THE STUBS – Social death by rock’n’roll LP
Instant Classic 2014

Trzecia płyta warszawskiego tria z maską meksykańskiego zapaśnika w logo nie przynosi rewolucji. Nie ma nawet małych zamieszek, choć muzyka niewątpliwie nadawała by się do nich jako soundtrack, szczególnie jeśli miały by miejsce na południu USA.

The Stubs konsekwentnie i z godnym podziwu uporem podąża raz obraną drogą doprowadzając do perfekcji swojego brudnego rock’n’rolla. Jeśli słyszeliście ich poprzednie płyty i wam się podobały to zakochacie się w „Social death by rock’n’roll”. Ta płyta jest chyba ich najlepszym i najdojrzalszym jak do tej pory wydawnictwem i każdy kto jarał się tym zespołem wcześniej teraz będzie się jarał jeszcze bardziej. Jeśli jest to zaś wasz pierwszy kontakt z tym bandem to postaram się pokrótce opisać z czym mamy do czynienia.

Swoją muzykę kapela określa mianem „low budget rock’n’roll” i jest to moim zdaniem cholernie trafny opis twórczości The Stubs. Materia dźwiękowa tworzona przez tych trzech gości uderza minimalizmem oraz odniesieniami do historii rockowej muzyki, które sięgają dużo dalej niż mityczny rok 1977. Instrumentarium jest maksymalnie uproszczone: gitara, perkusja i bas – czasem pojawiają się jeszcze klawisze gościnne dogranie przez pana Klimczaka, choć są one zaledwie ozdobnikiem. Głównym sprawcą wyjątkowości Stubsów jest moi zdaniem Tomek Szkiela a dokładniej jego styl gry na gitarze oraz sposób śpiewu. Tomek grając na gitarze przywodzi na myśl Jimiego Hendrixa który dołączyłby do Motorhead – z jednej strony gra zgrabne bluesowe bagienne melodie a z drugiej atakuje rock’n’rollowym hałasem. Sekcja rytmiczna elegancko wszystko podbija i daje punkowego kopa co dodatkowo potęguje surowa i lekko garażowa produkcja. Charlie Harper twierdził, że punk rock to po prostu inny rodzaj bluesa. Osobiście nie bardzo się z nim zgadzam ale Stubsi udowadniają, że jest w tym stwierdzeniu ziarno prawdy.

Ciężko by mi było wybrać najlepsze utwory z tej płyty, gdyż jest ona bardzo równa i słucham jej jako zamkniętej całości, ale jeśli już bym musiał to skłaniał bym się w stronę tych wolniejszych i bardziej melancholijnych utworów jak rewelacyjny „Evil just like that” czy ogniskowa wersja znanego z poprzedniej płyty „Busted”. Te szybsze rock’n’rollowe petardy jak tytułowy „Social death by rock’n’roll”, „Blood and hate” ze eleganckim, melodyjnym otwierającym i zamykającym utwór riffem czy singlowy „Salvation twist” (obejrzyjcie teledysk!) są również super, podobnie zresztą jak i cała reszta.

Mam duży szacunek dla The Stubs za konsekwencję objawiającą się w każdym aspekcie funkcjonowania zespołu począwszy od „scenowego” podejścia, oprawy graficznej czy w końcu granej muzyki. Szacunek należy się im również za systematyczne i w miarę regularne wydawanie kolejnych płyt, szczególnie gdy są one tak dobre jak „Social death by rock’n’roll”. Dla mnie jest to jedno z najlepszych wydawnictw końca 2014 roku.

Wiktor Rykaczewski