioosobowym składzie i kto obecnie go zasila?

Rev Sinister: Od samego początku plan był taki, żeby zespół był aktywny na tyle, na ile pozwoli na to każdemu z nas życie i by to granie wynikało z pasji dla muzyki, nie dla jej popularności. Ten plan nigdy się nie zmienił i jest tym, co stanowi o naszej sile, bez względu na okoliczności. Przez lata przez Hub City Stompers przewinęło się wiele osób, były to głównie składy z 5 do 7 osób, ale od 2014 roku gramy w siedmioosobowym składzie. Zespół tworzą Rev Sinister (czyli ja) jako główny wokalista, Jenny Whiskey na saksofonie tenorowym i wokalu, Reggae Bob na basie, Rod Gorgeous na gitarze i wokalu, Pip on perkusji, G&T James on puzon i Pukey B na klawiszach.

- Judging from your recent activity, things have been going pretty well for Hub City Stompers lately. You just put out a new record and you seem to play a lot of shows. To what do you attribute the fact that HCS is going strong? Do you still operate as a seven piece band? Could you tell us who is in the band?

Rev Sinister: From the start the idea of this band was to be as active as possible within the limits of our collective private lives, and to play for the love of and passion for the music as opposed to the popularity of it. That ideal has never changed and is what keeps us going as strong as we can no matter what.

There have been various line up formulas throughout HCS’ history, the bulk of it ranging from 5 to 7 members, but we have been a seven piece band since the beginning of 2014 and currently remain so.

Rev Sinister (myself) on lead vocals, Jenny Whiskey on tenor sax and vocals, Reggae Bob on bass, Rod Gorgeous on guitar and vocals, Pip on drums, G&T James on trombone, Pukey B on keyboard.

Gdy patrzę na zdjęcia zespołu myślę sobie, że gdybym zobaczył was w innych okolicznościach nigdy bym nie powiedział, że ta grupa ludzi tworzy razem kapelę. Jak się nawzajem znaleźliście? Czy łączy was przyjaźń poza zespołem?

Rev Sinister: Zgadza się, nie paradujemy w mundurach i każdy z nas ma swój własny styl i historię. Poznaliśmy się przez uczestnictwo w scenie muzycznej New Jersey i wspólnych znajomych. Dogadujemy się jako ludzie i w najgorszym wypadku lubimy się. Więzy między ludźmi w zespole są różne, o różnej sile i, co oczywiste, przy siedmiu różnych osobowościach pojawiają się różne problemy i napięcia, ale nawet przy tym zróżnicowaniu funkcjonujemy cholernie dobrze jako znajomi.

- When I look at the pictures of the band I can’t stop thinking: „if I saw these guys in a queue in a shop, I’d never say they are a band”. How did you find one another? Do you all consider yourself friends outside the band?

Rev Sinister: Yeah, we don’t walk around in “uniform” so much and we each have our own style and background. We all have found each other through the New Jersey music scene and various connections within.

We do all get along on a personal level as well, and actually at the very least like each other. Some bonds within the band are closer than others, some people click with each other more than others, and obviously with 7 distinct personalities issues and tension can occasionally arise, but given the number of people in the band and the differences we each have personality wise we function on a personal level pretty damn well.

20140802HubCityStompers_0065a

Wszyscy pochodzicie z New Brunswick w New Jersey? Jak wygląda tamtejsza scena muzyczna? I niekoniecznie chodzi mi tylko o punk, Oi!, ska czy hardcore. Czytałem, że New Brunswick jest kulturowo zróżnicowanym miejscem, czy ma to jakiś wpływ na różnorodność muzyczną?

Rev Sinister: Kapela pochodzi z New Brunswick i tam też mamy próby, ale na tą chwilę nikt z nas tam nie mieszka. Mieszkałem w New Brunswick wiele lat w latach 90-tych i po 2000 roku, Jenny też w pewnym momencie tam mieszkała, a obecnie przebywa bardzo blisko północnego Brunswick. W przeszłości na tle wszystkich miast New Brunswick mogło się pochwalić niesamowitą i najsilniejszą sceną muzyczną w New Jersey. Istniało wiele klubów, a także duża scena piwniczna, była masa zespołów grających wszystkie możliwe gatunki w mieście i poza nim. Zespoły takie jak The Smithereens, The Bouncing Souls, Lifetime, Ensign, Nude Swirl, Streetlight Manifesto, The Gaslight Anthem czy mój poprzedni zespół Inspecter 7 miały swój początek w New Brunswick. Scena niezależna i punk były tam silne. Niestety stopniowo wszystko powymierało w wyniku komercjalizacji sceny niezależnej i zamknięcia klubów przez korporacje wykupujące nieruchomości w New Brunswick. Obecnie The Court Tavern jest w zasadzie jedynym niezależnym klubem muzycznym w mieście. Piwniczne koncerty, choć nie są już tak częste, nadal się odbywają.

- Do you all come from New Brunswick, New Jersey? What’s it like musically and I don’t only mean punk, Oi!, ska or hardcore, but music in general? I read New Brunswick is a culturally diverse place, does that translate into musical diversity as well?

Rev Sinister: The band is based out of New Brunswick and we practice there, but none of us actually live in New Brunswick, currently. I lived in New Brunswick for many years in the 90’s and early 2000’s, and Jenny lived there at one point as well and currently resides very close in North Brunswick.

In the past New Brunswick had an amazing music scene and was arguably the strongest music scene in New Jersey, as far as municipalities go. There were multiple venues to play as well as a large basement show scene, and tons of bands of all kinds of genres in and around the area. Bands such as The Smithereens, The Bouncing Souls, Lifetime, Ensign, Nude Swirl, Streetlight Manifesto, The Gaslight Anthem, and my former band Inspecter 7 all started in New Brunswick. The punk and underground scene was prevalent there. But it died off pretty steadily as a lot underground music genres went mainstream and a lot of corporations bought up properties in New Brunswick and wiped out the venues. The Court Tavern is pretty much the only underground music venue left in New Brunswick. And the basement scene, while not as big as it once was, is still thriving.

2282132580103644483IxatTj_fs(1)

Jedna z waszych koszulek ma napis „Ska dla ludzi nienawidzących ska” i ten slogan wydaje mi się być trafny. Sam nie pogardzam tym gatunkiem, ale też nie jestem wielkim fanem, a mimo to jestem w stanie przesłuchać cały album Hub City Stompers bez przeskakiwania między kawałkami. Ska to zdecydowanie podstawa waszego brzemienia, ale z drugiej strony wyłamujecie się ze sztywnych ram tego gatunku. Co waszym zdaniem odróżnia Hub City Stompers od innych kapel ska?

Rev Sinister: Choć ska stanowi naszą muzyczną bazę jesteśmy w stanie wychylać się i poszerzać naszą muzykę o różne muzyczne wpływy ze sceny niezależnej, zachowując przy tym integralność każdego z tych gatunków. Hasło „ska punk” czy „ska core” często przywodzi na myśl prostą mieszankę tych stylów, ale często kończy się na tym, że każdy ze składników tej mieszanki został tak rozwodniony, że „ska” za cholerę nie brzmi jak ska, „punk” za cholerę nie brzmi jak punk, a „hardcore” za cholerę nie brzmi jak hardcore. Wynika to też, moim zdaniem, po części z faktu, że część zespołów „ska punk”, “ska core” i “trzeciej fali” ma braki w podstawowej wiedzy i nie rozumie czym są te gatunki i skąd się naprawdę wywodzą.

Osobiście uważam, że to co się stało ze ska po jego komercyjnym sukcesie w latach 90-tych to coś przerażającego. Staram się unikać tego rodzaju rzeczy, cały czas mieszając różne style i uciekając od ograniczania się do jednego czy dwóch gatunków.

- You have a t-shirt that says „Ska for people who hate ska” and I think this slogan is perfectly true. I mean, I don’t hate ska, but I’m not a huge fan of this genre either, and I can go through entire Hub City Stompers album without skipping any of the songs. You definetaly treat ska as a base of your music, but you definately defy the stiff rules of the genre. What do you think are the major parts that seperate HCS from other ska bands?

Rev Sinister: While having all types of ska serve as a base for our music, we are able to branch out and incorporate our various musical influences from underground genres other than ska, all while preserving the core and essence of those genres and not having either be diluted by the other. The idea of “ska punk” and “ska core” would lead one to believe that it is a simple mix of genres but what winds up happening with a lot of the bands labeled as either is that in supposedly mixing these genres they water down and weaken each element so that the “ska” sure as hell doesn’t sound like ska, the “punk” sure as hell doesn’t sound like “punk”, and the “hardcore” sure as hell doesn’t sound like hardcore. But I also think that part of the reason for this is a lack of basic understanding and knowledge of these genres and their true core origins on the part of some of these “ska punk” and “ska core” and “3rd wave” bands.

What happened to ska after it’s introduction to the mainstream in the 90’s was pretty horrifying for me, personally. And I try to avoid that at all costs while at the same time mixing it up as much as possible and not being relegated to one or 2 styles or sounds.

jenrobunion

Amerykańska kultura ma długie i imponujące tradycje komediowe (zarówno na scenie jak i w telewizji) i muszę przyznać, że tekstowo jesteście jedną z najzabawniejszych i najbardziej błyskotliwych kapel jakie znam, tylko proszę bez „Co to znaczy zabawny?” Pesci’ego. Skąd te poczucie humoru? Macie jakiś ulubionych komików, którzy was inspirują? Jakieś ulubione seriale komediowe, które wpisują się w wasze poczucie humoru?

Rev Sinister: Humor był dla mnie zawsze ważnym narzędziem, już od dzieciństwa. Sądzę, że umiejętność rozmieszania ludzi to potężna rzecz. Łatwo jest wprawić kogoś w rozpacz czy jakiś negatywny stan albo pogłębić czyjeś już istniejące nieszczęście, ale umieć rozśmieszyć kogoś jest rzeczą wielką, bez względu na środki. Uważam, że gdyby więcej ludzi się śmiało i podchodziło do swoich przekonań z pewną dozą humoru i otwartością na świecie byłoby mniej problemów. Ta filozofia jest mi bliska i przenika do tekstów, obojętnie czy śpiewam o rzeczach poważnych czy czymś i tak już zabawnym. Chociaż przez te wszystkie lata było bardzo wielu komików i artystów, którzy mi się podobali i których doceniałem to trudno mi wymienić jakieś konkretne nazwiska, które były dla mnie inspiracją. Mój humor bardziej bazuje na zdarzeniach i ludziach z mojego życia niż na znanych nazwiskach. Jeśli zaś chodzi o telewizyjne programy komediowe, które doceniam i przemawiają do mnie to wymienię ”Chappelle Show”, “Family Guy”, “South Park”, “The Simpsons” i inne programy, które o rzeczach, które dla niektórych ludzi są poważne i święte mówią językiem humoru, satyry, sarkazmu i polewki. Doceniam też artystów satyrycznych takich jak Weird Al Yankovic z talentem do parodii, co niektórzy mogli zauważyć po naszych parodiach “Skins Don’t Cry” czy “Pants Music”.

- American culture has a long and impressive tradition of comedy (be it stand-up or TV shows) and I must say lyrically you are one of the funniest and wittiest bands around and please don’t go Joe Pesci on me with „funny how?”. Where does it come from? Do you have any favorite comedians you draw inspiration from? Do you have any favorite comedy TV series that fits you sense of humor best?

Rev Sinister: Humor has always served major purpose with me since my childhood. I think making people laugh is a powerful thing. It seems to take less and less to make someone miserable and negative or add to their existing misery and negativity, but making someone laugh is a profound thing, no matter how simple or complex the means. I think if more people laughed and took themselves and some of their “issues” or “causes” a little less seriously and with a more open and light hearted perspective then there would be far less trouble in the world than there is. That philosophy just naturally exists within me and so it tends to be incorporated in my lyrics, be they about a serious topic or something that it already silly.

While there are numerous comedians and performers who I’ve enjoyed and appreciated over the years, I cannot think of any in particular that I draw inspiration from. More of my humor based inspiration likely comes not from celebrities but from people and experiences in my life.

But as far as current/recent comedic TV shows that I appreciate or speak to my sense of humor, “Chappelle Show”, “Family Guy”, “South Park”, “The Simpsons”, and any other shows that are able to apply humor, satire, sarcasm, and hilarity to topics that people find serious and sacred are right up my alley. I also appreciate satirical artists such as Weird Al Yankovic who have talent in parody, as one might note in some of the parody material HCS has done such as “Skins Don’t Cry” and “Pants Music”.

Uwielbiam sposób w jaki rozprawiacie się z rasowymi stereotypami w swoich tekstach. Temat poważny, a mimo to udaje się wam przekazać swoje przesłanie za pomocą humoru. Kawałki „Wholottamulatto” czy „Little Julie Swastiska” są tutaj świetnymi przykładami. Ten ostatni kawałek przywodzi mi na myśl „KKK Bitch” Body Count. Czemu w ogóle czuliście potrzebę pisania na ten temat w takiej kapeli? Jesteście kapelą ska i rasiści raczej was nie słuchają, ani nie chodzą na wasze koncerty.

Jak już mówiłem wcześniej, to jest jeden z tych tematów tabu, które według mnie idealne pasują do rozprawienia się za pomocą humoru. Każda ze stron sporu robi z rasizmu jakąś wielką sprawę. Obie strony mnie śmieszą. Pogląd, że rasizm jest obrzydliwy, ignorancki, idiotyczny i warty śmiechu jest dla mnie czymś oczywistym i jeśli ktoś jest „przeciwnikiem rasizmu” nie jest dla mnie żadnym wielkim bohaterem. Uważam też, że takie pryncypialne podejście do kwestii rasizmu nobilituje głupich i żałosnych rasistów, a nie zasługują na to. Pogląd, że ktoś jest lepszy lub gorszy ze względu na rasę jest tak kretyński, że zasługuje tylko na szyderstwo i wyśmianie. Sądzę, że polewka z rasizmu i rasistów jest znacznie skuteczniejsza niż protesty. Śmianie się i poniżanie rasistów wkurzy ich bardziej niż nasze oburzenie czy uwaga.

Nie czuję się szczególnie zobligowany to poruszania tematu rasizmu, ale nie mam też ciśnienia by go unikać. Jeśli przyjdzie mi go głowy tekst, który jest akurat o rasizmie i jest zabawny to super. Żaden z tekstów, które piszę nie jest pisany pod żadną konkretną publikę, przed którą gramy. Są to po prostu wytwory mojej chorej wyobraźni.

- I love the way you deal with racial stereotypes and prejudice in your lyrics. It’s a serious topic, yet you’re able do put your point across using humor. Your song „Wholottamulatto” is one example, the other being „Little Julie Swastiska”. The latter reminds Body Count’s „KKK Bitch” a lot. Why do you feel the need to cover this topic at all in a band like HCS? I mean, it’s a ska band, you’d think that racism is a non-issue for people who come to listen to music and go to your shows.

Rev Sinister: Like I was saying before, yes, it’s just another “taboo” topic that I see as ideal for applying humor to. Everybody makes such a big deal about racism on either side of the view on it. And I find each side equally as ridiculous. Realizing that racism is abhorrent, ignorant, idiotic, and laughably ridiculous is just such common sense to me that I don’t find anyone who “stands against” it to be special or some kind of hero. And I feel that taking such a serious and sensitive stance on and approach to addressing racism gives the dumb, pathetic racists an empowerment that they do not deserve. The idea that anyone is better or worse simply due to their race is such a moronic notion that it should be laughed at and joked about. I think that mockery of racism and racists provides more of a diminishing defeat than screaming and crying about it. Laughing at and humiliating racists will render them more impudent than giving them emotional reaction and attention.

I don’t necessarily feel a need to cover the the topic of racism, but I certainly don’t feel the need to avoid it either. And if some lyrics pop into my head that happen to be about racism and happen to be hilarious then, fantastic, so be it. And every song I write isn’t necessarily tailor made for any particular types of people who attend HCS shows. Some of them are just a manifestation of whatever may pop up in my twisted mind.

Innymi tematami, które często przewija się przez wasze teksty są związki i seks. Skąd to się wzięło?

Rev Sinister: Seks i „miłość” to tekstowe standardy w każdym gatunku muzycznym. Nie wydaje mi się więc, aby nasze teksty na te tematy brały się z jakiś konkretnych osobistych doświadczeń. Jest to po prostu temat, który daje sporo radości i pola do popisu. Niektóre kawałki, tak jak wszystko co piszę, mogą mieć źródło w moich przeżyciach. Inne z kolei dotyczą ogólnych zjawisk czy idei.

- The other prominent theme that runs through a lot of your lyrics are romantic relationships and sex. Where is that coming from?

Rev Sinister: Sex and “love” have long been common themes in every kind of music. So I don’t know that my writing about them comes from any particular personal place, but it is another area that can be fun to write about and put my own twist on. Some of the songs, like any of the songs I write addressing any topic, are inspired by personal experience for sure. And others are just a general addressing of a concept or idea.

Kawałki takie jak „Chatterbox” mówią o ludziach rozsiewających plotki i obrabiających dupę za plecami. To wynik waszych osobistych i zespołowych przeżyć?

Rev Sinister: „Chatterbox” bardziej dotyczy powszechności wszechobecnego obrabiania dupy i braku odpowiedzialności za takie akcje czyli zjawisk, które pojawiły się wraz z nastaniem Internetu. Ten kawałek napisałem w późnych latach 90-tych, gdy byłem jeszcze w Inspecter 7. Na Youtube są może jeszcze z dwa nagrania, gdy gramy ten kawałek na żywo z Inspecter 7, choć został on nagrany dopiero na płytę Hub City Stompers. Tekst dotyczy ogólnego zjawiska, choć jest też poniekąd zainspirowany pewnym konkretnym osobistym doświadczeniem. Gdy w latach 90-tych naprawdę zaczął się szał na Internet, czaty i fora, nie byłem do końca w temacie, czego nie można było powiedzieć o ludziach młodszych i bardziej kumatych ode mnie. Bardziej słyszałem o tym, co się tam wypisuje niż sam czytałem, bo nawet nie wiedziałem, gdzie szukać informacji na Internecie. Pewnego razu poinformowano mnie o tym, że ktoś wypisuje o mnie obraźliwe rzeczy na mój temat na publicznym forum internetowym. Na pewno nie było to pierwszy ani ostatni raz, gdy ktoś mnie oczerniał. Dorastałem jednak w przeświadczeniu, że ludzie ponoszą jakieś konsekwencje takiego działania, a nie chowają się za klawiaturą. Łatwość i jawność takich akcji wobec mnie i nie tylko była dla mnie szokiem. W latach 80-tych i 90-tych było dla mnie czymś niewyobrażalnym, żeby takie sytuacje miały miejsce w scenie hardcore w New Jersey i Nowym Jorku. Jak obrabiałeś komuś dupę, na następnym gigu dostawałeś wpierdol od osoby, którą szkalowałeś. Wtedy zawsze spotykały ciebie konsekwencje i odpowiedzialność za takie działania. No więc był taki frajer, wokalista innej kapeli ska, która czasami otwierała gigi mojej zespołu (wtedy był to Inspecter 7), który wygadywał na mój temat niestworzone rzeczy. Jak można było przewiedzieć niedługo po tym nasze kapele grały wspólny koncert i spotkałem go. Gdy zorientowałem się, że to chucherko, nie chciałem spuścić mu wpierdolu, ale chciałem też żeby jakoś odpowiedział za swoje czyny. Wziąłem go na bok do pomieszczenia dla kapel z dala od innych skinów żeby nie dostał po ryju od 20 gości i zacząłem wyjaśniać z nim sprawę. Poniżyłem go słownie i troszkę obiłem. Skarciłem gościa i dałem klapsa tu i tam. Po pierwszym plaskaczu ktoś by mógł pomyśleć, że dźgnąłem go nożem. Zaczął się pocić, zbladł, rozłożył na podłodze i zaczął błagać. Wtedy zdałem sobie sprawę, że gość zupełnie nie był przyzwyczajony do fizycznych konfrontacji. Zacząłem się zastanawiać dlaczego ktoś może otwarcie obrabiać komuś dupę skoro na pewno będą jakieś konsekwencje takich działań. Zrozumiałem, że coś takiego jak odpowiedzialność za swoje słowa i ewentualna fizyczna zemsta w ogóle nie przeszły mu przez myśl. Nie mogłem tego pojąć. Pojawiło się całe pokolenie ludzi, którzy się tak zachowywali. Pierdolisz głupoty na necie i jedyna reakcja też ograniczy się do Internetu. Takie podejście było mi zupełnie obce. No więc musiałem o tym napisać kawałek.

- Songs like „Chatterbox” deal with backstabbers and rumor-mongers. Is it based on your experience as a band or individual?

Rev Sinister: “Chatterbox” is more so about the prevalence of rampant shit talk and the perceived lack of accountability for it that came along with the onset of the internet. I actually wrote that song back in the late 90’s while I was in Inspecter 7. In fact there may be a youtube video or 2 out there of Inspecter 7 performing it back in the day, though it wasn’t recorded until the first Hub City Stompers record.

It’s about that general concept I mentioned but was also inspired somewhat by a specific experience I had. When the internet and chat rooms and boards and forums first started really taking off in the 90’s, I wasn’t exactly in tune with all the technology at the time and it seemed that other younger and more technologically adept people were. So I’d more so hear about things that were on the internet as opposed to actually see them, as I barely knew where the hell to look. But in one instance, I was alerted to someone saying a bunch of insulting things about me on a public internet forum. Now it certainly was not the first, nor last, time that someone had talked shit on me. But I came up rather accustomed to the concept of people being held accountable in one way or another when they talked shit about people and having to face some sort of consequence, as opposed to anonymously hiding behind some screen name. The free and open manner in which this rampant shit talk, not just about me but in general, exploded online was truly mind blowing to me. I mean, I couldn’t imagine coming up in the NJ/NYC hardcore scene of the 80’s and 90’s as I did and just running around talking rampant shit about other people in the scene. People like that used to simply get their asses kicked when the subject of their shit talk found them at the next show. There were always consequences and accountability when things like that would happen back then. And here’s this dorky ska nerd, who happened to be the singer of another band who would occasionally open for my band (Inspecter 7, at the time), talking all this horrendous shit on me. So, sure enough, our bands wound up on a show together not too long after that and I ran into this guy. When I realized who he was and that he was a smaller nerdy fellow I didn’t want to just all out jump him, but at the same time he had to answer for it in some way. So I took him aside back in the band room, away from all the other skins so he wouldn’t get jumped 20 on 1, and I addressed the issue with him. All I did was verbally humiliate him and smack him around a little. It was pretty much like a scolding with a few smacks here and there. But after the first time I struck him with just an open handed slap, you would have thought I’d stabbed him or something. He went clammy and pale and crumbled to the ground begging. And I realized that this was someone very unaccustomed to physical confrontation. And that just made me wonder why on earth he would so openly talk shit in such a public manner when surely there would be some sort of being held accountable for it. And then I realized that the the idea of being held accountable and there being some sort of physical retribution literally never even occurred to him. I was truly baffled by that notion. There was now this whole new generation that conducted things like that. Just talk any shit you want and the only consequence you ever have to deal with is online. It was so alien to me.

So, yeah, I had to write a song about it.

20140802HubCityStompers_0020a(1)

- Niektóre wasze taksty (np. „Ska Train To Dorkville”) mówią o scenie ska i krtytykujecie wiele trendów i frakcji związanych z tą sceną. Co was najbardziej boli jeśli chodzi o scenę ska?

Rev Sinister: „Ska Train To Dorkville” to mój atak na pewne niefortunne elementy na scenie ska, które pojawiły się w drugiej połowie lat 90-tych wraz z komercjalizacją ska, o której mówiłem wcześniej. Nie chodziło o samo istnienie tych elementów, ale o próby przejęcia i redefinicji ska bez patrzenia się na przeszłość gatunku. Muzyka i style zawsze ewoluują. Zawsze. Nie da się tego zatrzymać i nie musi to być zła rzecz. Problem zaczyna się wtedy, gdy wraz z ewolucją pojawia się ktoś z ignoranckim, eliciarskim, wykluczającym podejściem. Pojawiło się sporo ludzi chcących zmonopolizować i przedefiniować cały gatunek ska wprowadzając rozwodnione, monotonne i pozbawione polotu patenty. Ten trend był wszechobecny. A jeśli się z nim nie zgadzałeś czekał cię ostracyzm. Jako członek zespołów otwartych na skinheadów i scenę skins ostracyzm nie był dla mnie niczym nowy. Jednak na pewno nie miałem zamiaru potulnie tego znosić. Stąd wzięło się „Ska Train To Dorkville”.

Kawałek był chwalony, ale i, co oczywiste, potępiany, przez niektórych postrzegany jako „kontrowersyjny”. To w ogóle dziwne i zabawne, bo pierwszy kawałek napisany przez nas jako Hub City Stompers „Night Of The Living” był jeszcze bardziej krytyczny wobec sceny ska niż „Ska Train To Dorkville”. Ale zdaje się, że z powodu brak słów „fuck” i „dork” nie cieszył się taką uwagą.

Ska Train To Dorkville” sprawiło, że ludzie myślą, że Hub City Stompers są eliciarzami, którzy są ograniczeni, stricte tradycyjni, przeciwni trzeciej fali, anty-ska-punk, anty-ska-core. Nic bardziej mylnego. Jestem nam bardzo blisko, muzycznie i towarzysko, do kapel z tych nurtów, takich jak Mephiskapheles and Voodoo Glow Skulls. I każdy kto posłucha naszej muzyki wie, że sami jesteśmy zespołem ska-punk i ska-core.

Krytykujemy innych raczej za ich postawę i błazenadę niż za styl, który uprawiają. Na przykład ta cała plaga „ska dork”, o której pisaliśmy w „Ska Train To Dorkville”, jest już znacznie bardziej powściągliwa niż, gdy powstawał ten uwtór. W ostatnich latach odbiło to w inną stronę, eliciarskich, hipsterskich, tradycyjnych kapel „rocksteady”. I też nas to wkurwia… Chyba będą musiał teraz o tym napisać tekst.

- Some of your lyrics (like „Ska Train To Dorkville”) talk about the ska scene and you seem to be critical of lot of the trends and factions within it. What would be your biggest criticism as far as ska scene is concerned?

Rev Sinister: “Ska Train To Dorkville” was my own backlash against some unfortunate elements within the ska scene that became prevalent after that mid-late 90’s main streaming of ska that I mentioned earlier. It wasn’t simply the existence of these elements that bothered me, but more so their efforts to hijack and essentially redefine ska in their own narrow minded terms, completely ignoring every aspect of ska that had come before them. Music and styles will always evolve… Always. There is no stopping that and it’s not always a bad thing, necessarily. But when any part of that evolution comes along with an ignorant, elitist, exclusive attitude then there is a problem. Large groups of people were seemingly trying to monopolize and redefine the very genre of ska with this watered down, monotonous, pedestrian, formulaic crap. And it seemed to be everywhere. And if you weren’t on board with it you were ostracized. Being in bands that had always embraced skinheads and the skinhead scene, I was no stranger to being ostracized. But I sure as hell wasn’t going to sit passively and quietly about it. And “Ska Train To Dorkville” was the result.

That song has received both praise and, obviously, damnation, and it looked at as so “controversial” by some people. And I find that funny and odd because the very first song officially written by Hub City Stompers, entitled “Night Of The Living”, was much more damning and critical of the ska scene as a whole than “Ska Train To Dorkville”. But I guess it didn’t have the words “fuck” and “dork” in it so it didn’t get as much attention.

Because of “Ska Train To Dorkville” people seem to think that Hub City Stompers are these narrow minded, strictly trad, anti-3rd wave, anti-ska-punk, anti-ska-core elitists. And that could not be farther from the truth. We have close affinity for and relationships with, both personally and musically, bands who could be labeled so such as Mephiskapheles and Voodoo Glow Skulls. And anyone who listens to Hub City Stompers will clearly realize that we ourselves are ska-punk and ska-core.

So we’ll call people out on attitude and other shenanigans before we necessarily call them out simply on style. For instance, that “ska dork” plague we addressed and lampooned in “Ska Train To Dorkville” is much more subdued than it was back at the time we wrote the song. And now it seems over the past few years there’s been more of a backlash in the other direction with these elitist, hipster, trad, “rocksteady” bands. See, that’s pissing us off too…. Guess I’ll have to write a song about that now.

2272220220103644483S600x600Q85

- Macie przezabawny kawałek „Mass appeal”, który ma dość poważne przesłanie o tym, jak oczekuje się od kobiet by wyglądały w pewien konkretny sposób i o tym, jak media i marketingowcy narzucają nam swoje standardy piękna. Czy mógłbyś rozwinąć swoje poglądy na ten temat?

Rev Sinister: Cieszę się, że zrozumiałeś głębsze przesłanie tego kawałka, a nie odebrałeś go tylko jako piosenki o tym, że „lubię grube laski”, co niestety zdarza się często. Tak się składa, ze osobiście czuję pociąg i słabość do kobiet o większych rozmiarach. Ten kawałek idzie jednak dalej, bo zadaję pytanie „I co z tego? Kogo to obchodzi?”. Ten fakt w ogóle nie powinien być tematem dyskusji ponieważ piękno nie jest czymś, co jest ustanawiane przez opinię publiczną. Piękno definiuje każdy z nas na swój własny użytek. Koniec dyskusji. Możesz też myśleć o „Mass appeal” jako o sprzeciwie wobec „utartej mądrości”, że chude równa się piękne i wszystko, co odstaje od tej formuły jest mniej piękne. Nie twierdzę, że chude kobiety nie są piękne, choć osobiście mnie nie pociągają. To tylko moje zdanie. Nie narzucam nikomu swojego zdania w temacie piękna. I powinno to dotyczyć wszystkich, a już na pewno przemysłu modowego i mediów. W kobietach mogą pociągać mnie różne rzeczy, które dla innych nie będą ciekawe, to normalne. Nikomu jednak nie pozwolę dyktować mi czym jest piękno. Nikt nie powinien się na to godzić.

- You have a hilarious song called „Mass appeal” which, I think, puts across a very serious point about how women are expected to look certain way and how media and marketing companies are pushing certain standards of beauty. Could you tell us something more about your views on that topic?

Rev Sinister: I’m glad you picked up on the deeper meaning of the song and didn’t simply look at it as a “I like fat chicks” song, as many people unfortunately tend to do.

I personally do happen to have an affinity for and attraction to thicker and bigger bodied women. But the song goes beyond that to basically say “So what? Who cares?” That fact shouldn’t even have to have attention put to it because beauty is not to be generally defined by the public. Beauty is defined by each individual person and how they see it. And that is that. You can consider “Mass Appeal” a backlash as well, against the so-called “conventional wisdom” that skinny equals beautiful and anything else is less than beautiful. I’m not saying that skinny is not beautiful, but it certainly isn’t for me. And that’s just me. I don’t’ impose my views on anyone else, regarding what I find beauty to be. And neither should anyone else, much less fashion industries and the media. I have a physical preference for and find several other things beautiful on women which other people may not, for sure. But I’ll be damned if I’m going to allow someone to dictate to me what beauty is. Nobody should allow that.

- Gracie koncerty z przeróżnymi kapelami. Jaka publika najlepiej reaguje na waszą muzykę? Co najbardziej lubicie w graniu na żywo?

Rev Sinister: Wydaje mi się, że kwestia najlepszej publiki bardziej zależy od geografii niż demografii. Bardziej chodzi o to, gdzie grasz niż dla kogo. Ale zawsze wolę grać koncerty mieszane gatunkowo niż typowe ska sztuki. Najlepsze reakcje są na tych pierwszych. Bardziej doceniam takie koncerty, pewnie przez te wszystkie wpływy w naszej muzyce, co odpowiada publice. Granie dla skinów, punków, rasta, fanów ska, hardcore’owców, modsów i tak dalej jest lepsze niż granie tylko dla jednej grupy ludzi. Muszę znaznaczyć, że najlepsze reakcje publiki mamy i najlepiej się czujemy na koncertach, gdzie jest sporo skinheadów. Nie ma nic lepszego, gdy jesteś w stanie zaprezentować swoją muzykę na żywo przed publiką, która karmi się twoją energią i oddaje tobie swoją.

- You play gigs with a lot of different bands. In your experience, which crowds have been the most responsive and receptive during your shows? What’s the best part about playing live in your opinion?

Rev Sinister: I feel like the distinction between which crowds have been best and most responsive has been more of a geographic thing than a demographic one. And that is has varied more with shows in different places than with shows with different kind of people.

But I always prefer mixed-genre shows to straight up ska shows. The response always seems to be best at those. I certainly appreciate shows like that more, given all the various influences in our music, and I think we go over well with that broader spectrum of crowd because of that too. Playing to a bunch of skins, punks, dreads, ska kids, hardcore kids, mods, or whatever will always be a preference to just playing to just one group. Though, admittedly, the scenes which have the best shows crowd response wise that we enjoy the most tend to be skinhead heavy scenes.

There’s nothing like being able to have the music you’ve created as a band manifest live in front of people and have a crowd feed off your energy and enthusiasm and feed it back to you.

hubcitystompers_starlandballroom_07

- Jak element skinostwa wpisuje się w kapelę? Niektórzy z was są skinami, zgadza się? Jak trafiliście do tego ruchu? Czy skini przychodzą na wasze koncerty?

Rev Sinister: Choć nie jesteśmy kapelą czysto skinowską, jak wielu zdaje się sądzić, ale wszystkie kapele, w których byłem, Inspecter 7, Steel Toe Solution i Hub City Stompers, mile widziały skinów jako publikę i przyjaciół. I zgadza się, sam dojrzewałem w scenie skinheads. Zacząłem bujać się ze skinami w 1987 i sam zostałem skinem przed 1990 rokiem. Choć jest to subkultura młodzieżowa i sam nie jestem już młodziaszkiem to nadal siedzę w tej subkulturze i scenie. Oprócz mnie w ruch zangażowali byli także Jenny Whiskey i Pip. Ja do ruchu trafiłem przez scenę hardcore w New Jersey w latach 80-tych. Jenny i Pip trafili do ruchu swoimi drogami, bo nie są tak starymi prykami jak ja. Liczba skinów na naszych gigach zależy od tego, co to za koncert, ale zawsze się trafiają.

- How does the skinhead factor play into the band? Some of you are skins, right? How did you get involved in the movement? Do you get a lot of skinheads at your gigs?

While we are not a skinheads-only band as some people seem to think, all bands I’ve ever been in, Inspecter 7 and Steel Toe Solution and Hub City Stompers, have always embraced skinheads as fans and friends. Part of this is because I came up in the skinhead scene myself, yes. I started hanging out with skinheads in 1987 and was skinhead myself by 1990. And granted it’s a youth subculture and I am far from being a youth, I am obviously still in the skinhead lifestyle and scene.

The only other band members other than myself that have been skins at one point or another are Jenny Whiskey and Pip.

I got into it through coming up in the NJ hardcore scene in the 1980’s. Jenny & Pip each through different means I’m sure, as they aren’t so much old farts as I am.

The amount of skins varies at our shows depending on what kind of show it is, but they are usually a presence, yes.

- Bez obrazy, ale wasze okładki nie są zbytnio wyszukane. To celowe działanie czy po prostu macie gdzieś, jak wyglądają wasze płyty?

Rev Sinister: Haha… jestem ciekaw czy któryś z grafików trafi na ten wywiad! Sam nie wiem, raczej skupiam się na tematyce niż na wyszukaniu, gdy planuję okładki naszych płyt. Poza tym sami też nie jesteśmy szczególnie wyszukani. Może to rzutuje na jakość naszych okładek. Jak mówiłem, nie uważam, aby którakolwiek z naszych okładek była aż tak zła, ale bardziej interesuje mnie to jak ludzie odbierają muzykę, a nie grafikę.

- No offence, but you don’t get too sophisticated about the covers of your releases. Is it that you don’t really care about what’s on the cover or maybe they are trashy on purpose?

Rev Sinister: Haha… I wonder if any of the designers will catch this interview! I don’t know, I tend to focus more on theme than sophistication when it comes to articulating ideas for CD artwork. And it’s not like we have all that a “sophisticated” image in the first place. Perhaps that translates into the final product. But yeah, not that I think any of our covers are THAT bad, but I’m more concerned with how people view the CD’s music than the CD’s artwork.

20140802HubCityStompers_0623

- Są jakieś szanse na zobaczenie was w Europie w najbliższej przyszłości?

Rev Sinister: Mieliśmy ogromne szczęścia grać trasę po Europie (z The Toasters) w 2007 roku. Niestety od tamtego czasu nie mieliśmy szczęścia tam wrócić. Próbowaliśmy, ale ogranięcie samemu logistyki i finansów nie jest łatwym zadaniem. Nie było też żadnych ofert, które by nam w tym pomogły. Nie tracimy jednak nadzieji! Europa była fantastyczna.

- Any chances of seeing you guys in Europe any time soon?

Rev Sinister: We had the great fortune to tour Europe (with The Toasters) in late 2007. But we have not been lucky enough to come back since. We’ve wanted to come back in the worst way but it’s not an easy endeavor, financially or logistically, to pull off on our own. And we have not had any offers that would assist us. So we’ll keep hoping til then! Europe was fantastic.

- Jakieś ostatnie słowa lub pozdrowienia?

Rev Sinister: Szacunek dla Dead Press za ten wywiad. Wypatrujcie Hub City Stompers. Będziemy robić swoje, jak zwykle, grając na festiwalu Midwest Live & Loud w maju, a następnie w Vegas, Kalifornii i Meksyku w lipcu. Chcemy też w tym roku wydać nową płytę i w końcu wydać część naszego materiału na winylu. Jeśli jesteś nami zainteresowany możesz śledzić nasze poczynania na następujących stronach:

- Any final thoughts or shout outs?

Rev Sinister: Props to you, Dead Press, for the interview.

Be on the lookout for HCS. We’ll be out and about, as usual, hitting Midwest Live & Loud fest in late May, and Vegas, California, and Mexico in July. We’re also looking to get a new record out this year, and finally release some of our stuff on vinyl as well.

For anyone looking to follow or be in the know:

https://www.facebook.com/hubcitystompers
http://www.reverbnation.com/hubcitystompers
http://hubcitystompers.bandcamp.com/
https://myspace.com/hubcitystompers
https://twitter.com/hubcitystompers
http://en.wikipedia.org/wiki/Hub_City_Stompers

Rozmawiał Michał