Booze & Glory to zespół, którego nie trzeba przedstawiać nikomu, kto uważa się za fana oi! music i street punka. Jest to jeden z najciężej pracujących i jeden z najbardziej rozpoznawalnych współczesnych przedstawicieli ulicznej odmiany punk rocka na świecie. Zapewne każdy zainteresowany tematem wie również, że zespół ma sporo wspólnego z naszym krajem. Trzech z czterech założycieli Booze & Glory to Polacy. Co prawda jakiś czas temu dwóch naszych rodaków odeszło z szeregów kapeli, nie mniej jednak na posterunku pozostał Marek – gitarzysta i wokalista w jednym, któremu z okazji zbliżających się koncertów z okazji 20-lecia The Analogs, na których będzie można zobaczyć zespół w akcji, postanowiłem zadać kilka pytań.

Czołem Marek! Na początku zacznę od pytania, które na pewno nurtuje naszych czytelników. Dlaczego Booze & Glory nie jest już w 3/4 polskim zespołem?

Cześć, nie wytrzymali presji! Hahah! Tak na serio to oboje odeszli z powodów osobistych, że tak powiem powiększyli rodziny i po prostu czasu im nie starczało na weekendowe wyjazdy. Bartek wrócił do Polski, a Mario dalej jest w UK i ostatnio nawet pogrywa w Vas Deferens (grałem też z nimi na bębnach kilka lat temu)

Powiedz kilka słów na temat następców Bartka i Mariusza. Kim są, skąd pochodzą, gdzie wcześniej grali?

Tommy jest Szwedem i grał kiedyś w The Cliches i Clockwork Crew. Najpierw jak odszedł Mario poprosiliśmy go, wtedy mieszkał jeszcze w Londynie, żeby z nami pograł dopóki nie wróci do Szwecji. Wrócił 6 miesięcy później ale wszyscy stwierdziliśmy że spróbujemy to dalej ciągnąć z nim na bębnach , no i dajemy jakoś radę.

Bubbles jest Grekiem i pochodzi z Rodos. Przyjechał do UK 2 lata temu, akurat jak potrzebowaliśmy basisty. W sumie to on jest gitarzystą bardziej niż basistą, ale wziął co było akurat dostępne haha! Kiedyś grał w Seaside Rebels a ostatnio ściągnął swoich ziomków z Grecji do UK i właśnie wydali EP w Contra Records. Fajne granie warto sprawdzić.

Jak rozwiązujecie kwestie prób i ogólnie logistyki koncertowej? Chyba nie jest zbyt łatwo?

Tommy mieszka na stałe w Sztokholmie. Prób nie gramy generalnie. Staramy sie bukować koncerty co 2 max 3 tygodnie wiec każdy tam w domu coś pogra i spotykamy się na scenie. Jak jest dłuższa przerwa to wtedy Tommy przylatuje do Londynu na próbę w jakiś weekend. Mamy zaplanowanie wszystko na cały rok. Mieliśmy próbę w styczniu ostatnio, następna będzie w maju przed trasą i później pod koniec czerwca przed letnimi festiwalami. Nikt z nas nie ma czasu ani ochoty na regularne próby.

booze5

Wasza ostatnia płyta „As bold as brass” pojawiła się już ponad rok temu. Zbiera ona doskonałe recenzje i przez wielu, w tym i mnie, uważana jest za wasze najlepsze wydawnictwo. Jak ty ją odbierasz po tym czasie, kiedy minęła już pierwsza ekscytacja związana z wydaniem płyty?

Zgadzam się, że to nasze najlepsze wydawnictwo haha! Dużo potu zostało wylane podczas powstawania płyty – od pisania numerów, nagrywania, produkcję itd. Jesteśmy zadowoleni z tego co wyszło, ale tak jak mówisz, po roku czasu dostrzegam tam kilka rzeczy, które można było lepiej zrobić, inaczej zaaranżować itd., ale tego sie chyba nie da uniknąć.

Poza wydaniem trzeciej płyty rok 2014 obfitował dla was w całkiem sporo koncertów. Pokusił byś się o małe podsumowanie całego minionego roku? Co było w nim najlepsze i najgorsze dla Booze & Glory?

2014 to był zajebisty rok dla zespołu. Oprócz wydania płyty „As Bold As Brass” zagraliśmy koncerty w Holandii, Szwajcarii, Belgii, Rosji, Polsce, Austrii, Niemczech, Francji , Szwecji, Anglii i Hiszpanii. Co było najlepsze a co najgorsze? Wiesz, zawsze są lepsze i gorsze koncerty. Na przykład dla mnie jak mam grać na scenie bez barierek gdzie każdy kopie mój mikrofon to odechciewa mi się po pierwszym numerze, bo zamiast grać to skupiam sie na tym żeby nie stracić reszty zębów! Hahah! Albo jak Bubbles wypije za dużo i zapomina najprostszych numerów, wiesz takie rzeczy… Jakichś tam wielkich scenowych porażek chyba nie zaliczyliśmy. Zawsze jest git jak gramy gdzieś, gdzie jeszcze nie byliśmy. Na przykład w Rosji było zajebiście. Graliśmy w Moskwie i St. Petersburgu – jeden z lepszych weekendów w zeszłym roku. Fajnie też było jak graliśmy w Belgii na promie dla kibiców Standard Liege, albo w Marsylii z Cockney Rejects i Evil Conduct na 30-leciu ultrasów Olympique. Koncerty dla kibiców zawsze są zajebiste bo wtedy my praktycznie nie musimy śpiewać – oni za nas śpiewają. W listopadzie graliśmy w Lipsku w Niemczech z okazji wydania nowej płyty – takie spóźnione „release party”. Pamiętam jak 5 lat temu graliśmy w tym klubie jako support dla Toxpack i nikt tam prawie nie podszedł do sceny żeby nas posłuchać. W listopadzie graliśmy tam jako headliner i przyszło 600 osób. Fajne są takie doświadczenia J. Oprócz tego dogadaliśmy sie z M.A.D. Tourbooking z Niemiec, które teraz zajmuje sie bookowaniem naszych koncertów na kontynencie. Właśnie dzięki temu gramy np. na With Full Force gdzie co roku przychodzi ponad 30.000 ludzi.

Nowy rok zaczęliście z hukiem od koncertowej wizyty w Indonezji. Kurde, szacun ;). Jak wrażenia? Jak przebiegały koncerty? Sądząc po fotkach odbiór mieliście entuzjastyczny. Podobał się wam sam kraj?

Każdy pewnie widział te komentarze na internecie: „oi! From Indonesia”, „Indonesia Skinheads” itp. Przyznam że tak jak większość ludzi miałem niezły polew z tego. Ale to się kompletnie zmieniło po naszej wizycie w Dżakarcie. Dostawaliśmy bardzo dużo maili z Indonezji z zaproszeniami , ale nie traktowaliśmy ich na serio. Kiedyś odezwał się do mnie ziomek, który zorganizował koncert Last Resort w Indonezji. Chciał zrobić nasze koszulki i wydać kasetę. Nic w zamian nie zaoferował, ale sam fakt że zapytał czy może sprawił że od razu go polubiłem, bo jak wiadomo tam nikt nie pyta tylko po prostu robi i sprzedaje – zresztą nie tylko tam bo w Europie też się zdarza, ale to już inny temat. Przy okazji jakiegoś wspólnego gigu z Last Resort rozmawialiśmy z Roiem o ich koncertach w Indonezji no i nas przekonał. Przy średnich zarobkach w Indonezji – około 200$ miesięcznie wydatek 4500$ na nasze przeloty wydawał się nie do ogarnięcia. A jednak dali radę. Więc jak przysłali mi potwierdzenia przelotów to zadzwoniłem do linii Emirates żeby potwierdzić czy są prawdziwe. Mieliśmy grac 2 koncerty – Bali i Dżakarta, ale skończyło się na jednym. Ale za to jakim – ponad 700 osób – z Indonezji, Malezji, Japonii, Chin, Filipin, Tajlandii i Singapuru… To był jeden z najlepszych koncertów jakie miałem przyjemność grać. Dla tych ludzi zobaczyć zespół z Europy to naprawdę duże przeżycie i potrafią docenić fakt ze lecieliśmy 26 godzin w jedną stronę żeby wypić z nimi kilka butelek lokalnego likieru.

booze7

Jak odbierasz w ogóle tą całą azjatycką scenę skinheads? Można odnieść wrażenie, że jest ona bardzo silna i liczna.

Nie wiem czy jest silna, bo każdy tam ma max 160cm wzrostu ale na pewno jest bardzo liczna :). Dla mnie to był jakiś kosmos wcześniej, ale jak tam pojechaliśmy to zobaczyliśmy tych wszystkich ludzi – co drugi ma Lambrettę, raz w tygodniu jest impreza boss reggae/northern soul, jeden robi kasety, inny drukuje t-shirty, każdy coś robi – oni tym żyją i jedyne czego im brakuje to koncertów kapel z Europy czy US. Mamy poważne plany odwiedzić ponownie daleki wschód pod koniec tego roku albo na początku przyszłego – 2 tygodnie – Japonia, Chiny, Malezja, Singapur.

W maju jedziecie na trasę po USA. Też niezły wyczyn. Czego się po niej spodziewacie? Ekscytujecie się w ogóle jeszcze takimi wyjazdami?

Jasne że się ekscytujemy, szczególnie że nie graliśmy jeszcze w US. A czego się spodziewam? Na pewno utraty głosu bo 10 koncertów pod rząd to będzie wyzwanie. Dogadaliśmy się z pewnym człowiekiem, który między innymi współpracuje z The Adicts i to on właśnie nam tę trasę organizuje i będzie zajmował się koncertami Booze&Glory poza Europą. Współpraca na razie układa się bardzo przyjemnie bo ziom ma 100 pomysłów na minutę i jak tylko częściowo je zrealizuje to następne parę lat będzie dosyć ciekawych dla nas. Ale czas pokaże. Odnośnie trasy w Stanach to udało nam się wkręcić na 3 duże festiwale – Midwest Live&Loud w Milwaukee, Black’n’Blue Hardcore w Nowym Yorku(fest organizowany przez Freddiego z Madball ) i jeszcze jeden w Las Vegas, o którym nie za bardzo mogę mówić bo nas jeszcze nie ogłosili oficjalnie. Myślę, że będzie ok, trochę nas stresują koszty całej wyprawy no i ciekawy jestem jak nas odbiorą w Nowym Yorku na stricte hardcorowej imprezie.

Czy jak zakładałeś Booze & Glory kilka lat temu przeszło ci przez myśl, że w 2015 roku będziecie jednym z większych zespołów grających oi!/street punk na świecie? Przy odpowiedzi możesz śmiało porzucić skromność ;)

Nie wiem za bardzo co masz na myśli mówiąc że jesteśmy jednym z większych zespołów street punkowych. Pod jakim względem to oceniasz? Wiesz, my tej całej zabawy nie traktujemy jako wyścigu kto jest wyżej a kto niżej. Jasne że jak np. Lion’s Law nagrywa kolejny dobry numer to zaraz dzwonię do Liama i mówię – „Ty, wpadaj z gitarą trzeba coś nowego napisać bo nam Francuzi po piętach depczą” haha! Ale to oczywiście jaja są. My po prostu konsekwentnie robimy to co trzeba – wyznaczamy cel i staramy się go realizować. Jeśli ktoś w zespole powie – „ mam ważniejsze rzeczy na głowie niż Booze&Glory” to wypada z gry. Wiesz, za dużo pracy i wyrzeczeń poszło przez ostatnie parę lat. Ja nie byłem na wakacjach od 5 lat bo wszystkie dni wolne idą na koncerty. Połowa mojego domu jest pełna płyt, merchu, gitar, pieców itd… Dla każdego w zespole, zespół musi być na pierwszym planie i wszystko musi być podporządkowane zespołowi. Tylko wtedy każdy daje 100% i tylko wtedy odniesiesz sukces. My zaczynaliśmy dopiero niecałe 6 lat temu. Nie mieliśmy sławnych kolegów ani zaprzyjaźnionych wytworni, graliśmy koncerty dla pustych pubów i przez pierwsze 3 lata praktycznie dopłacaliśmy do tej imprezy. Teraz już jest ok – na 5 ofert koncertowych wybieramy jedną może 2, zależy od terminu. Ale tak jak mówię, na początku nie było łatwo.

Chciał bym zapytać o coś co nurtuje mnie odkąd zaczęliście być bardzo rozpoznawalni na street punkowej scenie. Czy myślisz, że gdyby Booze & Glory powstało i funkcjonowało w Polsce, grając muzykę na takim samym poziomie jak obecnie to stało by się tak znanym zespołem jakim jest obecnie?

Nie wiem. Możliwe. Ciężko powiedzieć. Jak się nie ubabrasz w polską scenę oi! z młotami Thora w tle to masz szansę. Moim zdaniem to jest tak – napisać dobre numery to oczywiście podstawa, ale reszta też jest ważna – musi być dobra grafa, musi być dobry label, trzeba grać festiwale nie tylko kluby, zrobić wideo i później już tylko promocja. My zagraliśmy tak, że w ciągu ostatnich kilku lat współpracowaliśmy z 6 czy 7 labelami, nasze CD wydajemy w UK a LP w Niemczech, ostatnią płytę wydaliśmy w 3 rożnych wytwórniach – Step 1 w UK , Contra Records i Sailors Grave Records (USA). Każda wersja płyty rożni się od siebie itd. To wszystko to jest promocja bo każdy label chce zarobić i pcha zespół gdzie się da.

Ważne jest robić to co trzeba i nie przejmować się opiniami tych najmądrzejszych, którzy w swoim nudnym jak pizda życiu max co osiągnęli to status admina na forum punkowym.

Gracie dosyć mało na waszym terenie. Zdecydowanie częściej można was zobaczyć na kontynencie niż w UK. Dlaczego? Jak w ogóle wygląda obecnie scena w Wielkiej Brytanii?

Ostatnio graliśmy mało w UK , a głównie ze względu na to, że mamy dużo dobrych opcji na kontynencie. Wiesz, jak my gramy około 20 koncertów rocznie to wybieramy te lepsze, większe kluby, w miejscach gdzie jeszcze nie byliśmy, albo gdzie już byliśmy ale było fajnie i gramy jeszcze raz J. W zeszłym roku zorganizowałem drugą edycję The Voice of Oi! W Londynie gdzie po raz pierwszy do Anglii ściągnęliśmy Perkele. Ciekawy jest fakt, że największy festiwal punkowy na świecie (Rebellion) próbuje ich ściągnąć od paru lat a mnie się udało do 300 osobowego klubu, więc tym większa satysfakcja haha! To był jedyny koncert w Anglii jaki graliśmy w 2014. Ale już w tym roku zagraliśmy jeden w Londynie i dwa następne zagramy latem – Punks Agaist Cancer festiwal w Derby i Rebellion w Blackpool.

Odnośnie drugiej części pytania to scena w UK jest jaka jest – jest dużo zajebistych ludzi i jest też dużo mądrali – generalnie jak wszędzie. Dużo starsi ludzie przychodzą na koncerty w Anglii w porównaniu np. z Niemcami. Dla wielu z nich punk rock kończy się na UK Subs czy Cock Sparrer i nie bardzo ich obchodzą młodsze zespoły. Ale jest chyba lepiej niż jeszcze parę lat temu. Jeśli ktoś ma ochotę zaliczyć koncert w UK to Rebellion w Blackpool jest najlepszym miejscem.

Jak wspominasz waszą pierwszą koncertową wizytę w Polsce sprzed kilku lat? Zagraliście wtedy trzy koncerty, które chyba w porównaniu do tego jak funkcjonujecie dziś były dosyć partyzanckie.

Pierwszy raz jak graliśmy w Polsce to był jeden koncert w Żorach z Horrorshow. Było git. W Żorach od kiedy pamiętam to koncerty były zajebiste. Szkoda że już nie ma. Rok później graliśmy znowu i wtedy była Warszawa i Żory. Potem Gdańsk, Wrocław, ostatnio Kraków z Cockney Rejects. W Polsce są zawsze dobre koncerty. Jeśli chodzi o partyzanckie warunki to się mylisz – partyzanckie to były koncerty w Paryżu, czy w Galicji. A już najbardziej nasza pierwsza mini trasa w Niemczech, gdzie w Chemnitz spaliśmy w garażu na podłodze.

booze4

Słyszałem, że na koncercie w Gdańsku spruło się do was kilku nazioli o to, że używacie na waszym merchu symbolu Trojana. Zresztą to nie jedyny atak na was z, nazwijmy to, głupszej strony sceny skinheads. Można chociaż wspomnieć nagranie „Booze & Glory are shit” gościa ukrywającego się pod ksywą Trolfront. Jak reagujecie na tego typu akcje? Jak myślisz, skąd one się biorą? Dotykają was one jakoś czy może macie wyjebane i spływa to po was?

Ludzie mówią, że Gdańsk ma swój klimat – cokolwiek mają na myśli. Tak, ktoś tam cos powiedział, ale nie było jakiejś wielkiej akcji z tego powodu. Ja nie rozumiem kogoś kto płaci kasę żeby iść na koncert tylko po to żeby mi powiedzieć, że im sie mój trojan nie podoba – a mówią, że w Polsce ludzie pieniędzy nie mają… Koncert organizowali nasi znajomi i generalnie było fajnie poza paroma małymi incydentami. Jak zaczęliśmy grać to jakieś 2 dziewczyny zaczęły się bić , normalnie jak w Jerry Springer haha!

A Trollfront…haha! Powiem Ci szczerze, że jak usłyszeliśmy ten numer co o nas nagrali to wszyscy naraz wybuchnęliśmy śmiechem. Dobry numer – chwyta za serce J. Nikt z nas się nie zagłębiał kto za tym stoi, ktoś tam powiedział, że to jakiś tam zespolik z Australii nagrał parę kawałków pod inną nazwą. Śmieszy fakt, że musieli mnie obsmarować, żeby ktoś o nich usłyszał. W kawałku o nas śpiewają, że jesteśmy gównianym zespołem bo nie jesteśmy Brytyjczykami, i że chodzi nam tylko o kasę… Serio, chciałbym móc zarobić w zespole na tyle żeby nie tyrać dla kogoś od poniedziałku do piątku. Jak jutro mi ktoś zaproponuje taki deal to biorę w ciemno i rzucam robotę. A odnośnie naszego obywatelstwa to każdy, kto cokolwiek słyszał o Booze&Glory wie, że na początku zespół tworzyło 3 Polaków i Irlandczyk. Dzisiaj w składzie są 4 narodowości .Jeśli z tego powodu jesteśmy gównianym zespołem to ok, tylko że jak oni będą pisać o nas następny kawałek w swojej piwnicy – my będziemy się dobrze bawić w Azji czy US… Im większy sukces tym więcej zazdrosnych ludzi dookoła, którym nic w życiu nie wychodzi i jakoś próbują zabłysnąć. Tak jest zawsze. Nasz komentarz odnośnie takich spraw to numer „One Of Them” na ostatnim albumie. Ci ludzie to pryszczate pizdy bez mózgu. Ale dla nich też jest miejsce na świecie więc niech sobie tam gdzieś pitolą w pokoju.

Więc odpowiadając krótko na Twoje pytanie – spływa to po nas totalnie haha!

Za kilka dni ponownie odwiedzacie Polskę. Zagracie na dwóch koncertach z okazji 20-lecia The Analogs. Pamiętam, że w czasach gdy grałeś jeszcze w Zbeerze był plan na wasze wspólne wydawnictwo z Analogsami. Może to odpowiednia pora by powrócić do pomysłu i zrealizować go z Booze & Glory?

Z Analogs mieliśmy już grać parę koncertów rok czy 2 lata temu ale nie wyszło. Fajnie, że zagramy na ich 20-leciu bo jest to jeden z zespołów, na którym się wychowałem. Analogs to jest fenomen dla mnie, bo grać taką ilość koncertów tylko w jednym kraju rok po roku i nagrywać tyle płyt to na prawdę niezły wyczyn. Oczywiście jedni się od nich odwrócili, inni poobrażali ale za to zyskali tysiące innych fanów i robią dalej to co lubią i chcą robić. Analogs, Horrorshow i Bulbulators to trzy zespoły do których mam zajebisty sentyment.

O wspólnych nagraniach z Analogs nigdy nie rozmawialiśmy, co nie znaczy, że nigdy nie porozmawiamy. Wiesz, u nas to nie jest takie łatwe sobie coś nagrać… Bębniarz mieszka w Szwecji, na próby nie ma czasu a co dopiero na nagrywanie. Na razie zagramy wspólne koncerty i zobaczymy czy uda sie przebrnąć przez weekend z tymi abstynentami! Hahah!

Zanim wyemigrowałeś do UK grałeś w Polsce w chyba czterech zespołach na raz i to zupełnie innych stylistycznie. Był oi!owy Zbeer, hardcore-owy Blame, metal core-owy One Shot Eye oraz reggae-owy Gamblers. Trzeba przyznać, że miałeś niezły rozrzut stylistyczny. Nie kusi cię czasami by wrócić do grania na perkusji i pograć coś innego niż street punk?

W trzech, bo One Shot Eye powstał na gruzach Blame. Ja po prostu lubię różną muzykę. Jeden dzień słucham reggae a dzień później włączam Arkangel… Tak jest do dzisiaj, chociaż HC słucham bardzo mało… Teraz mam odpał maksymalny na Northern Soul i Motown i nie pamiętam kiedy ostatnio słuchałem czegoś innego. Do perkusji nie ciągnie mnie absolutnie, ja zawsze wolałem pisać numery niż tylko wystukiwać do nich rytm haha! A jeśli chodzi o pogranie czegoś innego to przede wszystkim brak mi czasu, a poza tym jestem za słabym muzykiem żeby bawić się w coś bardziej skomplikowanego niż punk rock. Chociaż ostatnio gram dużo na akustyku bo na Rebellion w Blackpool zagramy też set akustycznie. Nigdy nie graliśmy na scenie na akustycznych gitarach wiec będzie to na pewno coś innego i już się tego obawiam a do sierpnia jeszcze tyle czasu!

Czy cover band Vanilla Muffins – Brigade Loco to już historia? Dlaczego w ogóle zdecydowaliście się coverować tych szwajcarów?

Brigade Loco to był tylko projekt stworzony na potrzebę jednego koncertu. Jak 2 lata temu organizowaliśmy pierwszy The Voice of Oi! Weekender w Londynie chcieliśmy żeby skład był ciekawy, a że nie udało nam się przekonać Colina do zreformowania Vanilla Muffins zdecydowaliśmy że zagramy ich covery – w składzie byłem ja i Franky Flame na wokalach, Bartek (B&G) na basie, Banan (Horrorshow) na gitarze i Tommy (wtedy The Cliches) na bębnach. Zagraliśmy wszystkie hity od „Punkrock in my car” aż po „Mike Tyson”. A czemu akurat Vanilla Muffins? Każdy kto mnie zna wie, że jestem fanem Sugar Oi!

Nie każdy za to wie, że po tym koncercie Colin z Vanilla Muffins napisał do mnie, że chciałby zagrać kilka gigów i nagrać parę nowych numerów. Booze&Glory miało grać a on śpiewać… Niestety brakło nam na to czasu.

Na waszej poprzedniej płycie „Trouble free” zamieściliście jako bonusy utwory nagrane przez chłopaków z Horrorshow. Skąd pomysł na taki dziwny zabieg i jak był jego cel?

Dobre pytanie. W sumie to nie wiem. To chyba było tak, że Banan poprosił Liama o zaśpiewanie tych dwóch numerów z nimi i jakoś się dogadaliśmy, że i oni i my wrzucimy je jako bonusy na nasze płyty. Nie wiem czy zauważyłeś ale wersja z płyty Horrorshow jest trochę inna niż z naszej bo jak Liam nagrywał te wokale pierwszy raz to przedtem wypił litr whisky i stwierdził po jakimś czasie, że jeśli mamy je wrzucić na naszą płytę to musi nagrać wokale jeszcze raz. Oprócz tego nagraliśmy tez cover Horrorshow „It Was Our World” po angielsku.

booze3

Śledzisz w ogóle to co dzieje się na polskiej scenie oi!/hc/punk/reggae? Jest coś jeszcze w niej ciekawego dla ciebie?

Śledzę czasem. Jest parę zespołów, które lubię . Oprócz 3 ulubionych, które wspomniałem wyżej lubię Sandals, Bachor, ostatnio Lazy Class czy starsze jak Cela Nr3 itd. Lubię Komety i jeszcze bardziej kiedyś Partię. Z polskiej sceny HC się „trochę wypisałem” ale ciągle bardzo lubię 1125, szczególnie za płytę „Płonie mi serce”. Polskie reggae kompletnie mnie nie interesuje, za to jamajskie jak najbardziej.

Ok, to wszystko. Dzięki za wywiad! Na koniec doradź młodym zespołem jak osiągnąć 4 miliony wyświetleń video clipu na youtube oraz powiedz czego możemy się spodziewać po Booze & Glory w 2015 roku. Jeśli masz do przekazania potomnym jakieś „wisdom words” to jest to właśnie odpowiednie ku temu miejsce.

Nie mam pojęcia jak to osiągnąć! Ale przyznasz ze wynik niezły.

2015 będzie dobrym rokiem – zaliczyliśmy już Azję, a w maju podbijamy Amerykę! Zagramy też na With Full Force, Mighty Sounds i Rebellion! Mamy w planach nowy klip i jakiś singiel może na jesieni. Do zobaczenia w Warszawie i Zabrzu! Oi!

Rozmawiał Wiktor Rykaczewski

https://www.facebook.com/boozeandgloryofficial