NA ZEWNĄTRZ „Koniec 13″
BUREK! DOBRY PIES „Pamiętajcie o ogrodach”
Split CD, wydanie własne 2013

Split inauguruje Na Zewnątrz, kapela zdradzająca fascynację i punkiem i metalem. Mimo wielu chęci nie udało mi się zapałać choć odrobiną sympatii do efektu. Prostackie pomysły, mało chwytliwe riffy i zagrywki udające hewimetalową wirtuozerkę w jednostajnym do bólu, łupanym rytmie bębnów niczym z najlepszych lat królowania punkopolowej chałtury. Z kawałka na kawałek zmienia się niewiele; obok inspiracji metalowych pojawiają się anarchopunkowe, a na koniec streetpunkowe: surowe i prymitywne jak świat agroskina. Dosadny i uparty wokal maltretuje słuchacza w kolejnych schematach. Jeśli numer jest bardziej uliczny, to oczywiście tekst traktuje o piciu i bójkach. W kawałkach bardziej metalowych pojawiają się brylanty poezji typu „żelazny krąg na dnie pentagramu”, a poza tym pełno punkrockowej sztampy „Anarchia w środku mojej głowy”, „Nikt nie ma prawa decydować o twoim życiu”, czyli wszystko co już kiedyś słyszeliśmy w o niebo lepszym wydaniu. Niełatwo dotrwać do końca materiału. Mimo drobnych różnic w manierze piosenek wszystkie są odegrane w tym samym, beznamiętnym stylu i ubarwione momentami nieznośnie nieudolnym zaśpiewem. Nie mam pojęcia komu mogłaby przypaść do gustu taka propozycja, mi z pewnością nie.

Znacznie lepiej prezentuje się kolejna ekipa, bezkpompromisowa załoga z Bieszczad. „Za szybko i za ostro” szczeka Burek Dobry Pies, ale ostrości i surowości aż tak wiele tu nie ma. Muzycznie to prosty i niedwuznaczny punk rock w klimacie jarocińskim, obowiązkowo wyposażony w refreny do skandowania i rytmiczne zwrotki. Jednym słowem nic, co mogłoby zaskoczyć nowatorstwem i wyrafinowaniem, jednak bez potknięć i nadmiernego prymitywizmu. Granie jest na dwie gitary, co trochę wzbogaca muzykę, dobre wrażenie robi też perkusja. W porównianiu do pierwszej kapeli z płyty bębny grają z wizjonerską finezją, mimo że tu też brakuje jakiś spektakularnych, muzycznych odkryć. Srogo podlewanego alkoholem prostactwa też nie ma, a zgrzebna surowość muzyki to doskonały stelaż dla pełnych goryczy „opisów przyrody” Polski B: brudnej, zacofanej, nieprzyjemnej, zatrzymanej gdzieś w niebycie między dworcami a bazarami. Band „zachwala” podróże koleją i spotkania z policją w tak szczery i dobitny sposób, że czuje się błoto pod stopami na krzywym chodniku, smród potu w osobowym i beznadzieję życia na zapuszczonej prowincji. Chyba nie było zespołu tak celnie oddającego realia życia ściany wschodniej, głodnej, pijanej i bez perspektyw. Burkowi Dobremu Psu przyznaję punkty za autentyczność, w dzisiejszym światku mutacji imitacji to bezcenna zaleta.

Stan.